Jakie polskie premiery filmowe czekają nas w nowym 2026 roku?
Nowy rok, nowe oczekiwania i zapowiedzi - także w rodzimej kinematografii. W audycji "Trójkowo, Filmowo" Ryszard Jaźwiński i jego goście zaproszą na niektóre premiery polskich filmów, które nas czekają w roku 2026.
Marta Nieradkiewicz w filmie "Trzy miłości"
Foto: mat. prasowe/Gutek Film
Polska kinematografia zdecydowanie idzie w górę: rośnie liczba produkcji zarówno kinowych, jak i telewizyjnych, powstają nowe seriale. Na jakie premiery możemy liczyć w tym roku, co ciekawego będziemy mogli obejrzeć?
Współczesny melodramat w opowieści z przyszłości
- "Czas, który nie nadszedł" to dystopijny melodramat, w którym jest połączenie przyszłości i science fiction z wątkiem melodramatycznym. Opowiadający o miłości, o decyzjach, które mają wpływ na całe nasze życie. Reżyserką jest debiutantka Julia Rogowska, a wielopokoleniowy trzon obsadowy to Agata Kulesza, Michalina Łabacz i moja skromna osoba - opowiada aktor Dobromir Dymecki. - Historia dzieje się w przyszłości, która nie jest jakaś bardzo odległa: nie fruwamy statkami kosmicznymi ani nie porozumiewamy się innym językiem, nie mamy też wszczepionych chipów. Ale nie jest to przyjemny świat - zdradza.
- To historia o relacjach, o ludziach a świat przyszłości służy raczej jako tło tych wydarzeń, niż sam jest celem. Scenariusz jest bardzo uniwersalny i opowiada o nas współcześnie, więc wydaje mi się, że każdy w tym filmie będzie mógł znaleźć coś dla siebie - zapowiada.
Neurotyczny android, prawo do wyboru i życia, jak się chce
"Reset" w reżyserii Patrycji Ryczko był już prezentowany na festiwalach, ale wciąż nie doczekał się premiery kinowej czy streamingowej. Jej film to również science fiction.
- To historia pary kobiet, które mają córkę i walczą z całą rzeczywistością przyszłości. Ale myślę, że to jest odniesienie do ruchów kobiet, które jeszcze niedawno były tak ważne w naszym kraju, bunt przeciwko zabieraniu wolności pokazany w bardzo poetycki sposób. Takie science fiction w poetyce pierwszego "Blade Runnera" - tłumaczy aktorka Marieta Żukowska. - Mogę powiedzieć, że gram postać neurotycznego androida i staram się prowadzić moją postać tak, by była jak najbardziej ludzka. Gram główną antagonistkę filmu, więc starałam się zrobić to tak, by nie wszystko było na początku oczywiste - opowiada.
- To film, który na pewno wzbudzi dyskusję na temat wyborów kobiet, aborcji, związków kobiet, które żyją ze sobą. To film o tym, że mają prawo do miłości, żeby nie być ocenianym, żeby nie być więźniem większej struktury, że nasze życie jest unikatową możliwością. Patrycja chciała po prostu powiedzieć "nie wtrącajmy się do innych, żyjmy jak chcemy i damy prawo ludziom do tego, by żyli jak chcą i jak chcą umrzeć" - dodaje.
Sentymentalna wycieczka z córką do Polski
"Dziki" Macieja Kawulskiego to opowieść o półdzikim wojowniku żyjącym w XVII-wiecznych Karpatach. Grający tam główną rolę Tomasz Włosok występuje również w zagranicznej produkcji "Treasure", która być może również w 2026 roku doczeka się premiery w polskich kinach.
- To historia ojca, który w trakcie wojny uciekł do Stanów i w latach 90. przyjeżdża do Polski żeby zobaczyć to, od czego uciekł. Odbywa taką sentymentalną podróż w towarzystwie córki Leny. Ich relacja jest trochę oziębła i w tej podróży oni się trochę poznają. Lena poznaje ojca przez pryzmat opowieści o tym, jak było w Polsce i dlaczego uciekł z tej Polski. Główne role grają Stephen Frey z Leną Dunham - streszcza akcję filmu Trójkowy gość. - Postać Leny Dunham gdzieś tam kojarzyłem poprzez najbardziej popularny serial jej autorstwa czyli "Girls". Podczas produkcji udało nam się złapać dobry kontakt i fajnie nam się rozmawiało. Zaowocowało to tym, że miałem później okazję zagrać w serialu, który ona reżyserowała ["Too Much" - red.]. Więc "Treasure" był dla mnie takim preludium do ważnego momentu w życiu: mogłem się skonfrontować z czymś, co jest zupełnym wyjściem ze strefy komfortu (…) I miałem możliwości liznąć trochę tego kina za granicą - wspomina ze śmiechem.
