Antykoncepcja to nie tylko zapobieganie ciąży - mówi nam dr Rafał Zadykowicz
Polska pozostaje na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o dostęp do nowoczesnej antykoncepcji. O tym, co jest tego powodem rozmawiamy z dr. Rafałem Zadykowiczem, ginekologiem, ekspertem Fundacji SEXEDPL.
Dr Rafał Zadykowicz, ginekolog, ekspert Fundacji SEXEDPL
Foto: Arch. prywatne
- Na tym polega cały paradoks. Nowoczesne metody antykoncepcji - długodziałające, mające najmniej działań niepożądanych i najlepiej chroniące przed niechcianą ciążą można oczywiście kupić w aptece. Jednak ich cena jest bardzo wysoka, a to powoduje, że są dostępne dla nielicznych - tłumaczy dr Rafał Zadykowicz.
Posłuchaj audycji Trójki:
Wkładki nie są środkami wczesnoporonnymi
Wokół antykoncepcji krąży wiele mitów. Dla przykładu wkładki i "tabletki dzień po" uważane są przez niektórych za środki wczesnoporonne. To jednak nieprawda, mechanizm ich działania jest zupełnie inny. Zapobiegają one połączeniu plemnika z komórką jajową, ale nie prowadzą do przerwania już istniejącej ciąży. - Moim zdaniem to błędne myślenie wynika z faktu, że w wielu państwach, pacjentkom, które przychodzą po tzw. "tabletkę dzień po" proponowana jest wkładka. Podobnie jak "tabletki dzień po", założona do 120 godzin po stosunku, zapobiega ciąży, ale nie spowoduje gwałtownego skoku stężenia hormonów we krwi, który może dawać działania niepożądane. Jest to szczególnie ważne w przypadku osób, które po taką tabletkę zgłaszają się często - wyjaśnia ekspert. - "Tabletki dzień po" są metodą antykoncepcji awaryjnej, dlatego nie powinno się ich regularnie stosować - podkreśla i dodaje, że nie zapewniają one stałej ochrony przed ciążą.
- Kolejnym mitem jest to, że wkładki nie mogą być zakładane u kobiet, które nigdy nie rodziły. To także nieprawda. W wielu jednak miejscach to przekonanie pokutuje do dziś i lekarze odmawiają tej procedury młodym pacjentkom - przyznaje dr Rafał Zadykowicz.
- Dosyć często spotykam się także w gabinecie z przekonaniem, że przyjmowanie antybiotyków osłabia działanie tabletek antykoncepcyjnych. Tak naprawdę antybiotyków o takich właściwościach jest niewiele i najczęściej nie są to leki, które dostaniemy na receptę od lekarza rodzinnego na standardowe przypadłości - mówi specjalista i podkreśla, że ten mit sprawia, że traktujemy pigułki jako coś kłopotliwego, wymagającego od nas szczególnej uwagi. To z kolei powoduje, że zniechęcamy się do takiego rozwiązania. - Myślimy sobie, a może lepiej prezerwatywa? Przynajmniej nie ma z tym problemu - podsumowuje doktor.
Antykoncepcja hormonalna to remedium na wiele dolegliwości
Niektórzy uważają też, że antykoncepcja hormonalna to wyłącznie sposób na uniknięcie niechcianej ciąży. A tymczasem to remedium na wiele dolegliwości: endometriozę, problemy z gospodarką hormonalną mogące skutkować m.in. zespołem napięcia przedmiesiaczkowego, bolesne miesiączki, trądzik, łojotok, zespół policystycznych jajników czy perimenopauzę. - Jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę zachorowań na te jednostki chorobowe i sobie to skumulujemy, to okaże się, że znaczny odsetek kobiet ma przypadłości, które możemy leczyć właśnie hormonami. Nie znam statystyk w tym zakresie, ale jestem pewien, że gdybyśmy spojrzeli na ten rynek z tej perspektywy, okazałoby się, że więcej kobiet w Polsce stosuje metody hormonalne w celu leczenia, niż na potrzeby antykoncepcji - podkreśla dr Rafał Zadykowicz i przyznaje, że najbardziej popularne są u nas prezerwatywy. Są tanie, w porównaniu do innych metod i łatwo dostępne, co ma ogromne znaczenie w przypadku młodych ludzi.
