Ludzie Trójki podsumowują festiwal: OFF był w tym roku wspaniałym przeżyciem
Tegoroczny OFF Festival za nami, ale wciąż towarzyszą nam wspomnienia i emocje związane z wydarzeniem. Swoimi wrażeniami po festiwalu podzielili się dziennikarze i dziennikarki radiowej Trójki, która po raz kolejny była patronem imprezy.
Trójkowa reprezentacja na OFF Festival 2026
Foto: Leona Iwańska
Trzy dni, siedem scen i ponad 70 wykonawców. OFF Festival Katowice 2026 w dniach 7-9 sierpnia ponownie przyciągnął do Doliny Trzech Stawów tłumy. Tegoroczna edycja przyniosła zarówno długo wyczekiwane powroty, jak i pierwsze koncerty artystów w Polsce.
Na antenie radiowej Trójki wciąż pozostajemy w klimacie OFF Festivalu. Wrażenia i przemyślenia po imprezie, i oczywiście muzyka, którą można było usłyszeć na żywo w Katowicach, są obecne między innymi w naszych wybranych audycjach.
Posłuchaj audycji Trójki
- "W Tonacji Trójki" i wrażenia Gosi Jakubowskiej po OFF Festivalu, cz. 1
- "W Tonacji Trójki" i wrażenia Gosi Jakubowskiej po OFF Festivalu, cz. 2
- "Zwrotki i Refreny" Kuby Ambrożewskiego po OFF Festivalu, cz. 1
- "Zwrotki i Refreny" Kuby Ambrożewskiego po OFF Festivalu, cz. 2
Energia i odkrycia w promieniach słońca
Należy wspomnieć, że w tym roku organizatorzy zadbali o wyjątkowo dobrą pogodę. Przez trzy dni aura sprzyjała wyprawom między scenami. A jak przekonuje Ania Lalka, w promieniach słonecznych wszystko brzmi lepiej. - Legendarne utwory The Smiths w wykonaniu zespołu Marra, muzyczny kwiat polskiej młodzieży Mlecze i appalaski zespół Wednesday, który przez erupcję wulkanu na Sycylii dotarł z opóźnieniem, ale na szczęście ten wulkaniczny żar przełożył na sceniczną energię - wymienia.
- Tegoroczny OFF należał jednak przede wszystkim do bohaterów drugoplanowych. Do odkryć i momentów, o których będzie się jeszcze mówić – od Irlandczyków z Madra Salach, przez absurdalny humor Getdown Services, po figlarny set Ninyjirachi, zamykający Scenę Trójki - dodaje dziennikarka.
Również w tym roku na OFF Festivalu pojawiła się scena Trójki; fot. Leona Iwańska Kuba Ambrożewski wskazuje z kolei, że w tym roku OFF Festival był wzorową mieszanką rutyny z młodością. - Młokosi, których na OFF-ie zdecydowanie nie brakowało, mieli okazję by podpatrywać mistrzowskie koncerty: rozczulającego Arthura Verocaia z orkiestrą AUKSO, precyzyjnych jak zegarmistrz Einsturzende Neubauten czy gitarzysty The Smiths, Johnny'ego Marra z największym singalongiem festiwalu podczas "There Is a Light That Never Goes Out" - ocenia.
- Warto odnotować też koncerty dwójki artystów, których zazwyczaj doceniamy dopiero wtedy, gdy nie dojeżdżają na festiwal, a w tym roku dopisali od początku do końca: to Ładna Pogoda i Dobra Organizacja - dodaje autor audycji "Zwrotki i Refreny" oraz cyklu "Piosenka do Wyjaśnienia".
