Szczepan Twardoch: nie byłem w miejscach tak niebezpiecznych, jak te z "Nulla"
Przypominamy rozmowę ze Szczepanem Twardochem z lutego 2025 w Studiu im. Agnieszki Osieckiej, przy okazji premiery powieści "Null". W niedzielę 4 października pisarz otrzymał za nią nagrodę Nike.
Szczepan Twardoch/ Foto: PAP/Paweł Supernak
Powieść Szczepana Twardocha opowiada o żołnierzu o pseudonimie Koń, który porzuca swoje dawne życie w Polsce, by walczyć na "nullu", czyli pierwszej linii frontu. W ekstremalnych warunkach wojny w Ukrainie, gdzie braterstwo i odwaga nabierają nowego znaczenia, Koń wraz z towarzyszami zmaga się z własnymi lękami, pragnieniami oraz poszukuje sensu walki i odkupienia.
Polecane audycje
Kilkaset metrów od "nulla"
- Nie wszystko, co jest opisane w książce, widziałem na własne oczy. Gdybym widział, to bym tutaj nie rozmawiał z państwem. Ale coś zobaczyłem, o czymś usłyszałem, o czymś rozmawiałem, coś widziałem z daleka, coś widziałem ze zbyt, jak na moją wrażliwość, bliska. Więc jest to złożenie doświadczeń bezpośrednich oraz zapośredniczonych. Trudno mi teraz powiedzieć, który aspekt tej powieści wynika z mojego osobistego doświadczenia, a który z rozmów i tak dalej - mówi Szczepan Twardoch. - Wiem, jak blisko byłem, ale nie chciałbym, aby się z tego zrobiła jakaś narracja o mojej rzekomej odwadze, tudzież bohaterstwie, bo nic takiego nie miało miejsca. Byłem wielokrotnie kilkaset metrów od tego "nulla": na pozycjach pilotów dronów, bo od jakiegoś czasu jest to główny rodzaj sił zbrojnych, z którymi się spotykam - zdradza.
- Z drugiej strony oczywiście nie byłem w miejscach, które są tak niebezpieczne, jak te w książce opisane. Bo nikt by mnie tam nie wpuścił. A z mojego punktu widzenia byłoby to niepotrzebne robienie kłopotu ludziom, którzy mają więcej problemów na głowie, niż eskortowanie i obsługa adrenalinowych snów jakiegoś cywila, którym przecież jestem - dodaje.
Sposób na bezradny gniew
- Ale może należałoby narysować bardzo wyraźną linię dla jakieś mojej uczciwości własnej: nie jestem żołnierzem. Nie walczyłem w tej wojnie, mój udział w niej był zaledwie udziałem skromnego, domorosłego zaopatrzeniowca na małą skalę paru ukraińskich brygad. I to tyle - zastrzega pisarz. - Nie poczułem potrzeby, żeby tam pojechać, takiej potrzeby nie mam do dzisiaj, po siedmiu bodajże wyjazdach w ciągu dwóch lat. Poczułem pewnego rodzaju moralny imperatyw zaangażowania, ale z drugiej strony miał on dla mnie znaczenie osobiste: był sposobem na bezradność, na bezradny gniew, z którym nic nie mogłem zrobić. W którymś momencie postanowiłem użyć tych środków, które mam - środków artykulacji, które są dla mnie otwarte, umiejętności, które posiadam w kwestii snucia narracji, tudzież jakiejś rozpoznawalności - i oprócz bycia zaopatrzeniowcem, zająłem się też fundraisingiem na rzecz tej wojny - wspomina.
- To się wydarzyło ponad dwa lata temu: zacząłem zrzutkę i woziłem do Ukrainy samochody, które wtedy były jedną z najbardziej palących potrzeb. Potem przerzuciłem się na sprzęt elektroniczny. I tak to się toczy… - opowiada.
Całe spotkanie zostało zarejestrowane i można go wysłuchać w podcastach Trójki.
Redakcja poleca
Źródło: Klub Trójki
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.