O "Królestwie". Michał Ciechomski w "Trójkowo, Filmowo"

Michał Ciechomski był gościem Trójki. W rozmowie z Ryszardem Jaźwińskim opowiedział o "Królestwie" - swoim najnowszym filmie z 2025 roku, przy którym odpowiadał zarówno za reżyserię, jak i scenariusz. Rozmowa dotyczyła także jego drogi do kina, która prowadziła m.in. przez studia na Politechnice Warszawskiej.

O "Królestwie". Michał Ciechomski w "Trójkowo, Filmowo"

O filmie "Królestwo" w "Trójkowo, Filmowo".

Foto: screen/youtube.com/SFPorgPL

"Królestwo" to najnowszy film Michała Ciechomskiego – mroczna, dystopijna opowieść, która od czasu festiwalowej premiery w 2025 roku wywołuje skrajne emocje. O drodze produkcji na ekrany, inspiracjach stojących za jej powstaniem oraz reakcjach widzów reżyser i scenarzysta opowiedział Ryszardowi Jaźwińskiemu w audycji "Trójkowo, Filmowo"

"Wychodziłem z paradygmatu starej szkoły filmowej"

Festiwalowa historia "Królestwa" rozpoczęła się w 2025 roku na Nowych Horyzontach. Później film trafił na kolejne wydarzenia zagraniczne, a od niedawna można go oglądać także w polskich kinach.

-  Zaczęło się na Nowych Horyzontach w 2025 roku, w konkursie głównym. Potem przyszły Grecja - Thessaloniki Film Festival – Barcelona (...) Przychylność polskiej publiczności nie nastrajała, ale to się wszystko odmieniło w Grecji i tam już było takie zainteresowanie. Hiszpania poszła za ciosem i to było dla mnie coś miłego i zaskakującego. Premiera w Polsce, taka kinowa, odbyła się z tydzień temu i film jest ciągle w grze. Nadal są kolejne festiwale zagraniczne i polskie, które będą mogły ten film gościć – mówi Michał Ciechomski.

Zanim Ciechomski zajął się reżyserią, studiował na Politechnice Warszawskiej. Nie traktował jednak tego okresu jako odejścia od kina, lecz jako etap konieczny do zdobycia doświadczeń i szerszego spojrzenia na świat.

-  Wychodziłem z paradygmatu takiej starej szkoły filmowej, takiego starego myślenia. Inspirowałem się, zapładniał mnie umysłowo Krzysztof Zanussi z polskiego podwórka, kiedy oglądałem "Barwy ochronne" i "Strukturę kryształu". To było dla mnie coś fascynującego, że można połączyć świat filmu ze światem fizyki i nauki, w jego przypadku. Wiedziałem, że chcę być reżyserem, ale wiedziałem też, że ta droga do reżyserii nie może być taka bezpośrednia, że pójdę do szkoły filmowej po maturze. Że muszę przejść pewną drogę - poznać świat, poznać życie. Przynajmniej taka nauka płynęła ze słów starych mistrzów – mówi gość "Trójkowo, Filmowo".

Posłuchaj audycji w Trójce:

O filmie "Królestwo"

Jedną z pierwszych inspiracji do stworzenia filmu był obraz zapamiętany przez reżysera z czasów Czarnych Protestów. Ciechomski zobaczył wówczas grupę osób ochraniających kościół.

- To się zaczęło od takiego obrazu. Już nie pomnę dokładnej daty, ale było to podczas Czarnych Protestów, Czarnych Marszów. Kiedy świat był w takim zawieszeniu - przynajmniej w moim odczuciu. Poczułem taki zew ludu, że będąc w grupie, mamy jakieś znaczenie. I był taki obraz, kiedy wracałem autobusem: stała grupa osób ubranych na czarno, chroniących kościół przed atakami, które nie nadeszły. To się nałożyło na to, że jedna ze znajomych robiła reportaż o ONR i ich spotkaniach w kościele - że są cali na czarno, łysi i odmawiają różaniec. Ten obraz bardzo mnie zainspirował. Jednocześnie połączył się z wierszem Kawafisa "Czekając na barbarzyńców", opowiadającym o tym, że są ludzie czekający na barbarzyńców - mówi reżyser.

Przygotowując się do pracy nad "Królestwem", twórca uczestniczył w spotkaniach ugrupowań prawicowych i rozmawiał z ich członkami. Z czasem uznał jednak, że dosłowne opisywanie konkretnego środowiska ograniczyłoby wymowę filmu. Zależało mu na historii bardziej uniwersalnej - poświęconej mechanizmom manipulacji, radykalizacji i podporządkowania jednostki grupie.

- Był to mój wielki ruch, który uznałem za wart wykonania – pochodziłem na spotkania jakichś grup, rozmawiałem z tymi ludźmi, ale powiem szczerze, że było to na tyle mało interesujące, w sensie oczywiste na jakimś takim poziomie, że postanowiłem tego zaniechać, bo te rzeczy wydały mi się zbyt trywialne. Nie chciałem, żeby ten film był dokumentem o radykalnych ośrodkach w Polsce. Moją idée fixe było to, żeby powstał film bardziej uniwersalny, opowiadający o manipulacjach, pewnej grupie, pewnym stadzie o radykalnym charakterze. Niekoniecznie opowieść o ONR w 2021 czy 2022 roku - mówi Ciechomski.

Film początkowo miał nosić tytuł "Czekając na barbarzyńców". Reżyser zrezygnował jednak z niego ze względu na zbyt dosłowne odniesienie do inspirującego go wiersza oraz obecność innych dzieł o tej samej nazwie.

- Na początku ten film nazywał się "Czekając na barbarzyńców". Byłoby to zbyt dosłowne. Był też film z Johnnym Deppem o tym tytule, była książka, był wiersz. Tu był ten problem. Uznałem więc, że "Królestwo" najbardziej pasuje w ogólnym znaczeniu nadawania tytułów.

"Królestwo" spotyka się z bardzo różnymi ocenami. Ciechomski przyznaje jednak, że od początku liczył się z możliwością odrzucenia filmu przez krytyków i publiczność.

- Jest to odrzucenie bardzo radykalne, tak jak radykalny jest ten film, dokładnie. Od początku wiedziałem, że tak to się może skończyć. Było to wpisane w ryzyko. Nie byłem aż tak naiwny, żeby sądzić, że polscy krytycy powiedzą, że jestem fantastyczny, bo robię takie odważne kino - mówi gość audycji.