Ivona Juka o filmie "Dobry wieczór, dobry dzień": odsłaniamy białe plamy historii Jugosławii
Do polskich kin wchodzi dramat "Dobry wieczór, dobry dzień", nagradzany na wielu festiwalach film, który był chorwackim kandydatem do Oscara w roku 2024. Koproducentem tej inspirowanej faktami historii była studio ORKA Films.
Kadr z filmu "Dobry wieczór, dobry dzień", reż. Ivona Juka
Foto: mat. prasowe
Po zakończeniu II wojny światowej i wyzwoleniu Jugosławii, Lovro buduje błyskotliwą karierę jako uznany reżyser, dzieląc szczęśliwe życie ze swoim partnerem i przyjaciółmi. Jednak w połowie lat 50. komunistyczny reżim Tito zmienia kurs polityczny i rozpoczyna nagonkę na osoby nieheteronormatywne. Dotyka to także Lovro i jego rodziny. Partyjni funkcjonariusze zaczynają coraz bardziej atakować jego twórczość i styl życia, wreszcie wysyłają agenta, który ma przeniknąć do jego kręgu i zniszczyć wszystko, co dla niego ważne i go uciszyć. Misja politycznej kontroli przeradza się w niebezpieczną grę lojalności i zdrady, zmuszając Lovra do obrony nie tylko swojej pracy i relacji osobistych, ale i samej wolności.
O powstawaniu filmu "Dobry wieczór, dobry dzień", jego znaczeniu dla historii byłej Jugosławii, ale także kulisach mocnych scen miłości homoseksualnej z reżyserką filmu, Ivoną Juką, oraz Magdaleną Zimecką z ORKA Films rozmawia Piotr Radecki.
PIOTR RADECKI: "Dobry wieczór, dobry dzień" ma bardzo osobiste korzenie
IVONA JUKA: Tak, jest w pewnej mierze oparty na faktach. Dorastając w rodzinie, w której jeden z krewnych nigdy nie mógł się "ujawnić" i żył w cieniu swojego prawdziwego ja, poczułam potrzebę opowiedzenia o tej mrocznej części historii. Jeden z moich wujów był filmowcem, który został oskarżony i trafił do obozu koncentracyjnego na wyspie Goli Otok.
Dzięki szeroko zakrojonym badaniom, m.in. pracy doktorskiej dotyczącej prześladowań osób homoseksualnych w komunistycznej Jugosławii, odkryłam niezwykłą siłę i niezłomność tych, którzy walczyli o prawo do bycia innymi i autentycznymi. To wszystko razem stanowiło swoiste podglebie, inspirację. Anita, moja siostra, która jest zarazem producentką tego filmu, bardzo namawiała mnie, abym się zajęła tym tematem. I tak to się zaczęło.
Ten film można odbierać na przynajmniej trzech poziomach: historycznym (II wojna światowa, czasy dyktatury Tito, obóz koncentracyjny na Golim Otoku), politycznym (walka o władzę w połowie lat 50.) i obyczajowym (prześladowania osób LGBTQ+). Ale przecież jest też np. kwestia etyczna (szpiegowanie i donoszenie). Czy wszystkie uważasz za równorzędne, czy któryś z nich uważasz za najważniejszy?
IVONA JUKA: Najważniejszy jest dla mnie brak wolności, zarówno osobistej, jak i artystycznej, i to jest główny temat filmu. Podoba mi się twoje pytanie, ponieważ znakomicie opisujesz wszystkie naciski, z jakimi borykają się moi bohaterowie w filmie. Jak wspomniałeś, istnieje złowieszcza groźba kary na Goli Otok, swoistym gułagu za czasów Tito, który służył jako drakońskie karanie dla przeciwników politycznych. I, jak dobrze rozumie naród polski, oskarżano ludzi nawet o drobne rzeczy. Były prześladowania osób LGBTQ, o których mało kto wie nawet dzisiaj, ponieważ wielu w moim kraju chciałoby ukryć tę część historii pod dywanem, a także inwigilacja i donosicielstwo, które czasami przypominało polowanie na czarownice. Uważam je wszystkie za równie ważne, zwłaszcza że wciąż stoimy przed tymi samymi wyzwaniami, gdy w grę wchodzi wolność. Wszyscy wiemy i rozumiemy, jak niebezpieczne może być, nawet dzisiaj, bycie przeciwnikiem niektórych postaci politycznych, niezależnie od partii.
Osoby LGBTQ nie są już prześladowane, ale wszyscy wiemy, że w dzisiejszym społeczeństwie czasami są napiętnowane, a ich wybory bywają obracane przeciwko nim. A inwigilacja jest wokół nas wszechobecna; to w erze cyfrowej jest prawdopodobnie jeszcze gorsze, niż kiedyś. Mimo, że ten film jest dramatem kostiumowym, podróżując po świecie i rozmawiając z widzami, odkryłam, że we wszystkich krajach wyzwania dla wolności osobistej i artystycznej wciąż są aktualne. Różnią się jedynie kontekstem.
Są w "Dobry wieczór, dobry dzień" bardzo mocne sceny homoerotyczne. To duża odwaga ze strony realizatorów: zarówno producentów, jak i reżysera i aktorów.
IVONA JUKA: To nie są sceny zrealizowane tylko po to, by szokować widzów - wynikają bezpośrednio z samego filmu. To starcie Erosa z Tanatosem, miłości ze śmiercią. Miłość, także miłość fizyczna, to jedyny obszar, gdzie bohaterowie czują się wolni i bezpieczni. Tanatos jest na zewnątrz, otacza ich i im zagraża, ale dopóki ich intymność jest bezpieczna, oni również są bezpieczni.
