The Beatles wiecznie żywi. Legendarny zespół powrócił na Abbey Road
Trwają zdjęcia do projektu Sama Mendesa o najsłynniejszym zespole świata. A media społecznościowe zalały nagrania z przejścia dla pieszych przy Abbey Road: Harris Dickinson, Paul Mescal, Joseph Quinn i Barry Keoghan przeszli przez nie dokładnie tak jak Lennon, McCartney, Harrison i Starr 57 lat temu.
The Beatles "Abbey Road"
Foto: wikipedia
Sam Mendes realizuje projekt, którego oficjalny tytuł brzmi "The Beatles - A Four-Film Cinematic Event". To mają być cztery filmy ukazujące historię The Beatles z perspektywy każdego z muzyków. Premiera planowana jest w kwietniu 2028 roku - co tydzień jeden film.
Back to the Abbey Road
Zdjęcie na Abbey Road to jeden z ikonicznych obrazów w historii muzyki popularnej. Sierpień 1969, słoneczny poranek, czterech muzyków przechodzi przez pasy - i tak powstała okładka przedostatniego (ostatniego nagrywanego) albumu Beatlesów. Od tamtej pory, każdego dnia setki turystów próbują odtworzyć tę fotografię w tym samym miejscu przy St John's Wood, blokując ruch i doprowadzając okolicznych kierowców do rozpaczy.
Sam Mendes od początku wiedział, że musi nakręcić tę scenę. Problem w tym, że Westminster Council początkowo odmówił zgody na filmowanie. Potem jednak, jak to bywa z władzami samorządowymi w obliczu odpowiednio dużego projektu, zmienił zdanie. I w sobotę, 15 sierpnia, Mescal, Quinn, Keoghan i Dickinson - tak jak 57 lat wcześniej John, Paul, George i Ringo - przeszli przez legendarne przejście dla pieszych. W odpowiednich strojach, w odpowiedniej kolejności, filmowani przez kamery Sama Mendesa oraz, nieoficjalnie, telefonami przez kilkuset fanów, którzy zdążyli zebrać się na miejscu. Ich nagrania natychmiast stały się viralem.
Jeden reżyser, cztery filmy, 400 milionów dolarów
"The Beatles - A Four-Film Cinematic Event" to jeden z najbardziej niezwykłych projektów w historii kina: cztery filmy ze strukturą rodem z "Rashomona", czyli ukazujące te same wydarzenia z historii The Beatles z perspektywy każdego z muzyków. Zarazem jest to jeden z najbardziej ryzykownych projektów w historii Sony Pictures: każdy film ma budżet ok. 100 milionów dolarów, co łącznie daje ponad 400 milionów, a znając realia produkcji filmowych - blisko pół miliarda dolarów. Prezes studia, Tom Rothman postawił na projekt Mendesa i to może być wielki sukces albo wielka klęska, która zadecyduje o jego upadku.
Za scenariusz, a raczej scenariusze, odpowiadają Peter Straughan ("Konklawe"), Jack Thorne ("Dorastanie") i Jez Butterworth ("Le Mans ’66"). W tej ekipie jest podobno także Krysty Wilson-Cairns ("1917"), ale jej udział w projekcie nie jest oficjalnie potwierdzony. Za zdjęcia odpowiada Greig Fraser, operator "Batmana" i dwóch pierwszych części "Diuny", który, aby wziąć udział w tym trwającym ponad rok projekcie, musiał zrezygnować zarówno do "Diuny: część trzecia", jak i "Batmana: część II".
15-miesięczny maraton zdjęciowy
W role czterech Beatlesów wcielą się Paul Mescal jako Paul McCartney, Barry Keoghan jako Ringo Starr, Joseph Quinn jako George Harrison i Harris Dickinson jako John Lennon. A obok nich Saoirse Ronan jako Linda McCartney, James Norton jako Brian Epstein, Anna Sawai jako Yoko Ono, Aimee Lou Wood jako Pattie Boyd, Harry Lloyd jako George Martin. Keoghan w wywiadzie dla "The Sun" przyznał, że wg szacunków zdjęcia zajmą łącznie ok. 15 miesięcy, co daje trzy-cztery miesiące na jeden film. Maraton, jakiego Hollywood nie widziało od dawna.
Nagrania z Abbey Road, które obiegły media społecznościowe, to jeden z pierwszych momentów, kiedy ten projekt stał się rzeczywistością. I trudno nie przyznać, że ten obraz działa - czwórka młodych brytyjskich aktorów na tym samym przejściu dla pieszych, w tym samym świetle sierpniowego poranka. 57 lat po oryginale...
Piotr Radecki