Hołownia szantażuje premiera. Petru: na miejscu Tuska bym poczekał
Ryszard Petru na antenie Trójki podkreślił, że Donald Tusk nie może ulegać medialnym szantażom ze strony Szymona Hołowni. I wskazał, że stawianie ultimatum premierowi jest mało poważne.
Ryszard Petru/ Foto: Polskie Radio
Kto przejmie ministerstwo po Pełczyńskiej-Nałęcz? Tusk ma pomysł
Premier Donald Tusk ma już pomysł na uzupełnienie wakatu w rządzie po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Szef rządu poinformował, że ma dwie kandydatury na stanowisko nowej minister funduszy i polityki regionalnej. Szymon Hołownia stwierdził natomiast, że stanowisko w resorcie powinno pozostać przy Polsce 2050. W przeciwnym razie wicemarszałek Sejmu będzie rekomendował innym ministrom związanym z partią wyjście z rządu.
Polecane artykuły
Petru ocenia ultimatum Hołowni wobec Tuska. "Mało poważny"
- Ten szantaż ze strony Szymona Hołowni wobec Donalda Tuska jest mało poważny - stwierdził w audycji "Bez Uników" na antenie Trójki poseł Centrum Ryszard Petru. Wskazał, że na miejscu premiera poczekałby, aż politycy Polski 2050 się wycofają z rządu. - To jest błąd, który w 2000 roku popełniła Unia Wolności - przypomniał. - Wyszła z rządu, wycofując swoich ministrów, a dalej rząd popierała - podkreślił.
To jest taka sytuacja, jakby ktoś był trochę w ciąży, a trochę nie. Nie można popierać rządu, nie biorąc odpowiedzialności, nic nie robiąc, a jednocześnie z perspektywy wyborców być dalej w tym rządzie
Gość Trójki podkreślił, że z definicji "premier żadnego rządu nie może ulegać tego typu szantażom medialnym", a teraz "tym bardziej nie może ulec". - Spodziewam się, że jedna z tych mitycznych dwóch pań zostanie powołana niedługo na stanowisko szefa resortu rozwoju regionalnego - przekazał.
Polecane artykuły
"Nie rozumie polityki". Pełczyńska-Nałęcz zniknie z politycznej sceny?
Zdaniem Petru sama Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zniknie z polityki. - Po prostu opuściła polską politykę na X, nie mając świadomości, jak daleko idące konsekwencje są tego typu zachowań - wyjaśnił. I przypomniał, że ani Pełczyńska-Nałęcz, ani Jan Szyszko, który z nią odszedł, nie są posłami.
Ciężko uprawia się politykę, będąc poza parlamentem, bez jakichkolwiek narzędzi i istotności z punktu widzenia wyborców
Petru wskazał, że chociażby z tego powodu Pełczyńska-Nałęcz nie rozumie polityki. - Polityka nie polega na tym wyłącznie, żeby podkreślać różnicę - zaznaczył. - Trzeba pokazywać jaki masz program, walczyć o ten program, ale na końcu dogadywać, czyli wchodzić w kompromisy. Ważne, żeby znaczna część programu była realizowana - tłumaczył. Podkreślił, że taka jest koncepcja parlamentu, że trzeba się dogadywać. - Nawet mając kilkunastu posłów, kilkudziesięciu nie iść za każdym razem na zwarcie, nie szantażować innych - wskazał.
Polecane artykuły
Petru stawia sprawę jasno. "Zawsze musiała pokazywać, że ktoś jest wrogiem"
Petru stwierdził, że Pełczyńska-Nałęcz nie potrafiła zjednywać sobie ludzi. - Wprowadzała tego typu narrację, która zawsze musiała pokazywać, że ktoś jest wrogiem - analizował. I podał przykład deweloperów. - Ona robiła z nich wrogów klasowych - ocenił.
Z tego punktu widzenia uważam, że odejście tak skrajnie lewicowej ministry z rządu jest pozytywne.
Odnosząc się do formy pożegnania, Petru przyznał, że nie jest nią zaskoczony. - Ja już jestem po przejściach i ja się spodziewałem, że prędzej czy później powbijają sobie noże w plecy - stwierdził na antenie Trójki.
Polecane artykuły
Źródło: Program 3 Polskiego Radia
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Filip Ciszewski jest redaktorem w dziale publicystyki. Przed radiem doświadczenie w mediach zdobywał w prasie, telewizji i portalach informacyjnych, a jeszcze wcześniej w public relations. W redakcji dba o to, by to, co zostało powiedziane na antenach Polskiego Radia, można było również przeczytać. Ceni dobre słowo.