Wybory na Ukrainie. "Rosja musi uznać ich wyniki, bo się ośmieszy"
- Rosjanie grają na paru fortepianach i godzą się z wynikami przez zęby - mówi w radiowej Trójce Ryszard Czarnecki z PiS. Moskwa nie ma wyboru, bo głosowanie autoryzowała międzynarodowa społeczność - dodaje Adam Szejnfeld z PO.
Foto: PAP/EPA/ROMAN PILIPEY
OBWE poinformowała, że niedzielne głosowanie na Ukrainie przebiegało zgodnie z demokratycznymi standardami, dawało uczestnikom realny wybór między kandydatami i było zgodne z zasadami poszanowania fundamentalnych wolności. UE i NATO pogratulowały już Ukrainie zwycięstwa demokracji. Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zapowiedział, że Moskwa uzna wyniki, choć wybory były dalekie od ideału.
Zdaniem wiceprzewodniczącego PE Ryszarda Czarneckiego, Rosjanie z pewnością nie zrezygnują z nacisków na Ukrainę i będą wywierali presję ekonomiczną na ten kraj. Według polityka jest to niezwykle niebezpieczne, bo sytuacja gospodarcza na Ukrainie i tak jest już dramatyczna.
Według Czarneckiego, Kreml może stosować np. presję gazową, "dlatego trzeba w mądry sposób wspierać Ukrainę, ale tak, żeby wymuszać na Ukraińcach reformy". Jego zdaniem, naszym wschodnim sąsiadom niezbędna jest reforma samorządowa, administracyjna i sądownictwa, a także walka z korupcją.
Polityk zauważył w audycji "Puls Trójki", że wybory pokazały proeuropejską, ale i euroatlantycką orientację Ukrainy.
Więcej interesujących dyskusji znaleźć można na stronach audycji "Salon polityczny Trójki", "Komentatorzy", "Puls Trójki" i "Śniadanie w Trójce".
Eurodeputowany Adam Szejnfeld z PO nie ma wątpliwości, że Rosja musi uznać wyniki głosowania, bo są one autoryzowane przez międzynarodową społeczność. - Rosja ośmieszyłaby się, gdyby chciała je podważać - mówi gość Trójki. Szejnfeld podkreśla, że teraz bardzo ważne jest, "by podać rękę Ukrainie, ale w mądry sposób". Jego zdaniem, najistotniejsze, by nowe władze w Kijowie "działały na rzecz naprawy państwa".
Szejnfeld podkreśla, że Ukraińcy odrzucili partie o skrajnych programach, co jest istotne, bo także Polacy mieli obawy o odżywanie w tym kraju nacjonalizmu, czy faszyzmu. Zdaniem polityka, jest to także istotne ze względu na politykę Putina, "który na użytek wewnętrzny przedstawia siebie i Rosję jako obrońcę demokracji przed nacjonalizmem i faszyzmem ukraińskim". - Tę antyfaszystowską misję próbuje też sprzedawać w Europie i na świecie. Wybory pokazują, że jest to kłamstwo, że faszyzm i nacjonalizm nie liczą się na Ukrainie i obywatele to odrzucają - mówi Szejnfeld.
W niedzielnych wyborach parlamentarnych na Ukrainie zwyciężyły ugrupowania prozachodnie związane z prezydentem Petrem Poroszenką, premierem Arsenijem Jaceniukiem. Prezydent rozpoczął już rozmowy w sprawie utworzenia koalicji rządzącej.
Rozmawiał Marcin Zaborski
iz/fbi