To także paradoks. W Polsce można legalnie uprawiać seks od 15 roku życia, ale nieletnia dziewczyna, aby pójść do ginekologa potrzebuje zgody rodzica i jego obecności na przynajmniej pierwszej wizycie. Rodzic może też nie wyrazić zgody na antykoncepcję hormonalną. Zdaniem lekarza specjalisty to bardziej skomplikowane zagadnienie. - Zanim dojdzie do tego momentu, to trzeba powiedzieć opiekunowi, że myśli się nad zastosowaniem danej metody, a to już jest tabu, o tym najczęściej się nie rozmawia - przyznaje ekspert i dodaje, że to jedna z wielu przeszkód, obok ceny tabletek. - Przyjmijmy, że dziewczyna ma 18 lat, ale mieszka w małej miejscowości, ginekolog jest jeden i niekoniecznie pozytywnie nastawiony do antykoncepcji, albo nie ma go wcale i trzeba jechać do przychodni gdzieś dalej, ale nie ma czym. Autobusy nie jeżdżą, albo jeździ jeden na kilka godzin, nie ma tramwaju, metra, pociągu. Wykluczenie komunikacyjne sprawia, że ona nie ma jak udać się na konsultację i zdobyć tę receptę. Musiałaby prosić kogoś o podwiezienie, albo o pożyczenie samochodu, jeśli ma prawo jazdy. To ma ogromne znaczenie - zwraca uwagę. Ponadto w dużych miastach jesteśmy anonimowi, w mniejszych miejscowościach niekoniecznie. Wszystkie te aspekty wpływają na realną dostępność do nowoczesnej antykoncepcji w Polsce.
"Tabletka dzień po" nie taka łatwa do zdobycia
Podobnie jest z "tabletką dzień po" - aby ją dostać potrzebna jest recepta od lekarza. Można ją dostać podczas wizyty, można też kupić w internecie. Na stronie NFZ znajdziemy również wykaz aptek uczestniczących w programie pilotażowym, w których farmaceuta może nam wystawić na taki lek receptę. - W Warszawie tych aptek jest sporo, ale są miejscowości, gdzie jest jedna albo nie ma żadnej w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nie każda pacjentka ma jak się tam dostać. Bywa również, że mimo iż apteka znajduje się na liście Funduszu, takiego leku nie ma na stanie, bo rzadko ktoś o niego pyta, więc go nie sprowadza. Problemem jest też cena - około 100 złotych. Dla młodego człowieka to często bardzo duży wydatek - podkreśla lekarz.
Media społecznościowe stawiają na naturę
W social mediach od jakiegoś czasu dają się zauważyć influencerzy kwestionujący stosowanie antykoncepcji, podważający bezpieczeństwo jej stosowania i stawiający na naturalne metody. Skąd ten trend?
Zdaniem dr. Rafała Zadykowicza nie wynika on z pobudek ekologicznych, czy prozdrowotnych, ale z czystej kalkulacji. - Te treści są bardzo klikalne. Często takie osoby zarabiają na swoich profilach, proponują na nich suplementy, dają porady jak się zdrowo odżywiać, budują wokół tego markę. Informacje o naturalnych metodach antykoncepcji budzą sporo kontrowersji, pojawia się dużo komentarzy: przeciwników, zwolenników i taka treść się niesie. I może nam się wydawać, że to margines, że niektóre osoby są podatne na propagandę, a niektóre nie. We Francji jednak to już jest problem. Przedstawiciel francuskiego Ministerstwa Zdrowia w Europarlamencie przyznał, że mimo iż wiele metod antykoncepcji jest we Francji refundowanych, część osób pod wpływem social mediów odwraca się od nich na rzecz metod naturalnych - zaznacza specjalista.
- Oczywiście metody naturalne nie mają co do zasady skutków ubocznych, poza jednym: niechcianą ciążą, która - na marginesie - stanowi dość duży odsetek przypadków. Natomiast to nie jest tak, że propaguje się te rozwiązania w dobrej wierze, najczęstszym powodem jest bowiem chęć zarobku - dodaje.
Lęk przed hormonami
Influencerzy bazują na niechęci do terapii hormonalnych. Nie jest ona zjawiskiem marginalnym. Strach przed nimi jest skutkiem m.in. doniesień medialnych z początków XXI wieku, związanych z prowadzonym przez Amerykanów badaniem Women's Health Initiative (WHI). Wykazało ono, że przyjmowanie hormonów może zwiększać ryzyko raka piersi, udarów i zawałów. Problem w tym, że badaniem objęto głównie kobiety po 60 roku życia, które zaczęły przyjmować hormony po menopauzie i często miały już rozwinięte objawy chorobowe. Współczesne badania potwierdzają, że w przypadku rozpoczęcia przyjmowania hormonów przed 50. rokiem życia, ryzyko zachorowania jest znikome.
