"Windą na szafot". Kryminał noir Louisa Malle’a wraca na ekrany po 70 latach
Trudno stwierdzić, co bardziej przyczyniło się do popularności tego filmu: nastrój, debiutująca Jeanne Moreau czy muzyka Milesa Davisa. O "Windą na szafot" Louisa Malle’a rozmawia Ryszard Jaźwiński.
Jeanne Moreau w filmie "Windą na szafot", reż. Louis Malle/ Foto: mat. prasowe / Reset
Julien (Maurice Ronet) i Florance (Jeanne Moreau) są kochankami. Jednak ta sytuacja coraz bardziej męczy oboje. Idealnym wyjściem wydaje się pozbycie się męża kobiety, Simona (Jean Wall). Plan wydaje się idealnie dopracowany, a Julien, jako były komandos, nie ma problemów (ani skrupułów), aby dokonać morderstwa. Jednak banalna awaria prądu sprawia, że wszystko zaczyna się walić. A podjęte przez Florence próby ratowania sytuacji nieuchronnie przybliżają los kochanków do tragicznego finału...
Polecane audycje
Trzy atuty stylowego kryminału noir
"Windą na szafot" (1958) to nie tylko debiut fabularny Louisa Malle’a, ale kamień milowy, który przetarł szlaki dla francuskiej Nowej Fali. Legendarne dzieło niepokornego twórcy znad Sekwany to stylowy kryminał noir, w którym melancholijna atmosfera paryskich ulic być może jest nawet ważniejsza od fabularnej intrygi. Dla zdecydowanej większości widzów, będzie to pierwsze spotkanie z tym absolutnym filmowym klasykiem.
- Miałem takie założenie, żeby wprowadzać klasykę kina, ale też zależało mi na tym, by coraz głębiej sięgać w przeszłość. Stąd mój wybór padł na "Windą na szafot", film, który bardzo lubię, aczkolwiek uczyłem się go poprzez muzykę Milesa Davisa - mówi Patryk Tomiczek, filmoznawca, wielbiciel klasycznego kina z firmy dystrybucyjnej Reset. - Ten film jest pod wieloma względami arcydziełem, aczkolwiek znany jest przede wszystkim z trzech powodów. Pierwszym jest wspomniana już improwizowana muzyka Milesa Davisa, nagrana podobno w ciągu 24 godzin. Drugim - młoda Jeanne Moreau w jednej ze swoich najważniejszych ról w karierze. A trzecim sam Paryż nocą: w pamięci szczególnie pozostają wędrówki Moreau ulicami miasta, gdy w tle wybrzmiewa muzyka Davisa - opowiada.
Cyfrowa rekonstrukcja przywraca blask
Film, który właśnie wchodzi do polskich kin jest po cyfrowej rekonstrukcji. To bardzo ważne. - Niedawno na własny użytek sięgnąłem po płytę z klasycznym filmem sprzed rekonstrukcji i zdałem sobie sprawę, jak wiele zawdzięczamy temu, że ktoś siedzi i odświeża te filmy. Że wyglądają one tak, jak w momencie premiery. Zakładam, że nawet osoby, które mogły widzieć ten film kilkadziesiąt lat temu w kinie, mogły nie widzieć go w tak dobrej jakości - stwierdza rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego. - Jednak ta rekonstrukcja, przywracanie klasyków, pozwala dojrzeć i poznać te filmy w całej ich okazałości. Z całym bogactwem nie tylko treściowym ale i formalnym - wskazuje.
Redakcja poleca
Źródło: Trójkowo Filmowo
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.