Białoruś to mój dom. Chcę do niego wrócić - mówi Andrzej Poczobut

Andrzej Poczobut jest dziennikarzem, działaczem Związku Polaków na Białorusi. W białoruskim więzieniu spędził 1859 dni - ponad 5 lat. Został zwolniony 28 kwietnia 2026 roku, w wyniku dyplomatycznych negocjacji. Od tamtego dnia przebywa w Polsce. O swoich planach opowiedział Agnieszce Lichnerowicz.

Białoruś to mój dom. Chcę do niego wrócić - mówi Andrzej Poczobut

Andrzej Poczobut we Wrocławiu, lipiec 2026 r.

Foto: Krzysztof Kaniewski/REPORTER/East News

- Dla mnie najważniejsze było to, że po tylu latach zobaczyłem rodzinę. To było najbardziej wzruszające i bardzo trudne. Mój syn jest dziś wyższy ode mnie. Kiedy mnie zabierali miał 11 lat - mówił Andrzej Poczobut w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz w "Klubie Trójki".

Posłuchaj audycji Trójki:

- Ta świadomość, że tych lat nikt nie zwróci… W więzieniu żyjesz zawsze jednym dniem, który powtarza się w nieskończoność. Z jednej strony jest to uciążliwe, z drugiej traci się poczucie czasu. Kiedy zobaczyłem syna, natychmiast zdałem sobie sprawę, ile czasu minęło - przyznał dziennikarz.

Plany na najbliższe tygodnie

13 września odbędzie się zjazd Związku Polaków na Białorusi. Andrzej Poczobut, mimo grożącego mu niebezpieczeństwa, zamierza wrócić do kraju i wziąć w nim udział. - Tam się urodziłem, tam żyłem. Jestem z tamtej rzeczywistości - wyjaśnił dysydent. - Wiadomo - nie jest ona doskonała, ale ja stamtąd pochodzę. Tam są moi rodzice, koledzy, to naturalne, że chcę tam być - podkreślił dodając, że walka o Związek Polaków na Białorusi nie zaczęła się w momencie, gdy trafił do więzienia a w 2005 roku, gdy Związek został zdelegalizowany. - Tyle ludzi jest w nią zaangażowanych. Związek Polaków ma bardzo duże znaczenie dzisiaj. Tylko w szkołach społecznych przy Związku Polaków można się uczyć języka polskiego i uczy się 3800 dzieci. To wszystko jest bardzo ważne dla mnie. Jestem częścią tego - zaznaczył i dodał, że jeśli nie spróbuje nie będzie wiedział, jakie są rzeczywiście możliwości.  

- Rozumiem, że to jest niebezpieczne, że to jest karkołomne z punktu widzenia człowieka, który żyje w spokojnej rzeczywistości, że to jest mało zrozumiałe - tłumaczył i przypominał, że kiedy w Polsce wybuchł stan wojenny ludzie także wracali do kraju mając świadomość, że mogą trafić do więzienia.

- To jest właśnie to uczucie, które ja też znam. Ale to na pewno nie jest misja samobójcza, jak cześć ludzi to ocenia. Mój wyjazd wcale nie musi się tak źle skończyć, jak to często ludzie wróżą - podkreślił.

Tęsknota za domem

- Tęsknię za krajobrazem. Tęsknię za Niemnem - wymieniał Andrzej Poczobut. Ta rzeka jest mu szczególnie bliska. - Kiedyś z kolegą dyskutowaliśmy. Mówił: słuchaj, przecież tyle jest pięknych miejsc na świecie, Grecja, Hiszpania… A ja mówię, to jest jak z matką. Matka jest najlepsza, najpiękniejsza, najmądrzejsza. Tak jest i z Niemnem. Po prostu to jest coś swojego, do czego jestem przywiązany - przyznał. - I dlatego każdy kamień stąd, każda historia jest dla mnie szczególna - dodał.

Andrzej Poczobut to człowiek, o którym można powiedzieć, że jest niezłomny. Ma w sobie upór, niezgodę na przemoc, nadużycia, niesprawiedliwość i wiele odwagi. Czy to oznacza jednak, że się nie boi? - Każdy się boi - zaznaczył i wyjaśnił, że tym co pomogło mu przetrwać ciężkie chwile byli ludzie, którzy odsiedzieli w całości stalinowskie wyroki, całe życie żyli w biedzie, ale nie dali się złamać - pozostali Polakami. - Doczekali czasów, że Polska odzyskała wolność, że komunizm upadł. I mogli na to patrzeć nie chyląc czoła przed nikim. To dodawało mi sił, dawało poczucie, że jednak można - opowiadał. - Znałem tych ludzi, byłem u nich w domu, nagrywałem ich wspomnienia. Wspominam ich wierząc, że tam gdzieś z nieba patrzą i trzymają kciuki. Nie mogę zawieść ich zaufania - podkreślił.

Jaka przyszłość czeka Białoruś?

- Wierzę, że wcześniej czy później dla Białorusi otworzy się okno możliwości. Życie można porównać do jazdy na rowerze. Dopóki kręcisz pedałami, to jedziesz - mówił Andrzej Poczobut. - Generalnie na życie jest tyle sposobów, ile jest ludzi, bo każdy swoim życiem odpowiada na pytanie, co ma sens. Ja widzę sens w tym, jak ja żyję - przyznał dziennikarz.

Na pytanie o przyszłość Białorusi po emisji wywiadu z Andrzejem Poczobutem próbowała odpowiedzieć także Weronika Łapucka, gościni Agnieszki Lichnerowicz w "Klubie Trójki". Ta polsko-białoruska badaczka, współautorka książki pt.: "Belarus, what everyone needs to know", została zaocznie skazana przez reżim Aleksandra Łukaszenki na dziesięć lat więzienia. Wraz z nią skazano łącznie 20 osób - przebywających, tak jak ona, poza granicami kraju i podobnie jak ona - krytykujących władze.

- To było przed wyborami w 2025 roku. Moim zdaniem reżim próbował w ten sposób uciszyć te głosy i w jakiś sposób zastraszyć nas, naszych znajomych, rodziny - jeśli jeszcze zostały w Białorusi. I faktycznie - to się udało - wyjaśniła badaczka.

Tłumaczyła także, że przyszłość Białorusi uzależniona jest od sytuacji na froncie rosyjsko-ukraińskim i dodała, że Aleksander Łukaszenka już dziś próbuje lawirować między Wschodem a Zachodem. - On ma nadzieję kierować krajem jak najdłużej i przekazać władzę komuś ze swojej rodziny. Bardzo często jak myślę o scenariuszach przyszłości dla Białorusi, inspiruje mnie Polska. Polacy bardzo długo walczyli z komunizmem i udało się. Oczywiście nie odbyło się to w jeden dzień, ale niektóre wydarzenia były nieoczekiwane. Trzeba pracować i czekać na ten moment, być gotowym, że może coś się stać zarówno w Moskwie jak i w Mińsku i najważniejsze - nie przegapić tej szansy - mówiła Weronika Łapucka.

Więcej na ten temat w audycji Agnieszki Lichnerowicz w "Klubie Trójki". Zapraszamy do jej odsłuchania.

Magdalena Hejna