Pawel Turski zakończył II etap "Teraz Pieszo". Relacja z wyprawy do Ełku
Paweł Turski ma za sobą drugi etap wyprawy "Teraz Pieszo". Ostatni odcinek prowadził ze Starych Juch do Ełku, a po drodze dziennikarz Trójki natrafił na ślad dawnej kultury Jaćwingów, spotkał kolejnych słuchaczy i sprawdził, co warto zobaczyć w Ełku.
Paweł Turski zakończył II etap "Teraz Pieszo".
Foto: Trójka Polskie Radio
Paweł Turski dotarł do Ełku i tym samym zakończył drugi etap wyprawy "Teraz Pieszo". Ostatni odcinek mazurskiej wędrówki ponownie przyniósł dziennikarzowi Trójki wiele spotkań i niespodzianek. Była wieża widokowa, ślady kultury Jaćwingów, ucieczka przed komarami, trabant pełen prezentów od słuchaczy, a na zakończenie - nocne wejście do Ełku. O całej trasie Turski opowiedział w rozmowie z Robertem Grzędowskim.
Droga do Ełku. Ślady kultury Jaćwingów i wieża widokowa
Relacja rozpoczęła się już nad Jeziorem Ełckim. Choć pogoda nie rozpieszczała, a nad wodą mocno wiało, pierwsze wrażenia z miasta były bardzo pozytywne. Turski dotarł do Ełku poprzedniego dnia około godz. 22.00.
- Wieje, ale ma się rozpogodzić, ma być 20 stopni podobno. Siedzę nad Jeziorem Ełckim, jezioro wzburzone, widzę ruiny zamku krzyżackiego, oczywiście ceglany ten zamek. (...) Do Ełku dotarłem koło 22.00. Miasto przywitało mnie deszczem, ale i oświetleniem ulicznym, chodnikami, więc ocena na razie 10/10 - mówi Turski.
Zanim jednak reporter znalazł się w Ełku, ostatni odcinek drugiego etapu rozpoczął w Starych Juchach. Tam pierwszym punktem jego trasy była bezpłatna wieża widokowa, z której można obserwować jezioro Jędzelewo oraz Górę Piaskową.
- Na pierwszy ogień przetestowałem wieżę widokową, która jest, co ciekawe, darmowa. Rozpościera się z niej widok na jezioro Jędzelewo, takie bardziej ciemnogranatowe było wczoraj, oraz Górę Piaskową, taką wydmę jakby. Na wieży spotkałem turystów, ojca i dwóch synów, których zapytałem, co oni widzą z tej wieży - opowiadał Turski.
Spotkani przez niego turyści ocenili atrakcję nieco bardziej powściągliwie.
- Jeśli ktoś jest z okolicy, to tak. Jeżeli ktoś planuje dłuższą podróż specjalnie, to może się zastanowić, czy nie ma czegoś bliżej, atrakcyjniejszego - powiedzieli mu spotkani turyści.
Stare Juchy kryją jednak również znacznie starszą historię. Turski dotarł do głazu narzutowego kojarzonego z dawnymi Jaćwingami i praktykami kultowymi tego ludu.
- Z wieży widokowej poszedłem, nadkładając trochę drogi, do głazu narzutowego w Starych Juchach. Głaz był ofiarnym kamieniem staropruskiego plemienia Jaćwingów. Gdy zobaczyłem głaz, który znajduje się wśród drzew chronionych przez bandy komarów, na swojej drodze powrotnej spotkałem pierwszego, tego już powiedzmy wieczoru, słuchacza Trójki - mówi Turski.
Był nim pan Radosław, który próbował odnaleźć dziennikarza na trasie.
– Cześć, Radek. (...) Nie spodziewałem się, liczyłem się z tym, że nie uda mi się ciebie spotkać, ale tu taka niespodzianka. Pędzę i dwa kilometry od mojego domu widzę Trójkę, "Od nowa" i wózek i zdębiałem, jak zobaczyłem - mówi pan Radosław.
Spotkanie stało się również okazją do poznania lokalnej opowieści związanej z głazem.
- Jest to historia związana z ludem Jaćwingów. Głaz jest starym kamieniem, na którym składano ofiary. Przychodził na przykład jakiś młodzieniec jaćwieski, kładł się na tym głazie, zadawał pytanie, która dziewoja zostanie moją żoną, rozpalał ognisko, za pomocą dymu zanosił pytanie do bogów, jeszcze przy okazji złożył ofiarę z dzika, stąd "Stare Juchy", bo "jucha" to krew z dzika i, zasypiając, spożywając jeszcze jakieś substancje, które pomogły mu w jakichś wizjach, budził się i dostawał jakąś odpowiedź = mówi pan Radosław.
