"Najbardziej trójkowe miejsce". Paweł Turski z Władysławowa

Paweł Turski jest coraz bliżej ukończenia trzeciego etapu wędrówki "Teraz Pieszo". W porannym paśmie "Zapraszamy do Trójki" dziennikarz zameldował się z Władysławowa, skąd ruszy na finałowy odcinek trasy prowadzący na Hel. W rozmowie z Robertem Grzędowskim opowiedział także o wcześniejszych przystankach swojej wyprawy - Żarnowcu, Jastrzębiej Górze i Lubiatowie. W tej części wędrówki jednym z tematów była również budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w rejonie Lubiatowa.

"Najbardziej trójkowe miejsce". Paweł Turski z Władysławowa

Paweł Turski

Foto: Trójka

Paweł Turski zbliża się do finału trzeciego etapu wędrówki "Teraz Pieszo". W porannym paśmie "Zapraszamy do Trójki" dziennikarz opowiedział o kolejnych punktach swojej nadmorskiej trasy - Władysławowie, Jastrzębiej Górze, Lubiatowie i Żarnowcu. Było o turystycznych miejscowościach, remontach, planowanej elektrowni jądrowej, ale także o historii regionu.

"Najbardziej trójkowe miejsce, jakie mogłem znaleźć"

We Władysławowie Turski natrafił na miejsce, które szybko skojarzyło mu się z Trójką. Wszystko za sprawą drogowskazu informującego, ile kilometrów pozostało mu do celu wyprawy.

- Już we Władysławowie, przy skrzyżowaniu ulic Starowiejskiej i Portowej. To jest najbardziej trójkowe miejsce, jakie mogłem znaleźć, bo obok mnie jest wielki znak, drogowskaz z nazwami różnych miejscowości, atrakcji i jest napisane na jednym ze znaków - Hel 33 kilometry. Proszę docenić - mówi Turski.

Do Władysławowa dziennikarz dotarł z Jastrzębiej Góry, w której spędził noc. Jak przyznaje, samej miejscowości nie zdążył dokładnie zobaczyć, ale zapamiętał jej nocny, imprezowy charakter oraz poranne remonty.

- Do Władysławowa, który jest tylko przystankiem na trasie, dotarłem z Jastrzębiej Góry, tam miałem nocleg. Dużo nie widziałem, muszę się przyznać, bo dotarłem w nocy, po ciemku. Zapamiętam jednak widok z okna = taki klimat zmieniającej się miejscowości, troszeczkę imprezowej, bo do północy trwała gdzieś balanga z nocy z niedzieli na poniedziałek. Mnóstwo budynków z epoki PRL widziałem też z okien. Później remonty o poranku, remonty dróg, gdzie kierowcy się będą cieszyć, ale ten remont nie obejmuje trasy R10, takiej rowerowej, asfaltowej, a ten mimo tego, że asfalt jest dość świeży, by się przydał, bo jak biegłem po tej trasie, to się czułem jak na śląskim odcinku A1. Teraz wykorzystam cytat z Jana Pawła z "1670", to było: "hop, hop, hop" - mówi dziennikarz Trójki.

Posłuchaj audycji Trójki

O elektrowniach atomowych

Wcześniej Turski dotarł do Jastrzębiej Góry z Lubiatowa. Ten fragment trasy stał się okazją do rozmowy o energetyce jądrowej i planowanej pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Dziennikarz postanowił zapytać mieszkańców okolicy, jak patrzą na dużą inwestycję i związane z nią zmiany.

- Do Jastrzębiej Góry dotarłem z Lubiatowa. I o energetyce teraz porozmawiamy, bo Lubiatowo było po trasie i w okolicy powstaje pierwsza polska elektrownia jądrowa. W okolicy powiedziałem, bo w Polsce mamy pewien problem. Mówimy, gdzie powstaje elektrownia, a nie konkretnie. A elektrownia powstaje w Słajszewie, to jest 6 km od-Lubiatowa. Pod budowę wycięto już las, hektary lasu. Elektrownia będzie miała wpływ na całą okolicę, dlatego o opinię zapytałem mieszkańców gminy – mówi Turski.

