Justyna Mazur-Kudelska: próbuję zrozumieć sprawcę, nie usprawiedliwić zbrodnię
Dlaczego prawdziwe zbrodnie, zwłaszcza te niewyjaśnione, są dla nas szczególnie interesujące? Co sprawia, że zagłębiamy się w te niełatwe tematy i towarzyszące im trudne emocje? Audycja Pauliny Wilk.
Justyna Mazur-Kudelska
Foto: Piotr Podlewski / Polskie Radio
Gośćmi "Klubu Trójki" byli: Justyna Mazur-Kudelska, autorka jednego z najpopularniejszych w Polsce podcastów true crime "Piąte. Nie Zabijaj", redaktorka "Newsweek Kryminalny" i współautorka nowego audioserialu kryminalnego pt. "Zwyczajna Kobieta", który 30 września będzie miał swoją premierę na antenie Trójki; Cezary Łazarewicz - reporter, dziennikarz prasowy, autor m.in. książek: "Elegancki morderca", "Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej" czy "Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka" a także Ewa Winnicka - dziennikarka, reporterka, współautorka podcastu "Jak się starzeć bez godności", autorka m.in. książki pt. "Był sobie chłopczyk" a także "Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey", napisanej wspólnie z Dionisiosem Sturisem.
Posłuchaj audycji Trójki:
-
Non-fiction, true crime i... podcasty. Audycja Pauliny Wilk
-
12 000 dni: Katastrofa promu Jan Heweliusz
"Zwyczajna kobieta" - nie taka zwyczajna, jak się okazuje
To sprawa, nad którą Justyna Mazur-Kudelska wraz z Kamilem Bałukiem pracują od czterech lat. Audioserial opowiada historię Janiny Kalińskiej, 47-letniej krawcowej, która w 1983 roku w niewyjaśnionych okolicznościach straciła życie. - Znaleziona została wiele, wiele kilometrów od własnego domu, w miejscowości, z którą nic ją nie łączyło - mówi Justyna Mazur-Kudelska i dodaje, że na temat bohaterki nie było żadnych informacji w internecie. - Jedyna rzecz, która sprawiła, że na to trafiłam to stary archiwalny odcinek "Magazynu Kryminalnego 997" z 1987 roku i nic więcej - podkreśla.
Jak przyznaje z Kamilem Bałukiem poznała się przypadkowo. - Nasze drogi przecięły się w zupełnie innym miejscu. Kamil zapytał mnie, jaka sprawa spowodowała, że napisało do mnie kilka osób z ciekawymi śladami i opowiedziałam mu właśnie o tej. I ona mu nie wyszła z głowy. Parę miesięcy później wsiedliśmy razem do samochodu i zaczęliśmy podążać śladami tej zwyczajnej kobiety - wspomina Justyna Mazur-Kudelska i zaznacza, że jej życie okazało się zaskakująco niezwyczajne i pełne tajemnic.
Od czego zaczęli śledztwo? Od spotkania z Michałem Fajbusiewiczem, dziennikarzem, który od 1986 roku realizował "Magazyn Kryminalny 997". Czy po tylu latach coś jeszcze pamiętał? - W tej sprawie wyjątkowo nie. Ja byłam załamana, a Kamil powiedział, że to jest najciekawsze, ze on nic nie pamięta - opowiada Justyna Mazur-Kudelska i podkreśla, że jej partner jest bardzo podejrzliwy, a to ważna cecha u reportera. Jak dodaje, nie boi się także dzwonić do ludzi, pukać, czatować na kogoś na ławce. - To jest absolutnie wychodzenie z mojej strefy komfortu. Ja się po tych kilku latach oczywiście przemogłam i jestem mu za to bardzo wdzięczna, bo doświadczyłam niezwykłego spotkania z człowiekiem, który jest autentycznie przez tę historię pokrzywdzony - przyznaje.
