"Plac zabaw Putina" - dokument Konrada Szołajskiego o rosyjskiej wojnie hybrydowej
Do kin wchodzi "Plac zabaw Putina", pełnometrażowy dokument poświęcony rosyjskiej wojnie hybrydowej. Reżyser Konrad Szołajski nie tylko staje za kamerą, ale po raz pierwszy pojawia się też przed nią.
"Plac zabaw Putina", reż. Konrad Szołajski/ Foto: mat. prasowe
Para polskich dokumentalistów (reżyserowi Konradowi Szołajskiemu partneruje producentka Małgorzata Prociak) rusza przez Europę Środkowo-Wschodnią, aby zbadać działania prowadzone przez rosyjskie służby poniżej progu wojny. Tropią agentów GRU związanych z wysadzaniem składów amunicji i próbami otrucia przeciwników Moskwy nowiczokiem. Rozmawiają z politykami, przedstawicielami służb, ekspertami, agentami wpływu i schwytanym rosyjskim szpiegiem. Ich śledztwo prowadzi do pytania o wojnę hybrydową - działania prowadzone przez lata bez formalnego wypowiedzenia wojny i często poza świadomością zwykłych obywateli.
Polecane audycje
Polska i Czechy - operacje równoległe
"Plac zabaw Putina" to koprodukcja norwesko-czesko-bułgarsko-łotewsko-niemiecko-polska. Prace nad nią rozpoczęły się w 2019 r. od analizy tzw. „Afery taśmowej” (nielegalne nagrania spotkań polityków PO w restauracji Sowa i Przyjaciele) z 2014 r.
- Mój kolega, czeski producent i reżyser Filip Remunda, zwrócił uwagę na to, że kiedy w Polsce doszło do afery podsłuchowej, u nich działali sabotażyści rosyjscy, wysadzający składy amunicji. Z czasem wyszło na jaw, że ci sami agenci Putina byli zamieszani w wiele takich akcji w kilku krajach: w Czechach, w Anglii, Bułgarii, Czarnogórze. Filip zapytał, czy bym tego nie uwzględnił, że to są operacje równoległe - wspomina Szołajski początki powstawania filmu. - W tej operacji medialnej, jedną z najostrzej atakowanych osób był minister Sikorski. Zapewne dlatego, że wspierał Ukrainę jako polski Minister Spraw Zagranicznych i wysłannik Unii Europejskiej. Nie bez przyczyny znalazł się na pierwszym miejscu kremlowskiej listy osób do skompromitowania. Amunicja z wysadzonych magazynów w Czechach miała jechać na Ukrainę, do obrony w Donbasie. To był właśnie wspólny mianownik obu tych operacji: Ukraina - kraj atakowany przez Rosję - miał zostać odcięty od pomocy z Zachodu - tłumaczy.
- Nasze śledztwo wskazywało na to, że trzeba pojechać do Bułgarii, ponieważ tam było dziesięć razy więcej tego typu zdarzeń. To się zaczęło powiększać jak tocząca się kula śniegowa - dodaje.
Rozszerzenie spectrum obserwacji
Telewizja ARTE zaproponowała Szołajskiemu rozszerzenie wątku o kontekst nie tylko polsko-czeski, ale o pokazanie systemu działań Putina w większej części Europy. - Popatrzyłem na mapę i zauważyłem, że dużo jest takich incydentów w pasie wokół Federacji Rosyjskiej, w krajach, które kiedyś należały do obozu radzieckiego. Tak doszło do tego, że rozszerzyliśmy spektrum obserwacji: od afery podsłuchowej w Polsce do całego systemu rosyjskich działań hybrydowych w Europie Środkowo-Wschodniej - mówi reżyser. - Kiedy ruszałem na tę wyprawę, nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, co zobaczę i jakie będą efekty. Wiedziałem tylko, że chcę zbadać, na ile realnie istnieje wojna hybrydowa, jak się przejawia i kto ją realizuje. To było nasze pytanie „kierunkowe” - wskazuje.
Obraz jest mniej podatny na manipulację
W "Placu zabaw Putina" Szołajski stara się "nie stawiać tez, a zadawać pytania, np. czy rzeczywiście nam coś grozi i w jakim stopniu". W filmie występują m.in. była prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga, były prezydent Bułgarii Rosen Plewneliew, były wicepremier Mołdawii Vladislav Kulminski oraz minister obrony Bułgarii Todor Tagarew, którzy tłumaczą, w jaki sposób rosyjska wojna hybrydowa działa na ich terenie. Na ekranie pojawiają się także ludzie, którzy, jak ich opisuje, "świadomie bądź nie, realizują politykę Kremla".
- W mojej ocenie, w tym momencie, film dokumentalny jest wyjątkowo dobrym wehikułem do pokazania stosunkowo dużej liczbie odbiorców, na czym polega zagrożenie. Film dokumentalny ma wielką siłę, bo obraz jest z natury prawdziwy, mniej niż tekst podatny jest na manipulację. Trudno jest z obrazem polemizować, bo po prostu widać, jak jest - tłumaczy reżyser swoją decyzję wyboru dokumentu, jako środka komunikacji.
Redakcja poleca
Źródło: PAP, materiały prasowe
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.