Danuta Hübner
"Najważniejszy będzie na pewno nowy budżet na okres 2014-20, bo będziemy – myślę – po wyjściu z kryzysu budować gospodarkę. Będzie bardzo dużo zmian w agendzie politycznej UE, i tego trzeba będzie bardzo pilnować."
Dodaj do playlisty
Według sondaży – ale to już prawie pewne – zwyciężyła pani w wyborach do PE w Warszawie. Gratulacje, bo to wyniki godny gratulacji.
Dziękuję bardzo, ale mogę wykorzystać tę minutkę i podziękować wszystkim warszawiakom, bo baliśmy się, że wyjadą, a okazało się, że frekwencja w Warszawie była większa niż w wielu częściach Polski, w wielu miastach i wielu województwach – i to była bardzo dobra wiadomość dla Platformy i dla mnie. Dziękuję ogromnie.
Na pierwszej stronie jego z dzienników dzisiaj – zdjęcie pani i premiera Donalda Tuska; na twarzy szefa rządu wyraźna radość, satysfakcja… To były pierwsze emocje po ogłoszeniu wyników. Co – jeśli może pani zdradzić – premier powiedział, gratulując w tych pierwszych słowach? „Miałem nosa”? Czy „dobra robota”?
Nie, powiedział: „To nasza heroina”, więc powiedziałam, żeby uważał z takimi słowami. Ale były to bardzo miłe słowa. Myślę, że się po prostu bardzo ucieszył, że się udało Platformie, i że się udało również mnie. Myślę, że to była autentyczna radość i gratulacje.
A co powiedziała pani?
Powiedziałam, że też się cieszę. W takich momentach człowiek jest dość prymitywny w wyrażaniu swoich uczuć. Jest to przede wszystkim wielka radość… pewien spokój i odprężenie – moja kampania była dość krótka, trwała tylko trzy tygodnie, ale to jest jednak okres pełen napięcia, wiele spotkań, wiele dyskusji… dużo satysfakcji, bo muszę powiedzieć, że wszystkie bezpośrednie spotkania, której miałam w moim okręgu, to były rozmowy o Europie, o traktacie, o funduszach strukturalnych, o różnych sprawach – ale właśnie związanych z Europą, wcale nie wewnętrznych, i to była dla mnie bardzo dobra wiadomość.
Wiem za to, co pani odpowiedziała wczoraj w jednym z wywiadów telewizyjnych. Powiedziała pani: ważne, że od jutra – czyli do dziś, od poniedziałku – Polska znów ma komisarza w Unii Europejskiej. Bardziej się pani czuje komisarzem czy bardziej polskim europarlamentarzystą?
Ja chyba wczoraj powiedziałam, że dzisiaj mamy komisarza, który ma legitymację pochodzącą z wyborów…
Też.
To jest bardzo ważna wiadomość na pewno. Mam nadzieję, że to jest nowy zwyczaj, żeby nie mówić, że komisarze to sami biurokraci. Komisarze decydują o bardzo ważnych sprawach, bo Komisja Europejska jest instytucją niesłychanie ważną w Europie dla obywateli i możemy mieć także komisarzy, którzy mają wsparcie w postaci dobrego wyniku w wyborach. I to mnie bardzo cieszy, czuję się lepiej.
Ale też z urzędnika stała się pani politykiem, to jest inna funkcja.
Tak, to jest na pewno dużo satysfakcji i teraz już wiem, że działam, mając tę legitymację. To jest dobre uczucie.
Czy z tego, co pani powiedziała, można wywnioskować, że do 14 lipca złoży pani mandat komisarza ds. polityki regionalnej? Czy jest już pani na pewno europosłem?
Myślę, że będziemy rozmawiać z panem premierem o tym, gdzie można mnie najlepiej wykorzystać. Jest trochę czasu, ale ważne jest to, że prawie 44% w Warszawie głosowało na mnie.
Jest pani skłonna zastanawiać się nad tym, żeby jednak pozostać w Komisji Europejskiej?
Ja jestem otwarta na wszystkie pomysły. Na pewno mam ogromna wiedzę i doświadczenie tych ostatnich lat w KE. Wcześniej byłam osobą, która wprowadzała Polskę do UE – na poziomie roboczym, ministerialnym, więc czas zrobić wszystko, żeby wykorzystać doświadczenie ludzi. Nie mamy wcale tak wielu osób z doświadczeniem europejskim i z wiedza, żebyśmy w najlepszych miejscach mieli najlepszych ludzi. To jest decyzja pana premiera, rządu. Ja jestem gotowa pracować dla Polski w Europie wszędzie tam, gdzie mogę być użyteczna.