- "Tresure" koresponduje z "Prawdziwym bólem Jesse’ego Eisenberga. Myślę, że scenariuszowo to są bardzo podobne historie. Wiadomo, trochę o innym pokoleniu, trochę o innej perspektywie, pewnie innymi narzędziami tam oferują, ale to jest o poznawaniu się nawzajem wobec jakiejś tam wspólnej historii - wskazuje.
Cztery nowele z Ravensbrück
O Marcie Nieradkiewicz było niedawno głośno po jej głównej roli w erotyku "Trzy miłości". Teraz przedstawia zupełnie inną propozycję: film, który w koprodukcji i przy międzynarodowej współpracy wielu filmowców. - Jestem w zdjęciach do dużej koprodukcji, która jest reżyserowana przez cztery reżyserki: ze Szwajcarii, Niemiec, Hiszpanii i Polski. Przyznam, że jest to duże wydarzenie w moim życiu - nie tylko dlatego, że jest to pierwsza taka duża międzynarodowa produkcja z moim udziałem, ale także dlatego, że jest to bardzo trudne wyzwanie. Moja bohaterka jest jedną z więźniarek obozu Ravensbrück, która była poddawana eksperymentom medycznym, więc naprawdę trudny i bardzo odważny temat - opowiada rozmówczyni Ryszarda Jaźwińskiego. – Film nazywa się "Każda z nas" i ma charakter nowelowy. Każdy rozdział ma swoją bohaterkę, ale te historie się przenikają i nie są całkowicie oderwane od siebie: łączy je wspólne miejsce i pewne relacje - wyjaśnia.
- Reżyserką polskiej części jest Ania Jadowska. Znamy się od lat i będziemy jeszcze pracować, bo mamy już kolejne plany, więc bardzo się cieszę. Ania jest bardzo bliska memu sercu, nie tylko jako moja przyjaciółka, ale też jako reżyserka. Mam poczucie, że bardzo dużo jej zawdzięczam: to w jakim kierunku idę, jakie kino mnie interesuje. Ona ma w tym swój spory udział - wskazuje aktorka.
Tajemnice małżeńskie, czyli czy prawda może nas wyzwolić?
Łukasz Karwowski w ubiegłym roku pokazał nawiązujące do wojny w Ukrainie "Dwie siostry". W tym roku być może będzie miał; dwie premiery, ale pierwszą z nich będzie film o tytule roboczym "Prawda".
- Film opowiada o młodym małżeństwie, które z pozoru jest szczęśliwe, jednak po jakimś czasie odkrywa swoje mroczne tajemnice i się nimi dzieli - stąd ten tytuł "Prawda". Ale być może ta prawda jest dla nich za trudna i ciężko im się zmierzyć z tymi tajemnicami które poznają na temat siebie nawzajem? - zdradza fabułę swojego filmu reżyser. - Ta historia rozgrywa się w różnym czasie: mamy część współczesną i część, która się dzieje około 10 lat temu. To są bardzo rozgraniczone strefy czasowe i zastanawiam się czy część retrospektywna nie będzie czarno-biała? Bohaterka, która jest teraz i 10 lat temu, też bardzo się różni: to ta sama osoba, ale jednak zmieniła się z wyglądu, zmieniła się z charakteru, inaczej widzi świat… Właściwie wszystko przez te 10 lat się zmieniło - tłumaczy.
Reżyser przyznaje, że w tym filmie wykorzystuje dużo inspiracji z własnych doświadczeń, z własnego małżeństwa. - Wiadomo, że filmy i literatura są fikcją, to wszystko jest przetworzone i zazwyczaj większe niż człowiekowi się przydarza. Ale ja bardzo dużo biorę z mojego małżeństwa, z różnych kłótni jakie mamy żoną i jak się godzimy, jak sobie wybaczamy… To jest bardzo inspirujące - przyznaje.
Piotr Radecki