My zrobiliśmy krok dalej, otworzyliśmy pewne drzwi, pokazując miłość fizyczną dwóch mężczyzn. Ale uważam, że to byłoby skrajnie nieuczciwe, gdyby scena kończyła się na pocałunku. W przypadku par hetero pokazano już wszystko, więc dlaczego mamy się wstydzić i ukrywać miłość homoseksualną? Uważałam, że w tym filmie powinniśmy ją celebrować.
Jak sceny erotyczne były kręcone? "Poprawiano" je w postprodukcji?
MAGDALENA ZIMECKA: Tak, aktorzy grali w kostiumach, a szczegóły, np. genitalia, były dodawane już w postprodukcji. To było m.in. było zadanie ORKA Films. Ale też było robionych wiele innych scen, np. początkowa potyczka na stadionie między studentami a wojskiem.
ORKA Films miał także swój udział w rekonstrukcji obozu na Golim Otoku. Początkowo był plan, aby kręcić to na miejscu. Tam teraz nikogo w zasadzie nie ma, a wyspa wygląda dokładnie tak, jak wtedy, kiedy toczyła się akcja filmu. Ale tego nie zrobiono, bo po spędzeniu tam dosłownie godziny podczas dokumentacji, nikt nie mógł tam wytrzymać. Anita i Ivona mówiły, że tam było strasznie i nikt nie był w stanie nawet określić dlaczego! Ale wszyscy po prostu czuli strach. Ostatecznie zdecydowali się kręcić na wyspie Pag, a myśmy po prostu adaptowali tę wyspę do tego, jak ona wyglądała zgodnie z dokumentacją.
Kadr z filmu "Dobry wieczór, dobry dzień", reż. Ivona Juka
Czy "Dobry wieczór, dobry dzień" odsłania "białe plamy" w historii Jugosławii?
IVONA JUKA: Bardzo dziękuję za to pytanie. Tak, odsłaniamy "białe plamy" i chociaż jeszcze filmu nie trafił do dystrybucji, właśnie dlatego już odczuliśmy w naszym kraju bardzo silną reakcję - i to z obu stron. Po prostu trafiliśmy w czuły punkt niektórych osób.
Lewicowcy, gdyby tylko mogli, chętnie wymazaliby ten fragment z historii Jugosławii. Oczywiście nie wszyscy, ale niestety nadal są demagogami, którzy chcieliby przedstawiać erę Tito jako "lepsze czasy". A o partiach prawicowych chyba nie muszę wspominać: z jednej strony chciałyby ujawnić i nagłośnić ten fragment historii, ale jednocześnie znienawidzą naszego filmu, ponieważ zarazem negują niektóre podstawowe prawa człowieka.
Ja jednak wierzę, że większość ludzi jest normalna, chociaż w tym hałasie kłótni pomiędzy skrajnościami z obu stron sceny politycznej, oni nie są słyszani. I ten film jest właśnie dla nich: dla normalnego człowieka, który ceni prawdę i stawia ludzkie życie ponad wszelkie przekonania.
Ten film przywraca historię osób homoseksualnych w byłej Jugosławii, ale w szerszym kontekście mówi po prostu o wolności.
IVONA JUKA: Tak, oczywiście! Wolność jest rzeczą nadrzędną: wolność wyboru życia, jak się chce, wolność wyboru osoby, którą się kocha. Lata 50., kiedy rozgrywa się "Doby wieczór, dobry dzień" to czas, kiedy nie było wolności dla homoseksualistów w ogóle, na całym świecie: musieli się ukrywać, byli wszędzie prześladowani. Przypadek Alana Turinga, genialnego angielskiego matematyka, który walnie przyczynił się do rozszyfrowania niemieckiej Enigmy, jest tu najlepszym przykładem: zaszczuty z powodu swojej nieheteronormatywności w końcu popełnił samobójstwo.
Problem w tym, że dzisiaj ludzie znowu stają się coraz mniej otwarci, coraz mniej akceptują odmienność, a "inny" staje się dla nich synonimem "wroga". Ma to oczywiście związek z coraz bardziej napiętą sytuacją na świecie, wojną w Ukrainie, w Strefie Gazy, na Bliskim Wschodzie. Ale jak długo ten przeklęty krąg powracających fal nienawiści, tolerancji i znowu nienawiści będzie trwał? Byliśmy już na Księżycu, a wciąż nie jesteśmy w stanie zaakceptować innych ludzi!
Kadr z filmu "Dobry wieczór, dobry dzień", reż. Ivona Juka
Z jakim przyjęciem film spotkał się w Chorwacji i innych krajach byłej Jugosławii?
IVONA JUKA: Nadal nie mamy dystrybutora, ale zainteresowanie "Dobry wieczór, dobry dzień" jest ogromne: bez przerwy dostaję pytania, kiedy film będzie można zobaczyć. Ale naprawdę nie wiem, czy dystrybucja we wszystkich krajach byłej Jugosławii będzie możliwa. To bardzo specyficzna sytuacja polityczna - każdy region zmaga się z innymi problemami, więc kto wie? Oczywiście bardzo bym chciała, zwłaszcza, że ekipa, która stała przed i za kamerą pochodzi niemal z całej byłej Jugosławii.
Na Warszawskim Festiwalu Filmowym otrzymaliśmy niesamowity odzew od publiczności. Z Polską łączy nas wiele podobieństw kulturowych i historycznych, więc jestem podekscytowana i bardzo się cieszę, że film będzie dystrybuowany w Polsce.