"Szczęściarz": graficzna powieść o traumie, kaprysach losu i życiowym fatum
Po raz pierwszy w historii audycji "Plik Tekstowy" Max Cegielski zajął się komiksem (lub też - powieścią graficzną). A chodzi o "Szczęściarza" Wojciecha Chamier-Gliszczyńskiego i Wojciecha Stefańca.
Wojciech Stefaniec (l) i Wojciech Chamier-Gliszczyński (p) gośćmi Maksa Cegielskiego w audycji "Plik Tekstowy" / Foto: Polskie Radio
Fortune Gluckmann, fotoreporter wojenny, żyje między dwiema skrajnościami: blaskiem sławy, która przyszła za sprawą jego zdjęć, i samotnością, która dosięga go po każdym powrocie z frontu. "Szczęściarz" to opowieść o traumie, o kaprysach losu i o fatum, które zdaje się rządzić życiem człowieka. Pokazuje, że rzeczywistość bywa satyrą na samą siebie. Dynamiczna fabuła prowadzi czytelnika przez kolejne odsłony świata Fortune'a Gluckmanna. Świata pełnego pęknięć, w którym sens każdego wydarzenia może się zmieniać w zależności od tego, kto patrzy...
Polecane audycje
"Szczęściarz" - komiks czy powieść graficzna?
Pytanie "komiks czy powieść graficzna?" wydaje się być jedynie kwestią semantyczną. Jak zauważa Max Cegielski, w Polsce dyskusja, której nazwy używać, toczy się od przynajmniej 20 lat.
- Jestem przyzwyczajony do nazwy komiks, gdyż to była pierwotna nazwa tej dziedziny sztuki, która powstała przed kinem i filmem. I ja się trzymam komiksu, ale dostojnie i bardziej mądrze brzmi "powieść graficzna", więc mi to nie przeszkadza - mówi grafik Wojciech Stefaniec. - Chociaż akurat "komiks", jako słowo, które się składa z dwóch członów - comic strip (komiksowy pasek) - nie pasuje do tego, co zrobiliśmy z Wojtkiem. To jest zamknięta historia, więc pod tym względem chyba lepiej pasuje "powieść graficzna" - stwierdza.
- Nie znam się tak dobrze na nazewnictwie w tej branży i od siebie mogę tylko tyle powiedzieć, że zaczęliśmy używać określenia "powieść graficzna" w mediach społecznościowych, kiedy dowiedzieliśmy się, że ponoć algorytmy ucinają zasięgi słowa "komiks". To było dla wszystkich niezrozumiałe, ale też chyba wszyscy zaczęli tak robić, aby promocja komiksów się udawała - dodaje Wojciech Chamier-Gliszczyński.
Fortune Gluckmann i teoria wieloświatów
Opowieść w "Szczęściarzu" zaczyna się jak amerykańska historia wojenna o żołnierzu. Czy to, jak się nazywa główny bohater ma znaczenie? Czy jego wojenne doświadczenia mają znaczenie?
- Nasz bohater nazywa się Fortune Gluckmann. Fortune, czyli po polsku Fortunat oraz Gluckmann, czyli z niemieckiego "szczęśliwy człowiek". Czyli jest to zbitek dwóch słów, które znaczą mniej więcej to samo - szczęściarz. A sama historia wprost traktuje o PTSD wynikającym ze stresu wojennego. Główny bohater jest na wojnie, doświadcza wojennych traum, następnie leczy się w ośrodku na wyspie na jeziorze Huron. I w gruncie rzeczy przez cały komiks odbija mu się to czkawką: to PTSD, jego trauma i te wszystkie wydarzenia, co do których w sumie nie jesteśmy w stanie orzec, czy się zdarzyły naprawdę, czy on sobie to wymyślił. (…) Więc zasadza się to na tym, co ten człowiek przeżył i jakie blizny powstały w jego umyśle, gdyż to jest człowiek okaleczony, ale nie na ciele, tylko w głowie - opowiada Wojciech Chamier-Gliszczyński.
Tłumaczy zarazem, dlaczego akcja osadzona jest w rzeczywistości amerykańskiej, a nie na przykład polskiej. - Nie dało się osadzić tego komiksu w innych realiach ze względu na cały koncept, który zakłada pewnego rodzaju pomysły, obecne już w amerykańskiej popkulturze, zwłaszcza w filmach. Teoria wieloświatów Hugh Everetta jest tam już obecna i trudno byłoby osadzić ten komiks, bliżej, np. w naszych warunkach. Zastanawiałem się nad tym, ale wyglądałoby to po prostu nieautentycznie, przaśnie - wskazuje.
Wojciech Chamier-Gliszczyński, Wojciech Stefaniec "Szczęściarz"/ Foto: mat. prasowe
Grafik - człowiek, który spina wszystko
Komiks, czy też powieść graficzna, składa się z dwóch warstw - tekstowej i ilustracyjnej, graficznej. Obie są równie ważne. Jaka jest więc rola grafika w tworzeniu takiego dzieła? Czy można go porównać do reżysera filmu, operatora i montażysty ?
- Powiem więcej: ja jestem też wszystkimi aktorami, bo muszę się wczuć w nastrój danej sceny. Np. gdy scena jest dramatyczna, wszystko jest ukryte, wszystko jest przekazywane w detalach gestów. (…) Jestem tymi aktorami, ale też jestem reżyserem, bo muszę to wszystko spinać ze sobą, żeby miało sens. Jestem operatorem, który operuje danym ujęciem - czy bardziej dramatycznym czy oddalającym się animacyjnie. Jestem też tym składającym strony w całość (…) To mi pasuje, bo to jest trzymanie kontroli nad historią: nadawanie jej tempa i kontrola tego tempa - tłumaczy Wojciech Stefaniec. - Ten komiks dopieszczaliśmy do tego stopnia, że plik już był w drukarni, ale jeszcze jedną rzecz trzeba było tam zmienić: chodziło o tekst, ale też w ilustracjach były jakieś kosmetyczne zmiany. Więc ten komiks. choć ma 100 stron, jest tak pełny detali w warstwie lingwistycznej jak i graficznej. Jest dużo, dużo wątków, które wypływają po kolejnym przeczytaniu tej historii. Więc pod tym względem dla mnie jest to czysta przyjemność artystyczna - zapewnia.
- Wojtek jest pisarzem, nie twórcą scenariuszy komiksowych, więc tutaj ja miałem troszkę lepszą pozycję. Kierowałem go na pewne tory, tłumaczyłem co warto zrobić, albo w którą stronę iść. Po prostu ja w tym siedzę już od paru dekad, więc dobrze się w tym czuję - dodaje.
Polecane artykuły
Źródło: Plik Tekstowy
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.