Ludzka twarz milicji

Lata sześćdziesiąte to próba odbudowy zaufania społeczeństwa do milicji i organów bezpieczeństwa.

Ludzka twarz milicji

Warszawa w barwach Milicji Obywatelskiej

Foto: (źr. Wikipedia)

Ludzka twarz milicji
+
Dodaj do playlisty
+

Początek lat 60. jest cezurą w historii Milicji Obywatelskiej. Po roku 1956 resort bezpieczeństwa przeżywa kryzys, następuje fala odejść jego pracowników. W Służbie Bezpieczeństwa pracuje wtedy ok. 10 tysięcy osób, w milicji około 55 tysięcy. W szeregach MO pojawia się niepokojący wzrost korupcji, wzrasta też liczba incydentów z udziałem funkcjonariuszy pod wpływem alkoholu.

- W roku 1957 roku co dziesiąty z funkcjonariuszy został ukarany jakaś karą dyscyplinarną, a ze służbą pożegnały się cztery tysiące osób, z czego dwa tysiące zostało wydalonych – mówił dr Krzysztof Madej, historyk. Wzrasta też przestępczość w kraju.

Na początku lat sześćdziesiątych władzom zależy na tym, aby w milicji pracowali absolwenci wyższych uczelni, zwłaszcza ekonomicznych. Potrzebni są fachowcy do walki z przestępczością gospodarczą, dlatego resort oferuje im bardzo dobre wynagrodzenie.

Pojawia się problem korupcji wśród lekarzy, wybuchają też wielkie afery gospodarcze.
Pod koniec lat 60. na potrzeby milicji pracowało ok. 20 tysięcy tajnych współpracowników. Model funkcjonowania resortu, który się wtedy ukształtował przetrwał aż do końca lat 70.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy. Aby to uczynić wystarczy kliknąć "Ludzka twarz milicji" w boksie "Posłuchaj".

Audycji "Trójkowy Wehikuł Czasu" można słuchać w piątek o 12.00.

(miro)