Zgoda, ale pytam też dlatego, że skoro tak wielu wyborców obdarzyło panią swoim zaufaniem, to teraz zmiana decyzji mogłaby być wobec nich nie fair.
Ja nie mam zamiaru zmieniać decyzji, mówię, że jestem osobą wybraną, można być osobą wybraną i robić to, co jest dla Polaków najważniejsze w tym miejscu, gdzie można najwięcej z siebie dać, i więcej uzyskać. Nic więcej nie chcę powiedzieć. Na razie cieszę się bardzo, że jestem komisarzem z poparciem społecznym.
Kiedy możemy się spodziewać tej decyzji?
Ja przynamniej na razie w ogóle o tym nie myślę. Dzisiaj mam bardzo dużo roboty, boi jestem z powrotem w KE, skończył się mój urlop polityczny. Mam bardzo trudny dzień, bardzo dużo pracy, w tej chwili nadal zmieniam regulacje, żeby jeszcze bardziej uprościć politykę w dodatku do tego, co zrobiłam w ostatnich miesiącach. Roboty ma dużo i o tym przede wszystkim myślę – co w tych najbliższych tygodniach muszę zrobić.
Tutaj Polacy świetnie panią rozumieją, bo powrót do pracy po urlopie nigdy nie jest miły… Z jakimi planami idzie pani do europarlamentu?
Tak, to był urlop polityczny – na wybory, to nie był urlop na odpoczynek. Tak jak mówiłam w czasie moich spotkań, najważniejszy będzie na pewno nowy budżet na okres 2014-20, bo będziemy – myślę – po wyjściu z kryzysu budować gospodarkę, która musi być gospodarką konkurencyjną, efektywną energetycznie, która powinna mieć coraz więcej innowacji, inwestycji – zielonych, bardziej szanujących środowisko. Będzie bardzo dużo zmian w agendzie politycznej UE, i tego trzeba będzie bardzo pilnować. I myślę, że Unia po 2009 roku to będzie Unia, która będzie musiała coraz bardziej koncentrować się na obywatelu w sensie dosłownym, to znaczy, wszystkie nowe regulacje, które KE będzie przedstawiać Parlamentowi i Radzie, one powinny służyć obywatelowi, tj. dyrektywa o bezpieczeństwie zabawek, czy wszystko to, co służyło obniżeniu cen usług telefonii komórkowej. Jest dużo spraw, które obywatele mogą bezpośrednio odczuć, ale najważniejsze będzie działanie na rzecz tworzenia nowych, konkurencyjnych miejsc pracy, bo kryzys zwiększa bezrobocie.
Ale przez ten kryzys Polska przechodzi – nie powiem „suchą stopą”, ale dobrze przechodzi. Czy to nie odejmuje nam argumentów w debacie przed uchwaleniem budżetu? Czy Polska nie stała się silniejszym graczem? Teraz pomagać trzeba będzie innym?
Miejmy nadzieję, że Polska przejdzie przez ten kryzys może nie całkiem suchą stopą, ale jakby mniej zamoczona niż inne gospodarki. Wiele na to wskazuje do tej pory, ale pamiętajmy, że jednak jesteśmy ciągle jeszcze w trakcie spadającej aktywności gospodarczej, rosnącego bezrobocia… Oby te skutki były jak najmniejsze. W tym kontekście, wykorzystajmy w pełni te szanse, które fundusze strukturalne dają. Wiele zmian, które wprowadziłam do polityki w ostatnich miesiącach, właśnie mają temu służyć, żeby ułatwić wykorzystanie środków w tym okresie trudnym. To są wielkie inwestycje, wielomiliardowe, które mogą być siłą napędową polskiej gospodarki. I to trzeba wykorzystać, bo Polska jest największym odbiorcą funduszy strukturalnych i to jest też jej korzyścią w czasie kryzysowym.
A jest szansa na stuprocentowe środki z funduszy strukturalnych? Prasa o tym donosiła w ubiegłym tygodniu…
To jest moja propozycja, która teraz jeszcze będą musiała przeprowadzić przez Komisję. Dlatego te najbliższe tygodnie są dla mnie bardzo ważne.
Platforma i PSL – 28 mandatów w PE, ale Włosi, partia Berlusconiego – 36 mandatów. Jak pani w kontekście tych wyników ocenia szanse Jerzego Buzka na szefa europarlamentu?
