Justyna Sobolewska: kanon nas tworzy, ale też możemy się od niego odbić

Czy Homer, Dante, Szekspir, Kafka w 2026 roku nadal łączą Europejczyków? Czy w ogóle istnieje coś takiego, jak kanon europejskiej literatury? A może taki kanon jest niepotrzebny i trzeba z nim walczyć? O tym właśnie Agnieszka Lichnerowicz rozmawia w najnowszym odcinku swojego podcastu "Źródła europejskie" ze swoją gościnią, Justyną Sobolewską - krytyczką literacką, dziennikarką i pisarką związaną z tygodnikiem "Polityka".

Justyna Sobolewska: kanon nas tworzy, ale też możemy się od niego odbić

Justyna Sobolewska gościnią Agnieszki Lichnerowicz w podcaście "Źródła europejskie"

Foto: PR

Podcast "Źródła europejskie" zajmuje się, jak sama nazwa wskazuje, podstawami czegoś, co można nazwać tożsamością Europy, tożsamością europejską. Teraz nadszedł czas na literaturę i zasadnicze pytanie: czy istnieje coś takiego, jak literatura europejska? I czy mogłoby się udać skonstruowanie kanonu literatury europejskiej? A jeśli tak, to z jakich elementów mógłby się składać? Co mówiłby o europejskiej tożsamości, wyobraźni? I jak by na tę europejska wyobraźnię wpływał?


Europejskość, która patrzy na zewnątrz

Pierwszym, poniekąd tradycyjne, pytanie było o "europejskość". W tym wypadku chodziło o to, jak ona wygląda w przypadku literatury. Czy jest czymś, do czego wszyscy możemy się odwołać?

- To bardzo ciekawe, bo europejskość w literaturze, to nie jest tylko Europa. I właśnie to jest sedno europejskości, że patrzymy na zewnątrz i uważamy, że to, co nie nasze, również jest nasze. Na przykład literatura amerykańska też jest naszą, europejską literaturą. Można powiedzieć, że na przykład Nagroda Nobla, która patrzy na Azję, która patrzy na Amerykę Południową, to też jest wyraz europejskości. Traktujemy wszystko jako nasze, tworzące nas - odpowiedziała Justyna Sobolewska. - Z drugiej strony europejskość to też jest zdolność do krytyki siebie. I to bardzo widać na przykład w literaturze austriackiej, która jest zwrócona przeciwko narodowym trupom w szafie, która krytycznie patrzy na historię. To jest, wydaje mi się sedno europejskości - tłumaczyła.

- Ta europejskość jest dzisiaj ważna dla nas po prostu z powodów globalnych i tego, co się dzieje w polityce. Nagle ta Europa, która, widzimy, jak bardzo jest krucha, jest bardzo cenna. Myślę, że europejskość, to jest, że możemy rozmawiać z kimś z Francji, z Niemiec mając wspólne lektury. I to są właśnie lektury sięgające starożytności. To jest ten kanon, którego być może nawet nie czytaliśmy, ale mamy język, żeby o tym rozmawiać - dodała.

"Bez kanonu nie mamy o czym rozmawiać"

Gościni Agnieszki Lichnerowicz zwróciła uwagę na pozorną sprzeczność: z jednej strony kanon jest pewną podstawą, czymś do czego zawsze możemy się odwołać, z drugiej jednak strony cały czas go krytykujemy i wręcz kwestionujemy jego konstrukcję. - To jest coś, co rzeczywiście nas tworzy, ale jest potrzebny także po to, byśmy się od tego odbijali, żebyśmy go kwestionowali. Natomiast bez tego kanonu, który jest w pewnym sensie nieuchwytny, bo w każdych czasach trochę inaczej na niego patrzymy, nie mielibyśmy naprawdę o czym rozmawiać - stwierdziła. - Rozmawiamy w dniu premiery "Odysei" Christophera Nolana i właśnie przeczytałam że obecnie "Odyseja" Homera jest najczęściej kupowaną książką. Bo wszyscy chcą ją przeczytać, nie tylko zobaczyć film. Wrócić do tego, co jest jakąś podstawą naszej bardzo ogólnie pojętej tożsamości My to możemy nazwać właśnie tożsamością europejską, ale obejmuje też właśnie Amerykę, obejmuje cały świat - wskazała.

"Nawet Nagroda Nobla nie ustanowiła żadnego kanonu"

Wg Justyny Sobolewskiej nie ma żadnej możliwości stwierdzenia, które książki przetrwają próbę najważniejszą - próbę czasu. Bo tak naprawdę, kanonem jest to, co przetrwało, z różnych powodów, wieki. - To są te książki, ci autorzy którzy wybili się wobec swoich poprzedników. Jest "teoria lęku przed wpływem", która mówi, że tylko niektórzy potrafią wyczuć co jest w powietrzu, uderzyć twoją oryginalnością. Jedynym sprawdzianem jest czas: nie możemy nawet powiedzieć, że Olga Tokarczuk będzie zawsze czytana. Nie da się! - wyjaśniła. - Nawet Nagroda Nobla uczy pokory. Kiedy zobaczymy, kto ją dostawał, to jest tam mnóstwo nieznanych nazwisk. Czyli Nagroda Nobla też niczego nie ustanowiła, żadnego kanonu. Zresztą wśród noblistów nie ma najważniejszych pisarzy: nie ma Kafki, nie ma Joyce’a. Więc o czym my mówimy? - zapytała retorycznie.

"Kanion żyje w sposób ukryty"

Zapytana przez Agnieszkę Lichnerowicz, jakie pierwsze tytuły wskazałaby do takiego teoretycznego europejskiego kanonu literatury, jej gościni bez wahania wskazała "Iliadę" i "Odyseję" Homera. Zwróciła też uwagę na fakt, że jesteśmy w takim momencie historycznym, który wraca do Homera. - To jest właśnie sprawdzian kanonu, że pewne lektury wciąż po latach działają. Wracamy np. do Kafki, który nigdy nie znika z naszego horyzontu - tłumaczyła. I dodała, że "kanon żyje w sposób ukryty": - Nie czytając "Don Kichota" wiemy o nim wszystko, ponieważ literatura następna podaje to dalej. A nowe media, popkultura przenoszą schematy. Mój syn mówi o Orwellu i o "Folwarku zwierzęcym", którego, jak się okazuje, nie przeczytał. Ale wszystko wie i ma swoje zdanie na temat ekranizacji. Więc siłą kanonu jest też to, że on istnieje poza literaturą - wskazała.

- Kanon właściwie jest nie ogarnialny, ale z drugiej strony cały czas się aktualizuje. To jest także definicja klasyków według Italo Calvino: to są ci, którzy ciągle mogą się aktualizować - dodała.

Cały odcinek podcastu "Źródła europejskie" można wysłuchać i obejrzeć »TUTAJ«.

Nowe odcinki podcastu pojawiają się w każdą środę na stronie podcastowej Polskiego Radia i na kanale Trójki w serwisie YouTube.

 

Piotr Radecki