Jak wynika z rozmów przeprowadzonych przez dziennikarza, część mieszkańców nie obawia się samej elektrowni, ale skutków wieloletniej budowy i zmian, jakie inwestycja może przynieść miejscowościom w jej sąsiedztwie.

- Nie obawiam się jakoś bardziej. Bardziej bałaganu dookoła budowy niż samej elektrowni, jak będzie szedł transport, jak wpłynie to na spokój tej miejscowości - powiedział jeden ze słuchaczy.

- Ja jestem zwolennikiem tego, że atomówka powinna stać przy Warszawie. Na zasadach: duża żarówka, czyli odbiorca prądu, i duża bateryjka, czyli elektrownia atomowa - dodał inny.

Turski zwrócił również uwagę na to, jak w ostatnich dekadach zmieniało się samo Lubiatowo. Jak usłyszał od jednego z mieszkańców, kolejne transformacje oznaczały konieczność ciągłego dostosowywania się lokalnej społeczności do nowych warunków.

- Lubiatowo było przed transformacją systemową rolniczą wioską. Potem przyszła zmiana i Lubiatowo miało się zmienić, miało być turystyczną perełką. Jak się wszyscy dostosowali, to nadeszła kolejna zmiana i ta zmiana jest problemem - mówił mi jeden z mieszkańców - opowiada Turski.

Jeden z rozmówców dziennikarza podkreślał, że jego obawy nie dotyczą bezpośrednio bezpieczeństwa elektrowni, lecz konsekwencji kolejnej dużej zmiany kierunku rozwoju miejscowości.

- To nie chodzi o to, że się boimy, że będziemy w nocy świecić. Chodzi o konsekwencję w działaniu. Po kilku latach, jak Lubiatowo zaczęło żyć turystyką, to zaczęto mówić ludziom, że dla was jedyną szansą jest atom. Boję się tego, że za kilka lat pojawi się jakiś szejk z Dubaju, który powie, że dla was nie jest szansą atom, a hodowla jedwabnika. I wszystko będziemy zaczynać na nowo - opowiadał jeden z mieszkańców.

Kolejnym punktem wyprawy był Żarnowiec. Turski ruszył tam z zamiarem zobaczenia pozostałości po niedokończonej elektrowni jądrowej, której budowę rozpoczęto jeszcze w czasach PRL. Na miejscu uwagę dziennikarza przyciągnęły jednak również miejscowe zabytki.

- Z Lubiatowa ruszyłem do Żarnowca z myślą, że ujrzę ruiny budowanej niegdyś elektrowni atomowej. Bo to się tak mówiło: "W Żarnowcu, w Żarnowcu" – kolejny błąd polskiej myśli nazewniczej. Żarnowiec to jest nawet oddalony od Jeziora Żarnowieckiego, skąd miano czerpać wodę do elektrowni atomowej. Te ruiny elektrowni w Żarnowcu, jak to się mówi, są w Kartoszynie, to tak z 3–4, może nawet 5 kilometrów od Żarnowca. W Żarnowcu jest ładny kościół, a także piękna stara szkoła, która jest połączona z nowym budynkiem. Dawno nie widziałem tak spektakularnej, dobrze wykonanej pracy budowlanej. Bo ten stary budynek z 1909 roku jest pięknie wyremontowany. Jeszcze pruski. Mam nadzieję, że dzieci z radością jutro będą wracać do szkoły - mówi Turski.

Wielki finał trzeciego etapu "Teraz Pieszo" już dziś. Do celu wyprawy Pawłowi Turskiemu pozostały 33 kilometry.

- Ja tylko na chwilę zajdę do sklepu, mówiąc potocznie, kupię sobie wodę i ruszam. 33 kilometry przede mną, prosta droga, nie podaję miejscowości pośrednich, bo na Helu nie da się zgubić na półwyspie - mówi dziennikarz Trójki.

Mateusz Wysokiński