Pamiętajmy, że nawet największe partie w grupie politycznej nie mogą same niczego przegłosować, ani uzyskać, w związku z czym także dla Polski to będzie wyzwanie, żeby zbudować sojusz, koalicję. Ta grupa polityczna, w której jest Platforma, grupa partii ludowych, jest w obecnym parlamencie grupą, w której są reprezentowane wszystkie państwa członkowskie, więc jest z kim budować sojusze, koalicje. Trzeba pamiętać, że demokracja, wybory, trzeba znaleźć kompromis. Ale trzeba być aktywnym.
A jak pani przewiduje współpracę z nową frakcją, do której na wejść PiS?
To jest wybór tych partii, które chcą być oddzielnie, widzą swój program odrębnie od programu partii ludowych. Wyobrażam sobie, że będzie wiele sytuacji, w których będą wszyscy Polacy działali wspólnie, będzie na pewno wiele sytuacji, w których frakcje będą także między sobą budowały sojusze…
Wczoraj Michał Kamiński zapowiedział, że poprze kandydaturę Jerzego Buzka…
Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Trzeba być razem i trzeba pilnować polskich interesów, które służą wszystkim Polakom.
Nie ma pani wrażenia, że wczoraj było dziwnie miło i gładko w polskiej polityce? Niczym w Wersalu? Gratulacje z obu stron, zwaśnionych przed wyborami. Kampania bardzo brutalna nie była, ale parę takich niesmacznych momentów się pojawiło.
Są takie momenty, kiedy czujemy, że interes jest wspólny, ale też, mam nadzieję, być może zaczynamy jakąś nową kulturę współżycia politycznego. Polacy jednak wolą, kiedy polityka jest toczona z uśmiechem, nie jest tak brutalna w słowie i w geście. I może to zacznie nowy etap? Ale nie byłabym taka optymistką.
Zgada się pani z opinią, że to nie była elekcja europejska, tylko 27 elekcji narodowych?
Ze wszystkiego, co dochodzi do mnie, wynika, że jednak sprawy europejskie były wyjątkowo obecne w czasie tych wyborów w Europie. Było to rzeczywiście 27 elekcji narodowych, ale jednak sprawy europejskie były. Także w mojej bezpośredniej kampanii – bo ja postawiłam na bezpośrednie kontakty z ludźmi – wyłącznie sprawy europejskie były poruszane, łącznie z traktatem europejskim. Więc to była dla mnie bardzo dobra wiadomość. Może trochę mniej Europy było w mediach, ale może to jest tylko moje wrażenie.
Eksperci podzielają to wrażenie, że Europy w ogóle w kampanii mimo wszystko było za mało. Patrzę na wynik pani Róży Thun w Krakowie i zaczynam mieć wątpliwości, bo to przecież osoba, która dla propagowania idei europejskiej robi w Polsce od wielu lat bardzo dużo, a jednak pokonana przez Zbigniewa Ziobrę – polityka do tej pory nie kojarzonego z Unią Europejską.
Robimy jeszcze w tej chwili błąd wynikający z tego, że nie mamy pełnych wyników wyborów, ale mówimy o Małopolsce i Świętokrzyskim – mówimy o wielkim województwie, w którym spora część ludności to ludność mieszkająca na wsi. Nie mówimy o Krakowie, ja podejrzewam, że wyniki Krakowa mogą być trochę inne. Poczekajmy na pełne wyniki.
Wyborcy prawdopodobnie orzekli, że Wojciech Olejniczak ma zostać w kraju i walczyć o przywództwo w SLD. Podziela pani tę opinię?
Wszędzie można robić dla Polski dobre rzeczy – i w kraju, i w Brukseli. Pracujmy dla Polski razem, bez względu na to, gdzie jesteśmy.
Jest jeszcze jedna rzecz do załatwienia – traktat lizboński. Jak przekonać prezydenta do ratyfikowania?
Ja rozumiem, że pan prezydent czeka na wyniki referendum w Irlandii, więc miejmy nadzieję, że to referendum zakończy się dobrze dla traktatu – co dla mnie oznacza dobrze dla Europy i dla Irlandii. Ja osobiście myślę, że lepiej by było, gdybyśmy nie czekali, gdybyśmy sami zadecydowali o tym, czy chcemy, czy nie chcemy tego traktatu. Pan prezydent był bardzo zaangażowany w negocjacje, więc ja ciągle mam nadzieję, że pan prezydent zadecyduje w naszym imieniu, samodzielnie, nie czekając na wyniki referendum w Irlandii.