Michael Haneke na emeryturze. "Nakręcił 10 filmów, jak jego idol"
Potwierdza się to, o czym branża mówiła od dawna: 84-letni dziś Michael Haneke przeszedł na emeryturę. Jeden z najwybitniejszych współczesnych reżyserów ostatni film, „Happy End”, zrealizował w 2017 roku.
Michael Haneke
Foto: PAP/EPA
Michael Haneke (1942) jest austriackim reżyserem i scenarzystą, twórcą m.in. "Funny Games" (1997), "Pianistki" (2001), "Ukryte" (2005), "Białej wstążki" (2009) i "Miłości" (2012). Ten ostatni film przyniósł mu nominację do Oscara oraz jedną z dwóch Złotych Palm w Cannes (wcześniej odebrał ją za "Białą wstążkę").
Przyjaciel, który gotuje i nie rozdaje pochwał
Informację o filmowej emeryturze twórcy "Pianistki" potwierdził Markus Schleinzer - reżyser i dawny protegowany Hanekego - przy okazji wywiadu, którego udzielił portalowi IndieWire promując swój nowy film "Rose". - Przeszedł na emeryturę, ale jest szczęśliwy. Spotkaliśmy się dwa tygodnie temu - gotował dla mnie bardzo wykwintne danie. Zrobił swoje dziesięć filmów, tak jak jego idol Robert Bresson. Zrobił to, co mógł zrobić, i jest szczęśliwy - powiedział zapytany o swojego dawnego mistrza.
Michael Haneke był na austriackiej premierze "Rosy" i film Schleinzera ocenił jako "arcydzieło". Znając Hanekego, który przez całą karierę był znany z tego, że nie rozdawał pochwał, za to lubił poddawać kino miażdżącej analizie, to zdanie brzmi niemal jak owacja na stojąco. - Nie mówi tego łatwo, co nie ułatwia mi radzenia sobie z takim komplementem od niego - komentuje reżyser.
Asystent, który stał się reżyserem
Markus Schleinzer mówi o Hanekem z czułością i dystansem zarazem, jak o kimś, od kogo wiele się nauczył, ale od kogo świadomie się odciął w chwili, gdy sam stanął za kamerą. Zaczął pracować dla Hanekego jako casting director w wieku dwudziestu paru lat, w momencie, kiedy żaden inny austriacki castingowiec nie chciał tego robić. Przez lata był na planach wszystkich jego filmów, reżyserował statystów, a przy "Białej wstążce" awansował do reżyserowania dzieci.
- Mam poczucie, że cię okradam. Musisz iść i zostać reżyserem - usłyszał w końcu od Hanekego. I Schleinzer posłuchał. Jak zaznacza, nigdy później nie posyłał mu swoich scenariuszy ani materiałów z planu. - Chciałem popełniać własne błędy - stwierdza.
Haneke - Bresson, czyli obrazy i dźwięki, a nie emocje
Zestawienie Hanekego z Bressonem to nie był przypadkowy komplement. Robert Bresson, wielki francuski asceta kina, przez 40 lat nakręcił 13 filmów fabularnych. Zrezygnował z pracy nie dlatego, że skończyły mu się pomysły, lecz dlatego, że nie chciał robić rzeczy poniżej pewnego poziomu. Haneke zawsze wskazywał właśnie na niego jako na mistrza: ta sama surowość formy, ta sama rezerwa, wręcz chłód, wobec sentymentalizmu, to samo przekonanie, że kino dociera do widza przez obrazy i dźwięki, a nie przez emocjonalne podpowiedzi.
Filmografia Michaela Hanekego jest krótka i zwarta: od "Siódmego kontynentu" (1989) po "Happy End" (2017). 10 filmów fabularnych, każdy nagradzany, kilka przełomowych. "Funny Games" to do dziś jeden z najbardziej dyskomfortowych eksperymentów w historii gatunku, "Pianistka" zdobyła trzy nagrody w Cannes, "Ukryty" zadał pytanie o kolonialną pamięć, które po 20 latach nie straciło aktualności. "Biała wstążka" i "Miłość" a łączy je "subtelna ironia ukryta w mroku" jak pisze World of Reel. Haneke nigdy nie pozwolił sobie na łatwy pesymizm, zawsze zachowując dystans, który czyni jego filmy tak samo trudnymi do dosłownego przyjęcia, jak i trudnymi do odrzucenia.
"Happy End", czyli idealne zakończenie?
Ostatni film Hanekego, "Happy End" (2017), podzielił krytyków bardziej niż, jakikolwiek wcześniejszy. Pełen mrocznego humoru, poruszający te same tematy, co całe jego kino, ale jakby z dystansem do siebie samego. Dziś, z perspektywy czasu, coraz więcej krytyków widzi w nim idealne zakończenie kariery Hanekego - film, który podsumowuje jego karierę. Jak na kogoś, kto przez 30 lat filmował ludzką alienację i moralną ślepotę - to zakończenie wydaje się zaskakująco spokojne.
W tym samym wywiadzie Markus Schleinzer mówi, że właśnie skończył pierwszy draft scenariusza do biografii Klausa Nomiego. Ten kontratenor i ikoniczna postać nowojorskiej awangardy lat 80., jako jeden z pierwszych artystów zmarł na AIDS. W tytułowej roli pojawi się Christian Friedel, znany z "Białej wstążki" i oscarowej "Strefy interesów". A w filmie Technicolor, musical, animacja, czyli wszystko to, czego w filmach Hanekego nigdy nie było. Ale może tak właśnie powinien działać prawdziwy następca: uczyć się od mistrza i… robić wszystko inaczej.
Piotr Radecki