Na możliwość pełnego skupienia się na odkryciach podczas festiwalowych trzech dni, zwraca uwagę również Justyna Grabarz. - Podczas tegorocznej edycji OFF-a brakowało naprawdę dużych nazwisk i między innymi dzięki temu można się było nastawić na odkrywanie i przemieszczanie pomiędzy scenami bez większego ciśnienia. Kilka koncertów wprawiło mnie w zachwyt, szczególnie trzeciego dnia festiwalu. Przewidywałam, że uronię łzę na koncercie genialnego projektu Współgłosy Marcela Balińskiego, ale nie sądziłam, że wzruszę się podczas blackmetalowego koncertu Deafheaven. Oba koncerty wywołały we mnie miłe katharsis - opowiada dziennikarka, prowadząca w Trójce m.in. autorską audycję "Białe Szumy".
- Genialnie na OFF-ie wypadł włoski skład Nu Genea, wzbogacony świetnym live bandem, który pociągnął tłum do tańca (był nawet taneczny pociąg!). Johnny Marr udowodnił, że bez Morrisseya piosenki The Smiths również potrafią brzmieć świetnie, The Flaming Lips koncertową scenografią sprawił, że poczułam się jak przedszkolak zachwycony dmuchańcami i kolorowym konfetti. Koncert formacji Madra Salach urzekł mnie irlandzką rzewnością i pięknym instrumentarium, a grupa Getdown Services swoim luzem i muzycznym poczuciem humoru. Rozczulający Arthur Verocai i wspaniałe AUKSO, perfekcyjne harmonie podczas koncertu Black Country New Road, cudowna energia Wednesday. To była bardzo dobra edycja, oby więcej takich - podkreśla Justyna Grabarz.
- OFF był w tym roku wspaniałym przeżyciem, wszystko się zgadzało. Miejsce, ludzie, muzyka - ocenia Agnieszka Szydłowska. - Artyści, których koncerty będę przechowywała w pamięci na zawsze to genialnie spełnione Einsturzende Neubauten, Deafheaven czy Oklou. Wspaniale spisywali się artyści na scenie Trójki, a kolejny rok z rzędu trudno było się dostać na scenę OFF’n Jazz, którą odwiedzałam bardzo często – dla młodych zespołów, ale też doświadczonych zawodników jak Błoto czy Niechęć. Wróciłam z Katowic przepełniona wrażeniami, w których ogromną rolę odgrywa offowa publiczność – kolorowa, różnorodna i niezawodna – o czym najlepiej przekonałam się podczas koncertu Współgłosów.
Projekt Marcela Balińskiego, który skradł serca naszej redakcji, wkrótce pojawi się również na naszej antenie. - W poniedziałek 17 sierpnia na antenie Trójki wywiad z nimi, nagrałam go tuż po koncercie. Będzie tam słychać te zachwyty - zapowiada dyrektorka-redaktorka naczelna Programu 3 Polskiego Radia.
Jedną z gwiazd OFF Festivalu był Johnny Marr; fot. Leona Iwańska - Po post-pandemicznej zadyszce impreza wraca powoli do zdrowia - dodaje z kolei redaktor Samo H., Jacek Hawryluk - Festiwal 2026 bez headlinerów – gwiazdy wprawdzie się pojawiły, ale albo bez formy, albo na siłę przypisane do takiej roli. Coraz mniejsze znaczenie mają hołdy dla przeszłości (tribute bandy), choć może mają, tylko trzeba dobierać je z głową - ocenia.
- Wszystko co najciekawsze wydarzyło się na mniejszych scenach: nowa elektronika (głównie taneczna), fuzje wszystkiego ze wszystkim, młoda Irlandia. Polska scena (off) – jazzu, impro, elektroniki – bez kompleksów nawiązuje łączność ze światem (choć w swoich kategoriach nie miała w Katowicach konkurencji). Jak na lekarstwo undergroundowego hiphopu, muzyki świata, prawdziwych eksperymentów. I jeszcze tylko jakiś prawdziwy the Cure by się przydał, bo jedna gitara, zespołu nieistniejącego od 40 lat, brzmiała jak rechot przeszłości - wskazuje Jacek Hawryluk.
Kamil Kucharski