Na mapie Starych Juch znajduje się także miejsce związane z polskim kinem. To tutaj realizowano zdjęcia do filmu "Karate po polsku", choć bar Palinocka, znany z produkcji, nie przetrwał do dziś.
- To tutaj kręcono produkcję "Karate po polsku". Bar Palinocka już nie istnieje, jest tam dziś sklep spożywczy. W sklepie kupiłem wodę i ruszyłem dalej. Według map szedłem, co do zasady, drogą wojewódzką. Mówię "co do zasady", bo w pewnym momencie ta droga stała się szutrowa i to nie było problemem, bo ruch samochodowy jest mniejszy, ale w pewnym momencie się zachmurzyło i zza wysokich iglastych drzew wyleciały, skuszone dwutlenkiem węgla, komary. Było ich w pewnym momencie nad moją głową 20, zacząłem więc z tej drogi uciekać - mówi Turski.
Ucieczka przed komarami trwała przez kolejne dwa-trzy kilometry. Na trasie czekało jednak następne spotkanie ze słuchaczką. Pani Paulina wraz z córką próbowała odnaleźć dziennikarza Trójki od dwóch godzin.
- Dzień dobry, nazywam się Paulina i szukam już pana od dwóch godzin. Mąż podarował mi koszulkę, bo spotkał pana w Starych Juchach, i ja wsiadłam w samochód i z córką gonimy pana - opowiadała pani Paulina.
Przed samym Ełkiem Turskiego czekało jeszcze jedno spotkanie. Tym razem zatrzymał się przy nim trabant, którym podróżowali panowie Grzegorz i Filip - ojciec i syn.
- Spotkanie z panią Pauliną nie było ostatnim na trasie. Kiedy zaczęło się ściemniać, pięć kilometrów przed Ełkiem, przed przejazdem kolejowym, więc było bezpiecznie, zatrzymał się kolejny samochód, z poprzedniej epoki. Chyba był kremowy, ale ręki nie dam sobie uciąć, bo było jednak ciemno. Wysiadło z niego dwóch panów, syn i ojciec, i nie wysiedli oni z pustymi rękami - mówi Turski.
Słuchacze przygotowali dla dziennikarza kilka prezentów.
- Parę jabłek z sadu mamy. Tu jest czerwona oranżada mazurska i słoik miodu - powiedzieli słuchacze.
Szybko okazało się jednak, że uwagę Turskiego przyciągnęły nie tylko podarunki, ale również sam trabant.
- Zaczniemy od silnika. Dwucylindrowy dwusuw, bardziej motocyklowy silnik niż samochodowy. (...) Mam go około siedmiu lat i można powiedzieć, przez te lata natrzaskałem kilka kilometrów, nic w nim nie naprawiałem - opowiadał słuchacz Trójki.
Posłuchaj audycji w Trójce:
Finał w Ełku i plany na dalsze etapy
Ostatecznie, już pod osłoną nocy, Turski zameldował się w Ełku. Tuż przy wjeździe do miasta spotkał grupę młodych mieszkanek, które zapytał o to, jak żyje się w mieście.
- Pod osłoną nocy dotarłem do Ełku. Na wjeździe do miasta jest stacja paliw, restauracja fast food i nowe bloki. I przed tymi młodymi blokami spotkałem młodzież ełcką, dziewczyny, które zapytałem, jak im się żyje w Ełku - opowiada Turski.
- Bardzo dobrze, bardzo dobra okolica, przyjemnie. (...) To jest naprawdę fajne miasto, niczego nie brakuje - odpowiedziały napotkane dziewczyny.
Sam Turski szybko przekonał się, że Ełk ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko widok na jezioro. Wśród atrakcji wymienił m.in. zabytki, kolej wąskotorową oraz odbywające się w mieście zawody balonowe.
- W ten weekend w Ełku odbywają się Mazurskie Zawody Balonowe. Jeśli ktoś nie lubi balonów, to Ełk ma wiele do zaoferowania: Jezioro Ełckie, dzisiaj wzburzone, więc może nie rowerek wodny, ruiny zamku krzyżackiego, zabytkowe kościoły czy jedyną na Warmii i Mazurach kolej wąskotorową, która dzisiaj odjeżdża o 10.00 = opowiada dziennikarz Trójki.
Dotarcie do Ełku oznacza zakończenie drugiego etapu "Teraz Pieszo”" ale nie całej wyprawy. Przed Turskim pozostaje jeszcze trzeci i ostatni odcinek, który tym razem poprowadzi przez Pomorze - aż na Hel.
- Oczywiście, że tak. Jeszcze trzeci, ostatni etap wędrówki. Tym razem będę szedł z wózeczkiem przez Pomorze, z wioski pod Grudziądzem aż na sam Hel - zapowiada Turski.
Czytaj także:
Mateusz Wysokiński