Przekonanie o szkodliwości hormonów nadal jednak jest żywe. Wiele kobiet będących w okresie menopauzalnym uważa, że wystarczy ten czas przeczekać i będzie dobrze. Jak przyznaje dr Rafał Zadykowicz problem jest bardziej złożony. - W latach 50. średnia życia kobiet w Polsce wynosiła 62 lata. Dziś to 82 lata, czyli o 20 lat więcej - tłumaczy ekspert. - Pamiętajmy, że np. uderzenia gorąca, jeden z najczęstszych objawów związanych z menopauzą, trwają średnio 6-8 lat. To nie jest kilka miesięcy. To nie jest coś, co wystarczy przetrzymać - podkreśla i dodaje, że takie objawy mogą pojawić się już po 40 roku życia i potrafią znacząco obniżyć komfort funkcjonowania. - Naprawdę nie ma sensu się męczyć. Te 6-8 lat to dla niektórych osób 10 proc. życia - zaznacza.
Niepewność skutecznie zmniejsza dzietność
Nie tylko wydłużyła się średnia życia kobiet w Polsce, lecz także przesunął się wiek urodzenia pierwszego dziecka. - Do niedawna było to 25 lat, obecnie to prawie 30 - wyjaśnia dr Rafał Zadykowicz. - Kobiety chcą skutecznej antykoncepcji, aby świadomie podejmować decyzje o macierzyństwie. I państwo powinno im te metody zapewnić, bez oszukiwania czy przekonywania, że będzie dobrze, jak ciąża przypadkowo się zdarzy. ONZ w swoim raporcie z zeszłego roku pokazała, że barierami, dla których ludzie nie chcą mieć dzieci są: niepewność, brak zaufania do systemu, brak stabilnej sytuacji finansowej. Ludzie się rozmnażają, gdy mają dobre warunki - podkreśla lekarz.
Antykoncepcja w Polsce budzi wiele silnych emocji. - Aby to zrozumieć, musimy pamiętać o naszej historii, religijności. To m.in. wpłynęło na szczepienia na wirusa brodawczaka ludzkiego HPV, który powoduje raka szyjki macicy. Byliśmy ostatnim krajem w Unii Europejskiej, który wprowadził refundację tych szczepionek. Głównym argumentem nie były finanse, a to, że szczepienie tych dwunasto- i trzynastolatków spowoduje ich seksualizację. Czyli my - jako naród, nie potrafimy rozmawiać o seksualności. I to jest ogromny problem, który wiąże się także z próbami wyeliminowania edukacji seksualnej z programu edukacji szkolnej - mówi.
- Nie rozmawiamy o seksie, a jak przychodzimy po antykoncepcję to niejako musimy się przyznać, że współżyjemy. Niektóre pacjentki naprawdę się tego wstydzą, jakby ktoś je miał oceniać z tego powodu - wyjaśnia ekspert. - Zmiany są jednak możliwe. Jeszcze kilka lat temu Irlandia była przedstawiana jako przykład kraju fundamentalnego, o głębokich zasadach religijnych. Tamtejsze społeczeństwo jednak mocno ewoluowało, zmieniło się także prawo w zakresie m.in. dostępu do aborcji i refundacji antykoncepcji - dodaje.
Bez zmiany podejścia zostaniemy w tyle
Jak podkreśla dr Rafał Zadykowicz, refundacja antykoncepcji jest jednym z kluczowych warunków wyrównania do niej dostępu i realnego wyboru opartego nie na dostępności wynikającej z możliwości finansowych pacjentki, a z jej potrzeb. - Słyszymy głosy, że ważniejsza jest kardiologia, ratowanie życia, onkologia. Wiemy, jak duża jest dziura budżetowa w systemie opieki zdrowotnej w Polsce. Zdrowie seksualne jest jednak równie istotne, dotyczy bowiem nas wszystkich. A jednak traktujemy je tak, jakby było tylko miłym dodatkiem do życia, na który w pędzie codzienności nie ma już miejsca - przyznaje specjalista.
Rozmawiała Magdalena Hejna