"Hasta la vista, baby!" znowu rozbrzmiewa w kinach. Powrócił "Terminator 2"

29 sierpnia rozpoczęła się wojna ludzi z maszynami. A dzień wcześniej wszedł do polskich kin, 35 lat po premierze, odnowiony, w wersji 4K, "Terminator 2. Dzień sądu" Jamesa Camerona.

"Hasta la vista, baby!" znowu rozbrzmiewa w kinach. Powrócił "Terminator 2"

Edward Furlong i Arnold Schwarzenegger w "Terminator 2. Dzień sądu", reż. James Cameron

Foto: mat. prasowe/Kino Świat

"Terminator 2. Dzień sadu" rozgrywa się 11 lat po wydarzeniach z pierwszego "Terminatora" (w Polsce film trafił do kin pod tytułem "Elektroniczny morderca"). 10-letni John Connor (Edward Furlong) mieszka u rodziny zastępczej, natomiast jego matka, Sarah (Linda Hamilton) jest w zakładzie psychiatrycznym. Tymczasem komputerowa sieć Skynet wysyła z roku 2029 najnowocześniejszego Terminatora T-1000 (Jason Patrick), aby zabił chłopca, zanim ten, jako dorosły, stanie na czele ludzi walczących ze zbuntowanymi robotami. Z kolei dorosły John Connor (Michael Edwards) wysyła w przeszłość Terminatora T-800 (Arnold Schwarzenegger), aby ten chronił młodego Johna. Obie człekokształtne maszyny odnajdują chłopca w tym samym momencie, w centrum handlowym, gdzie dochodzi do pierwszego starcia…


James Cameron - więcej, głośniej, szybciej

Po 35 latach "Terminator 2. Dzień sądu" w reżyserii Jamesa Camerona, wrócił do kin. Nie przypadkowo stało się to 28 sierpnia, dzień przed tytułowym "dniem sądu", kiedy to sieć komputerowa zyskała świadomość i doszło do buntu maszyn przeciwko ludziom. Odnowiony, w wersji 4K, "Terminator 2" wciąż robi wrażenie swoim rozmachem.

Nic zresztą dziwnego, skoro odpowiada za niego James Cameron, uznawany już wtedy, w 1991 roku, za mistrza kina akcji i science fiction. Po sukcesie pierwszego "Terminatora" (1984) nakręcił "Rambo II" (1985), który również okazał się wielkim hitem. I zabrał się za kolejny sequel, czyli "Obcy - decydujące starcie" (1986). Pierwowzór Ridleya Scotta był dość kameralną mimo wszystko mieszanką science fiction i horroru ze specyficzną, duszną atmosferą budującą napięcie. Tymczasem Cameron zrobił film w swoim stylu: z wielkim rozmachem, maszynami bojowymi, strzelaniną i ogniem. I chociaż robiono mu z tego zarzut, znowu odniósł kasowy sukces. Potem była podwodna "Otchłań" (1989), mimo znakomitych efektów specjalnych wtedy przyjęta dość chłodno, dzisiaj uważana za klasykę gatunku. Aż nadszedł czas na sequel "Terminatora".


Cztery Oscary w kategoriach technicznych

"Terminator 2. Dzień sądu" okazał się produkcją absolutnie nowatorską i, przy okazji, najbardziej dochodową w całej serii. Efekty specjalne, przede wszystkim transformacje Terminatora T-1000, do dzisiaj robią wrażenie. Film zdobył również uznanie Amerykańskiej Akademii Filmowej, która nagrodziła go aż czterema Oscarami w kategoriach technicznych - za dźwięk, montaż dźwięku, efekty specjalne oraz charakteryzację.

"Terminator 2" utwierdził pozycję późniejszego twórcy "Titanica" i "Avatara" na rynku filmowym. Warto jednak zauważyć, że poza Arnoldem Schwarzeneggerem, nikt nie zrobił później wielkiej kariery w filmie: ani Linda Hamilton, ani Jason Patrick, ani tym bardziej Richard Furlong. Za to tytułową piosenkę w wykonaniu Guns’n’Roses oraz powiedzenie "Hasta la vista, baby!" znają wszyscy. I oczywiście "I'll be back!".


Piotr Radecki