Będzie sequel "Priscilli, królowej pustyni". Ostatnia rola Terence’a Stampa

Ponad 30. lat musieli czekać fani kultowej komedii "Priscilla, królowa pustyni", aby doczekać się sequela. A Terence Stamp nagrał wszystkie swoje sceny wiedząc, że nie zobaczy już finalnego efektu.

Będzie sequel "Priscilli, królowej pustyni". Ostatnia rola Terence’a Stampa

"Priscilla, królowa pustyni", reż. Stephan Elliott

Foto: mat. prasowe

Bernardette (Terence Stamp), Tick (Hugo Weaving) i Adam (Guy Pearce) dostają angaż na występy w drag show gdzieś, w małym miasteczku pośrodku niczego. Każdy z nich ma powody, by opuścić Sydney, więc ochrzciwszy swój autobus "Priscilla" ruszają w podróż po bezdrożach australijskiej pustyni. Te trzy niezwykłe "królowe" w niezwykłych, malowniczych strojach czeka w tej niezwykłej wycieczce seria przygód i muszą stawić czoła wielu trudnościom...


Guy Pearce potwierdza: będzie sequel

"Priscilla, królowa pustyni" (1994) w reżyserii Stephana Elliotta nie od razu stała się hitem, chociaż film zdobył Oscara za kostiumy. Dopiero z czasem ironiczny humor i kampowy duch zebrał oddaną publiczność, a produkcja weszła do kanonu queerowego kina. Trzech heteroseksualni aktorów zagrało w niej, jak celnie zauważył jeden z krytyków, "najczulsze role w swoich karierach".

Przez lata zastanawiano się, czy powstanie sequel, naciskając i apelując zarówno do reżysera, jak i aktorów. W końcu, kiedy sprawa naturalnie ucichłą i wszyscy już stracili nadzieję, okazało się, że film jednak powstanie! - Który teraz mamy rok, 2026? No więc sequel nakręcimy pewnie w 2027. Wyjdzie w 2028 - stwierdził Guy Pearce niedawno w programie "Good Morning America". Krótko, konkretnie i na temat.

"


Ostatnia rola Terence’a Stampa

Oznacza to kamery na pustyni w roku 2027 i gotowy film w 2028 – 34 lata po premierze oryginału. Scenariusz i reżyseria znowu Stephan Elliott. Powraca tez trójka głównych aktorów: Hugo Weaving jako Mitzi Del Bra, Pearce jako Felicia Jollygoodfellow i Terence Stamp jako Bernadette.

I w tym miejscu zaczyna się historia, która nadaje temu projektowi zupełnie inny wymiar. Terence Stamp zmarł 17 sierpnia 2025 roku w wieku 87 lat. Ale zdążył wystąpić w tym filmie! Jak to się stało? Kiedy zdrowie aktora zaczęło się pogarszać, Stephan Elliott zdecydował, aby nakręcić wszystkie sceny Bernadette z wyprzedzeniem. Stamp spędził ostatnie miesiące życia, powtarzając swoją pamiętną rolę Bernadette w sequelu. Wiedząc, że nie zobaczy już ostatecznej wersji filmu, ani siebie w roli, która go przeżyje.


Prawdziwy aktor, nie sztuczna inteligencja

I najważniejsza sprawa: brytyjski aktor kategorycznie odmówił zgody na stworzenie swojego cyfrowego sobowtóra. - Kiedy wybuchły wojny o AI, Terence był oburzony, że ktoś mógłby chcieć, by jego cyfrowy klon grał Bernadette. Chciał mieć szansę, by samemu dokończyć tę postać. Zacytuję go: "Na wypadek gdybym nie stanął linii startu" - opowiadał Elliott w rozmowie z Deadline. - Pod naciskiem Stampa, za zgodą jego i jego rodziny, Guya, Hugo oraz producentów finansujących projekt, zdecydowałem się nakręcić wszystkie sceny z Bernadette jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć - tłumaczy.

Podczas kilku wyczerpujących sesji Elliott zrealizował wszystkie sceny Bernadette wykorzystując system dziewięciu (!) kamer kręcących jednocześnie. A Terence Stamp, mimo wieku i swojego stanu, rzucił się w to z pełnym zaangażowaniem. Dla australijskiego reżysera to było radosne, ale i słodko-gorzkie doświadczenie. - Mogę tylko powiedzieć, że stary mistrz dał z siebie wszystko. Nienawidził zakładać peruki, ale jednocześnie ten jego uśmiech… Mój Boże! To była świetna zabawa i on naprawdę bawił się świetnie. Jednak powiedzieć Terence'owi Stampowi "koniec"… To słowa, które będą mnie prześladować do końca życia - przyznaje.

Podróż, której się nie spodziewano - do kresu

Stephan Elliott od początku deklarował, że nie zamierza kręcić tego samego filmu drugi raz. I podobno właśnie tym, przekonał początkowo niechętnego Stampa. - Nie powtarzam się. Zaczniemy nowy film w Australii, zapewniam, że wybieramy się w niezłą podróż. To nie będzie to, czego ludzie się spodziewają… To będzie film o starości. Jak wygląda starzenie się, gdy jest się gejem albo osobą trans. To temat, którego nikt nigdy nie eksplorował - mówił w wywiadzie dla Deadline w 2024 roku.

Trzy dekady po filmie, który uczynił z drag show mainstreamową pocztówkę, trudno o bardziej naturalną kontynuację. A zarazem o bardziej niewygodne tematy i pytania. W ten sposób wyczekiwany sequel, nabrał ciężaru, jakiego nikt się nie spodziewał. I stał się filmem o pożegnaniu.


Piotr Radecki