Platforma Oburzonych: ruch przyszłości czy frustracji?

Platforma Oburzonych, jako hasło szybko wbiła się do politycznego słownika. Blisko 100 organizacji pod egidą NSZZ Solidarność spotkało się w weekend w Gdańsku. Zamanifestowali swój sprzeciw wobec rządów Platformy Obywatelskiej.

Platforma Oburzonych: ruch przyszłości czy frustracji?

Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Piotr Duda (P) w czasie spotkania pod hasłem "Platforma Oburzonych", 16 marca w historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej.

Foto: PAP/Adam Warżawa

Paweł Lisicki red. nacz. "Do Rzeczy" i dr Norbert Maliszewski specjalista od wizerunku politycznego rozmawiali o Platformie Oburzonych. (Puls Trójki)
+
Dodaj do playlisty
+

Tę inicjatywę komentują wszystkie środowiska polityczne. Padają zarzuty, że ruch jest zgrupowaniem ludzi o zbyt rozbieżnych poglądach, albo, że jest to przedsięwzięcie polityczne, a nie społeczne. Są też tacy, którzy przyznają, że protestujący aktywiści mają w wielu sprawach rację.

W Pulsie Trójki o nowym zjawisku na polskiej scenie rozmawiają: specjalista w zakresie marketingu politycznego, dr Norbert Maliszewski i redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy" Paweł Lisicki.

Zdaniem Norberta Maliszewskiego, postulaty uczestników ruchu "Platforma Oburzonych" są niespójne lub wręcz sprzeczne.  "To, co ich łączy, to przede wszystkim emocje, oburzenie (...) a więc najprawdopodobniej te emocje będą wyrażane na ulicy. (...) To typowa polityka protestu (...) ruch będzie więc uderzał w Platformę Obywatelską".

W opinii Maliszewskiego, sobotnie spotkanie w sali BHP Stoczni Gdańskiej, to także "platforma dla przewodniczącego Solidarności Piotra Dudy (...), żeby się mógł uwiarygodnić politycznie". Maliszewski uważa, że Duda, wcześniej był kojarzony z poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. "Teraz Duda będzie chciał zaistnieć, jak ktoś stojący na czele ruchu protestu" - dodaje.

Natomiast Paweł Lisicki zwraca uwagę, że w Platformie Oburzonych dużą rolę odgrywają ludzie, którzy zawiedli się na rządach Platformy Obywatelskiej, jak na przykład znany muzyk Paweł Kukiz.

"Cześć ich postulatów jest godna politycznej dyskusji, np. jednomandatowe okregi wyborcze (JOW), czy zwiększenie decyzyjnej roli referendów" - uważa naczelny "Do Rzeczy"

"Jest pytanie, co będzie dalej?" - podkreśla. "Protesty uliczne dla takiej formacji, która nie jest partią polityczną a rodzajem ruchu społecznego, są czymś naturalnym (...) to zależy od tego, jak liczne będa te demonstracje. Gdyby się okazało, że pod jakimś hasłem uda się zgromadzić nie kilka, tylko np. kilkadziesiąt tysięcy ludzi, to z pewnością pojawi się pytanie o znaczenie polityczne tego ruchu (...) bo nie da się zmieniać ustaw inaczej, niż wprowadzając do Sejmu swoich ludzi lub znaleźć w Sejmie swoich przedstawicieli. 

"Dla mnie ciekawe jest nie tylko to jak do "Platformy Oburzonych" odniesie się rządząca Platforma Obywatelska, ale też ciekawe jest jak odniesie się do nich największa siła opozycyjna, czyli Prawo i Sprawiedliwość" - mówi Lisicki.

Z gośćmi "Pulsu Trójki" rozmawiał Damian Kwiek.