Chęć przyjaźni z fanami Duran Duran. Pani Katarzyna w "Listach na M."

Niemal 40 lat temu pani Katarzyna napisała do Trójki, prosząc o pomoc w odnalezieniu osób, z którymi mogłaby dzielić fascynację zespołem Duran Duran. Po latach odwiedziła Justynę Grabarz w trójkowym studiu i opowiedziała, jakie były efekty tej prośby, czy udało jej się nawiązać muzyczne przyjaźnie oraz czego słucha dzisiaj.

Chęć przyjaźni z fanami Duran Duran. Pani Katarzyna w "Listach na M."

"Listy na M,"

Foto: Trójka Polskie Radio

Czy wspólna fascynacja muzyką może stać się początkiem przyjaźni na całe życie? We wtorkowych „Listach na M.” Justyna Grabarz spotkała się ze słuchaczką Katarzyną, która niemal 40 lat temu napisała do kultowego "Kącika Marii". Jako nastolatka szukała osób podzielających jej miłość do Duran Duran. Po latach wróciła do tamtego listu oraz opowiedziała o muzycznych fascynacjach, relacjach i dorastaniu z Trójką.

"Droga Mario. W Tobie moja ostatnia nadzieja"

Punktem wyjścia do rozmowy był list młodej Katarzyny, odczytany na antenie przez Justynę Grabarz. Jego autorka prosiła o pomoc w znalezieniu innych fanów Duran Duran, z którymi mogłaby korespondować i dzielić swoją pasję.

- Droga Mario. W Tobie moja ostatnia nadzieja. Tak, to nie są żarty, nie jest to żaden problem sercowy typu: "ja go kocham, on mnie nie". Chodzi mi o pomoc w pozyskaniu przyjaciół za pomocą korespondencji. Od wieków szukam kogoś, kto tak jak ja ubóstwia, kocha i uwielbia Duran Duran. Błagam, może masz wśród korespondentów kogoś, kto szuka wielbicieli Duran Duran. Przyślij mi jego bądź jej adres, a ja natychmiast odpiszę. Mam nadzieję, że Ty także lubisz słuchać utworów tego kochanego zespołu. Nie piszę nic na temat tego, jak przeżywałam ich rozpad i ponowny powrót na estradę, bo to było straszne i cudowne zarazem. Na tym kończę. Mario, pomóż. Kaśka – czytała list Justyna Grabarz.

W dopisku Katarzyna prosiła, aby wiadomość nie została odczytana na antenie. Obawiała się reakcji znajomych oraz swojego ówczesnego chłopaka, który, jak zaznaczyła po latach, jest już jedynie odległym wspomnieniem.

- Myślę, że ten chłopak jest już dalekim wspomnieniem. Kojarzę, że wynikało to z tego, że większość osób w moim wieku słuchała wtedy bardziej popowych kawałków, a ja gdzieś tam celowałam w ambitniejszy repertuar - mówi pani Katarzyna.

Dziś rozmówczyni Justyny Grabarz nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo wstydziła się publicznego odczytania listu. Przypuszcza, że mogło to wynikać z niepewności charakterystycznej dla okresu dojrzewania.

- Nie pamiętam właśnie dlaczego. Wszyscy wiedzieli, że słucham bardziej alternatywnej muzyki. Nie wiem, z czego to wynikało. Może to po prostu taki wiek – zawstydzenie, dojrzewanie i człowiek bał się wielu rzeczy, które mogły się wydawać inne. Że napisałam do radia. Wiadomo, w czasach, kiedy mamy media społecznościowe, wszystko jest prostsze. A kiedyś trzeba było wziąć kartkę czy pocztówkę - mówi gościni audycji.

Muzyka była wówczas widoczna w niemal każdym elemencie jej życia - od ubioru po wystrój pokoju. Ściany zdobiły plakaty i samodzielnie wykonywane napisy poświęcone ulubionym zespołom.

- Myślę, że zdradzał mnie strój. Dużo też o tym opowiadałam. Mój pokój był typowym pokojem nastolatki - był obwieszony plakatami. Kiedyś stało się w kolejce do kiosku Ruchu, żeby kupić "Świat Młodych", w którym były plakaty. Przyozdabiałam też pokój, malując różne rzeczy na ścianach, co moi rodzice tolerowali. Przypomniała mi się historia dotycząca The Cure, czyli późniejszej fascynacji. Wymalowałam też fasadę od zewnętrznej strony. Kiedy się szło, pod moim oknem było widać napis "The Cure" namalowany sprayem – mówi pani Katarzyna.

Posłuchaj całości audycji w Trójce:

"Katarzyna słucha bardzo dużo"

Muzyczna ciekawość nie minęła wraz z dorastaniem. Dziś Katarzyna sięga zarówno po wykonawców znanych od lat, jak i po współczesny rock czy amerykański hip-hop.

- Katarzyna słucha bardzo dużo. W tej chwili jesteśmy świeżo po koncercie System of a Down. Dzisiaj przeżywamy go dość mocno, bo powiedziałabym, że znalazł się w pierwszej piątce moich koncertów, więc mocno we mnie siedzi. Do tego dużo współczesnego amerykańskiego hip-hopu: Tyler, the Creator, Kendrick Lamar. Przeróżne gatunki się mieszają - mówi rozmówczyni Justyny Grabarz.

Duran Duran nie zajmuje już w jej życiu takiego miejsca jak przed czterema dekadami, jednak piosenki zespołu nadal przywołują silne wspomnienia.

- Może nie jestem już taką fanką, ale mam ogromny sentyment. Kiedy przypadkiem ich usłyszę, wracam do tych piosenek i wrzucam je na listę muzyki do samochodu. Czy "Rio", czy "Fame" - te kawałki do mnie wracają. To był kawałek dobrej muzyki - mówi pani Katarzyna.

Jedną z najważniejszych osób w kształtowaniu jej gustu był starszy brat Maciej. To dzięki niemu poznała Trójkę, Listę Przebojów oraz muzykę zapisaną na winylach.

- Ogromną zasługę miał w tym mój starszy brat Maciej, którego pozdrawiam. To on gdzieś mnie ukierunkowywał. Na początku, w pierwszych latach szkoły podstawowej, to dzięki niemu słuchałam radia, Trójki i Listy Przebojów. Wymienialiśmy się też muzyką. Miał winyle, a na nich bardziej polskie smaczki, takie jak Lady Pank i Maanam, ale również zagranicznych wykonawców - to, co było dostępne w tamtych czasach. Myślę, że to on mnie ukierunkował, a później znajomi, którzy gdzieś się przewijali, moi towarzysze życia - mówi.

Trójka odegrała dużą rolę w muzycznej pasji pani Katarzyny

Gościni audycji wspomina, że nie wyobrażała sobie wieczoru bez Listy Przebojów Trójki, a audycje nagrywała na kasety, aby później wielokrotnie do nich wracać.

– Na początku była bardzo istotna. Nie wyobrażałam sobie wieczoru bez Listy Przebojów. Mieliśmy radio w kuchni, więc czasami chodziło się z nim po różnych pomieszczeniach. Kiedy mama nie chciała już słuchać i miała ochotę na coś innego, zabierałam je do pokoju. No Boże, kto nie nagrywał Listy na kasety, a później nie puszczał jej na Kasprzaku? - mówi Katarzyna.