Służby zatrzymały szpiega w MON. "Pojawia się wiele wątpliwości"
Urzędnik MON z 30-letnim stażem został zatrzymany przez służby w związku podejrzeniem szpiegostwa. - To jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Służba Kontrwywiadu Wojskowego powinna go mieć na pierwszym miejscu i zajmować się nim w szczególny sposób i nie dopuszczać do takich rzeczy - mówił były oficer wywiadu płk Andrzej Derlatka. Również Mariusz Marszałkowski z Defence 24 miał wątpliwości co do działań polskich służb w tej sprawie.
Szpieg w MON zatrzymany przez SKW (Zdj. ilustracyjne)
Foto: Artur Szczepanski/REPORTER
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Służba Kontrwywiadu Wojskowego zatrzymała 60-letniego urzędnika Ministerstwa Obrony Narodowej, podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Rosji i Białorusi.
- - Mężczyzna mógł mieć dostęp do całego obrazu naszych sił zbrojnych i planów obronnych koordynowanych z NATO - ostrzegł płk Andrzej Derlatka
- - Tu pojawia się wiele wątpliwości, wiele znaków zapytania - przyznał Mariusz Marszałkowski
OGLĄDAJ. Andrzej Derlatka i Mariusz Marszałkowski gośćmi Moniki Suszek
Zatrzymany pracownik MON usłyszał w środę zarzut szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu. Do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy skierowano również wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Mężczyźnie grozi kara od ośmiu lat do dożywotniego pozbawienia wolności. Do zatrzymania wieloletniego pracownika Ministerstwa Obrony Narodowej doszło we wtorek rano, w siedzibie MON. Zatrzymania dokonała Służba Kontrwywiadu Wojskowego w koordynacji z departamentem ds. wojskowych Prokuratury Krajowej oraz Żandarmerią Wojskową.
Jeszcze we wtorek informowano, że zatrzymany to cywil. Według nieoficjalnych informacji PAP miał on szpiegować dla jednego z państw "z kierunku wschodniego" i pracować w Departamencie Strategii i Planowania Obronnego MON.
- Uderzyło mnie to, że jak podało ministerstwo, on miał jakieś kontakty na Białorusi, jeździł na Białoruś - powiedział płk Andrzej Derlatka. - Wydaje mi się to po prostu dziwaczne - dodał. Wskazał, że "we wszystkich instytucjach na całym świecie takie wyjazdy są reglamentowane, a w przypadku niektórych urzędników są wręcz zakazane". Jak tłumaczył, w tej kwestii nic się nie zmieniło od czasów zimnej wojny. - Nie ma możliwości oficer czy pracownik Ministerstwa Obrony Narodowej dowolnie jeździć gdzieś tam za granicę - podkreślił. Wyjaśnił, że jeśli mężczyzna miał rodzinę za granicą, to "przede wszystkim służby kadrowe nie powinny go obsadzać na stanowiskach, które powodują, że ma dostęp do informacji niejawnych".
Przyznał, że takie traktowanie jest przykre i nie jest równe, ale "są instytucje szczególne, gdzie wymaga się szczególnych zasad". Derlatka krytykował też brak reakcji kontrwywiadu na wyjazdy urzędnika na Białoruś. - To jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Służba Kontrwywiadu Wojskowego powinna go mieć na pierwszym miejscu i zajmować się nim w szczególny sposób i nie dopuszczać do takich rzeczy. Były oficer wywiadu alarmował, że w mężczyzna mógł mieć dostęp do całego obrazu naszych sił zbrojnych i planów obronnych. - To jest ogromna tragedia, to, co się stało - ocenił. Przypomniał, że polskie plany są koordynowane z planami NATO. - To są rzeczy, które przekraczają granicę polską - dodał.
Pojawia się wiele wątpliwości
Mariusz Marszałkowski zaznaczył, że "wiemy, że ten człowiek miał dostęp do informacji niejawnych, do klauzuli tajne". - To jest bardzo wysoko - ocenił. Wskazał, że wyżej jest tylko "ściśle tajne" i ewentualnie klauzule natowskie. Zwrócił uwagę, że chodzi o kwestie poświadczenia bezpieczeństwa, urzędnik musiał co kilka lat odnawiać ankietę bezpieczeństwa i weryfikacja nie odbyła się tylko raz, 30 lat temu, gdy zaczynał pracę w MON. Gość Trójki ocenił, że samo zatrzymanie w ministerstwie było przeprowadzone w "teatralny sposób".
Wątpliwości Marszałkowskiego wzbudził też komunikat służb o wielomiesięcznej obserwacji urzędnika przed zatrzymaniem. - Według doniesień medialnych to było od października, czyli w momencie, kiedy zamknięto granicę z Białorusią - zauważył. - Ten człowiek był na Białorusi i po prostu dowiedziano się o jego podróży na Białoruś, dlatego że on nie mógł wrócić do pracy i zgłosił, że granica jest zamknięta - opisał. - Tu pojawia się wiele wątpliwości, wiele znaków zapytania, czy wszystko zadziałało tak, jak powinno zadziałać - dodał. Podkreślił, że "jeżeli rzeczywiście ten człowiek był niebezpieczny w rozumieniu przekazywanych informacji, to on powinien być znacznie szybciej rozpracowany przez służby".
Czytaj także
- Kontrwywiad zatrzymał pracownika MON. "To jest dobra wiadomość"
- "Wschodnie kontakty" Czarzastego. Bosacki: to uderzenie w marszałka Sejmu
- Zatrzymanie szpiega w MON. "Wszystkie cele zostały wyczerpane"
Źródło: Trójka
Prowadząca: Monika Suszek
Opracowanie: Filip Ciszewski