Dakota Johnson i Ellen Burstyn jako Marilyn Monroe w "Flesh Impact"

"Flesh Impact", 17-minutowy film Maggie Gyllenhaal, zadaje tylko jedno pytanie: jak wyglądałoby życie i aktorstwo Marilyn Monroe, gdyby dożyła sześćdziesiątki? Są dwie odpowiedzi i dwie aktorki: Ellen Burstyn jako starsza MM, Dakota Johnson jako MM młoda. Premiera filmu odbędzie się we wrześniu podczas festiwalu w Wenecji, gdzie Gyllenhaal będzie przewodniczyć jury.

Dakota Johnson i Ellen Burstyn jako Marilyn Monroe w "Flesh Impact"

Marilyn Monroe

Foto: PAP/Kikapress

Marilyn Monroe (1926-1962) - aktorka, piosenkarka, modelka. Gwiazda filmowa i ikona popkultury, która stała się symbolem wielkości, ale zarazem niszczycielskiej mocy hollywoodzkiej Fabryki Snów. Zagrała w takich filmach, jak "Niagara”, "Mężczyźni wolą blondynki”, "Rzeka bez powrotu”, "Słomiany wdowiec”, "Pół żartem, pół serio”, "Skłóceni z życiem”. Zmarła w wieku 36 lat z powodu przedawkowania barbituranów. Jej śmierć została uznana za "prawdopodobne samobójstwo”, jednak okoliczności nie zostały do ostatecznie wyjaśnione.


Jedno pytanie, które stworzyło film

Kiedy Maggie Gyllenhaal dostała propozycję nakręcenia krótkiego metrażu inspirowanego postacią Marilyn Monroe, jej pierwsza reakcja była bardzo ostrożna. Nie była pewna, czy jest odpowiednią osobą do tej pracy - i poprosiła o chwilę na zastanowienie. Zaczęła drążyć temat, który ją wciągnął. - Jej aktorstwo jest tak fascynujące, dziwne, dzikie i bardzo radosne, wymieszane jednocześnie z czymś strasznie niepokojącym. Zastanawiałam się, co by się stało, gdyby miała 60 lat. Co by robiła inaczej? - mówiła w rozmowie z Vanity Fair.

I z tych pytań narodził się film "Flesh Impact". Tytuł zainspirowały słowa słynnego reżysera Billy'ego Wildera, który dwukrotnie reżyserował Marilyn Monroe - w "Słomianym wdowcu” (1955) oraz "Pół żartem, pół serio” (1959). Uważał, że jej obecność na ekranie była tak realna, iż widzowie niemal mogli jej dotknąć przez ekran.  To nie jest biografia ani rekonstrukcja. To dwie wersje tej samej kobiety, dwie drogi, którymi jej życie mogło pójść. - To bardzo mocna mieszanka Marilyn i mojej jej fantazji - stwierdza sama Gyllenhaal.


Burstyn i Johnson: dwa oblicza tej samej ikony

Ellen Burstyn gra Marilyn Monroe starszą - tę, której nie było. Wybór jest absolutnie nieprzypadkowy: aktorka znała MM osobiście, obie poruszały się w tych samych hollywoodzkch kręgach. Gyllenhaal powierzyła jej bardzo wymagający monolog i trudno wyobrazić sobie aktorkę, która lepiej udźwignęłaby ciężar zarówno postaci, jak i pytania, które za nią stoi.

Dakota Johnson, która już wcześniej pracowała z Gyllenhaal przy jej reżyserskim debiucie "Córka" (2021), gra młodą Marilyn Monroe. Reżyserka przyznaje, iż na początku miała pewne obawy, co do fizycznego podobieństwa. Jednak pierwsze zdjęcia z planu całkowicie rozwiały te obawy: Johnson jest nie do poznania.

"Flesh Impact" będzie miał premierę na festiwalu w Wenecji. Ta zbieżność nie jest przypadkowa - film wpisuje się w festiwalową obecność Maggie Gyllenhaal jako artystki i jurorki głównego jury jednocześnie. Dodatkowo, o czym nie można zapominać, Ellen Burstyn odbierze nagrodę za całokształt twórczości.

"
Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez VANITY FAIR (@vanityfair)


"Flash Impact" - kameralny projekt, ważny krok naprzód

Dla Gyllenhaal to projekt szczególny i nie tylko dlatego, że mówi od środka o kobiecym aktorstwie. Jej poprzedni film, "Panna Młoda!" z Jessie Buckley i Christianem Bale'em, był artystyczną i kasową katastrofą. Sama reżyserka nie do końca czuje się jej winna - Warner Bros. mocno ingerował w końcową wersję, co, wg niej sprawiło, że widzowie film zignorowali.

"Flesh Impact" to projekt zupełnie innego rodzaju: kameralny, osobisty, bez studyjnego nadzoru, zbudowany wokół pytania, które naprawdę jest dla reżyserki ważny. - W wielu aspektach ten film jest o Marilyn, ale też o aktorkach w ogóle. O tym, jak to jest mieć tę dziwną, bardzo wrażliwą, a zarazem bardzo potężną pracę - mówi Maggie Gyllenhaal. Marilyn Monroe, którą zniszczyła praca i popularność i tragicznie zmarła jako towar wytwórni, a nie jako artystka - to temat, który po "Pannie Młodej!" ma zapewne dla Gyllenhaal dodatkowy wymiar.

 

Piotr Radecki