Grażyna Bułka: chciałabym, by ludzie nie uważali Ślązaków za kosmitów
Monodram Grażyny Bułki "Mianujom mie Hanka" jest grany od 10 lat w języku śląskim. Rok temu miał premierę w Teatrze Telewizji, jako pierwszy spektakl w całości grany po śląsku. Grażyna Bułka była gościnią Michała Nogasia w audycji "Tu Myśliwiecka 3/5/7".
Grażyna Bułka w monodramie Monodram "Mianujom mie Hanka"
Foto: mat. promocyjne / Przemysław Jendroska
"Mianujom mie Hanka" to mondram, którego pierwowzorem literackim jest tekst "Jak Niobe. Opowieść górnośląska" Alojzego Lysko. To opowieść o Hance, mieszkance Górnego Ślaska, która urodziła się w XIX w. we wsi pod Pszczyną. Bohaterka snuje biograficzną opowieść, w której przeplatają się osobiste przeżycia bohaterki oraz wielkie historyczne wydarzenia, które naznaczyły losy pokoleń Ślązaków.
Każdy Ślązak ma swoja historię
Przez ponad 10 lat, które minęły od premiery mondramu, Grażyna Bułka zagrała go już ponad 370 razy - zarówno w katowickim Teatrze Kortez, jak i w całej Polsce. - To jest bardzo miłe, bo temat, który jest poruszany w tym monodramie, bardzo szeroko otwiera oczy również nie Ślązakom na te naszą śląskość i na tę naszą niejednoznaczną historię. Myślę, że za pomocą "Hanki…" jestem w stanie ludzi przekonywać do nas, do Ślązaków. I opowiadać, i tłumaczyć, że trzeba nas zrozumieć, trzeba nas poznać - mówi aktorka. - Bo historia każdego człowieka jest inna i to jest poza politycznym aspektem tego tematu. Bardzo bym chciała, żeby ludzie potraktowali ten temat normalnie. I nie uważali nas za jakiś kosmitów. Każdy z nas, Ślązaków, ma swoją historię i trzeba po ludzku na to spojrzeć, a nie politycznie. Bo polityka już mnie kompletnie nie interesuje - stwierdza.
Urodziłam się Ślązaczką, jestem nią i umrę Ślązaczką
Każdy monodram to nie tylko to, co się dzieje na scenie, ale również spotkania z widzami po jego zakończeniu. - Najfajniejsze jest to, że ci ludzie mi mówią, że przez godzinę i 15 minut w piękny i najbardziej prosty, łapiący za serce sposób, opowiadam historię. Ponieważ to jest historia odpowiedzialna przez pryzmat jednej kobiety i do nich to trafia. I oni nagle mi mówią "A to tak było? Myśmy nie wiedzieli, że to się tak działo", "To wyście nie byli pod zaborami?" - opowiada Grażyna Bułka. - A ja jeżdżę po całej Polsce i odpowiadam "Na miłość boską, Śląsk nigdy nie był pod zaborami!". Ale cieszę się, że to jest taka moja droga osobista, nie żadna polityczna - zapewnia.
- Już przestałem walczyć, żeby język śląski został uznany, bo on i tak będzie: ja to wiem. Mnie nikt nie musi uznawać - ja Ślązaczką się urodziłam, jestem nią i umrę jako Ślązaczka. I czy ktoś kto uzna, to, jak mówią po śląsku: mi już to loto i jo się na to już w ogóle nie czekom i nie pacza - dodaje.
Kiedy historia przez duże H staje się przystępna
Gościni Michała Nogasia doskonale widzi, że najważniejszy jest osobisty przekaz historii tytułowej bohaterki. Dzięki temu ta historia przez duże H, staje się bardziej przystępna i zrozumiała. - Myślę, że Hanka jest takim przekaźnikiem tej całej historii, łapiącym ludzi bardzo mocno za serce. Może to górnolotnie zabrzmi, ale ja nie wiem, czy nie po to się urodziłam na tych Lipinach, w tej dzielnicy Świętochłowic, żeby te historie móc ludziom w taki sposób opowiadać - zastanawia się.
Całej rozmowy można posłuchać TUTAJ.
Piotr Radecki