"Był sobie chłopczyk" Ewy Winnickiej
To historia chłopca, którego ciało wyłowiono ze stawu pod Cieszynem. Przez dwa lata policja nie mogła ustalić jego tożsamości. - Ta sprawa to było coś tak sprzecznego z naturalną koleją rzeczy, nawet takiej tragicznej, że najpierw mamy rodziców rozpaczających, że nie ma dziecka, a potem to dziecko się znajduje żywe lub nie. Tutaj przeciwnie i to we mnie wywołało emocje, z którymi w ogóle nie mogłam sobie dać rady - opowiada Ewa Winnicka, autorka reportażu o dwuletnim Szymonie z Będzina, zamordowanym przez rodziców. - Nie mogłam przestać o tym myśleć. Moją motywacją było zrozumieć jak to jest, że w kraju, w którym mówimy o opiece nad dzieckiem, o priorytecie, jakim jest rodzina, nie można znaleźć ani rodziców ani opiekunów dziecka, które było u jakiegoś lekarza, siedziało komuś na kolanach - tłumaczy i dodaje, że przyświecała jej także idealistyczna idea, że jeżeli się zrozumie zło to można mu zapobiec.
Po latach książka "Był sobie chłopczyk” powróci w formie adaptacji filmowej Magdaleny Łazarkiewicz. Nie będzie to film dokumentalny. Jak przyznaje Ewa Winnicka walka o tę ekranizację trwała 6 lat, ponieważ ta historia jest tak tragiczna, że wielu producentów miało wątpliwości, czy widzowie będą chcieli ją oglądać. - Musieliśmy pracować nad tym, aby ją zuniwersalizować, aby nie była taka naturalistyczna, żeby można ją było opowiedzieć prawdziwie a jednocześnie tak, żeby ona była oglądalna - wyjaśnia Ewa Winnicka.
Na deski teatru "Polonia" z kolei w 2018 roku trafiła adaptacja książki Cezarego Łazarkiewicza: "Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka". - To jest coś niebywałego, jak oglądasz swoje dzieło przetworzone przez kogoś innego i widzisz, jak ktoś inny się z nim zmaga - przyznaje autor. Jak zauważa Paulina Wilk teatr wymaga bardziej wyrazistych środków niż reportaż. Jest zdecydowanie bardziej dynamiczny ze względu na ruch sceniczny, muzykę, rozbudowany język. W reportażach wykorzystuje się też inny sposób narracji: spokojny, taki w którym czuć odpowiedzialność za emocje, odbiór, konteksty i znaczenia - podkreśla prowadząca. Dla Cezarego Łazarkiewicza nie było to proste. Początkowo chciał mieć kontrolę nad całością przetworzonego obrazu. - Później pomyślałem, że przecież ja się nie znam na realizacji teatralnej i dałem im wolną rękę. Poszedłem na premierę i byłem normalnym widzem - wspomina.
Balansowanie na krawędzi
Historie z gatunku true crime wymagają z jednej strony umiejętności atrakcyjnego opowiadania, z drugiej zaś delikatnego obchodzenia się z emocjami, uważności, aby tragedii nie zmienić w rozrywkę. To bardzo cienka granica. - Chciałam o tym opowiadać z godnością dla wszystkich, których to może dotyczyć, np. rodziny sprawcy, bo ona często nie ma na to absolutnie żadnego wpływu - mówi Justyna Mazur-Kudelska. - Na przykład mamy sprawę sprzed kilkunastu tygodni, gdzie odnaleziono sprawcę zabójstwa trzynastoletniej Izy z Gdyni. Sprawcą okazał się trzydziestokilkulatek, który ma żonę i dzieci. I w jaki sposób ta żona i te dzieci są winne, że mają takiego ojca, czy ona ma takiego męża? - pyta retorycznie.
Jak podkreśla można stawiać różne hipotezy, bazując na opiniach i komentarzach, ale zazwyczaj są one wyssane z palca. - Na przykładzie Iwony Wieczorek widać, jak potrafią krzywdzić poszkodowaną w tej sprawie matkę Iwony, oskarżając ją o nie wiadomo co. I teraz czy to jest moja odpowiedzialność, żeby poinformować ludzi, że są takie hipotezy. No nie, moją odpowiedzialnością jest to, żeby wyważyć tę narrację - przyznaje podcasterka.
- To, co dla mnie jest najważniejsze to to, żeby historię opowiedzieć z poszanowaniem godności sprawcy i ofiary. Nigdy z moich ust nie padły takie określenia jak: "bestia, potwór, wynaturzeniec", czy coś takiego - mówi i dodaje, że stara się zrozumieć sprawcę, aby w przyszłości móc zapobiec złu, a to nie jest równoznaczne z usprawiedliwianiem zbrodni. To dwie zupełnie różne rzeczy.
Magdalena Hejna