Kto stoi za kataklizmem w Wenezueli? Wyłącznie Matka Natura - mówią eksperci
Podwójne trzęsienie ziemi nawiedziło północ Wenezueli 24 czerwca, tuż przed zachodem słońca. Liczba ofiar wzrosła już do ponad 3,5 tys. osób. W sieci pojawiły się doniesienia, że za tragedią nie stoją ruchy płyt tektonicznych, a sekretna "broń falowa". Na portalach społecznościowych krążą filmiki, na których widać czerwone lasery uderzające w miasto. To fake news - podkreślają specjaliści.
Mężczyzna przeszukujący gruzowisko w poszukiwaniu swoich krewnych, Wenezuela.
Foto: MARTIN BERNETTI/AFP/East News
Zwolennicy teorii spiskowych nie próżnują. Ich zdaniem trzęsienie ziemi w Wenezueli to kolejny dowód na użycie tajnej broni. - Podobnie było w Turcji - twierdzi jeden z polskich internautów na platformie X. Z tymi dezinformacjami rozprawia się Piotr Stanisławski, współautor podcastu Polskiego Radia "Sekcja Teorii Spiskowych", w audycji Kuby Witkowskiego "News albo Fake News".
Posłuchaj audycji Trójki:
Nie ta pora dnia
- Film rzeczywiście wygląda bardzo efektownie. Takie rzeczy działają na wyobraźnię, tym bardziej że mamy tu obraz, gdzie wiązki lasera mają sięgać od nieba do ziemi, w takiej szerokiej perspektywie - mówi Piotr Stanisławski. - Problem polega na tym, że właściwie nic tu się nie zgadza - dodaje i przypomina, że film pochodzi z konta, na którym znajduje się wiele bardzo podobnych do siebie filmików, przedstawiających nieokreślony krajobraz miejski i wiązki laserów prześwietlające chmury. - Filmy te publikowane są od początku roku i z pewnością nie jest to Wenezuela. Nie zgadza się istotny detal. Trzęsienie ziemi w Wenezueli miało miejsce tuż po godzinie 18 czasu miejscowego, czyli mniej więcej na godzinę przed zachodem słońca - tłumaczy i zwraca uwagę, że filmiki pokazują ujęcia z nocy.
Wszystkiemu winni Amerykanie
Instytucją obwinianą przez zwolenników teorii spiskowych o wywoływanie katastrof jest HAARP - amerykańska stacja geofizyczna zlokalizowana na Alasce, prowadząca program badań naukowych, którego celem jest zrozumienie procesów zachodzących w jonosferze i ich wpływu na m.in. urządzenia nawigacyjne i satelitarne. W tym celu anteny znajdujące się w ośrodku emitują fale radiowe o wysokiej częstotliwości, które czasowo wywołują niewielkie zaburzenia w atmosferze. Zwolennicy teorii spiskowych przypisują stacji niezwykłe możliwości: od manipulacji pogodą, po kontrolę umysłów. Zdaniem ekspertów doniesienia te są pozbawione logiki i nieprawdziwe.
- HAARP nie jest w stanie wywołać ani trzęsień ziemi, ani gigantycznych opadów, ani żadnych rzeczy, o które jest obwiniane - podkreśla Piotr Stanisławski.
"Bomba wodna" - skąd się wzięło to określenie?
Przy okazji powodzi w Polsce we wrześniu 2024 roku, która była wynikiem rekordowych opadów wywołanych przez niż genueński, w sieci pojawiły się wpisy sugerujące, że nawalne deszcze to wynik chemikaliów rozsiewanych przez samoloty nad Morzem Śródziemnym. Sugerowano też użycie tzw. "bomby wodnej".
- Hasło "bomba wodna" brzmi bardzo emocjonująco, prawda? To jest tak naprawdę kalka z języka włoskiego: "Bomba d'acqua" i oznacza nic innego, jak oberwanie chmury. Tzn. to jest taki gwałtowny, krótko trwający prąd występujący podczas burzy, który powoduje super gwałtowny opad deszczu na danym terenie. My oberwaniem chmury nazywamy po prostu intensywny deszcz, ale to jest konkretne zjawisko związane z tym prądem - wyjaśnia Piotr Stanisławski. - Kto i kiedy to przetłumaczył i na jakim etapie, nie jestem w stanie w tej chwili tego ocenić. Natomiast brzmi to sensacyjnie - dodaje i podkreśla, że z żadnymi bombami nie mieliśmy do czynienia.
Spisek, który jest faktem
- Faktyczny spisek w kontekście tej powodzi istnieje. Ma ona ścisły związek ze zmianami klimatu. Morze Śródziemne ogrzewa się w bardzo konkretnym miejscu - u nasady tego buta. Fakt istnienia zmian klimatu związany jest ze spiskiem trwającym od lat 50. XX wieku. Jest to udowodniony spisek firm paliwowych, które dogadały się w kwestii tego, żeby wmówić ludziom, że nie ma żadnych zmian klimatu - mówi ekspert. - To jest bardzo dobrze udokumentowane. Daliśmy się nabrać tym firmom. A osoby, które dziś twierdzą, że zmian klimatycznych nie ma - po prostu powtarzają gotowe sformułowania przygotowane przez te firmy - stwierdza.
- Tak, powódź w Polsce w 2024 roku miała jak najbardziej związek z pewnym spiskiem, ale nie tym, o którym najczęściej ludzie myślą - zaznacza.
Skąd zamiłowanie do tworzenia teorii?
- Jeśli wydarza się coś dużego, ważnego, dramatycznego, mamy taką wewnętrzną potrzebę wyjaśnienia tego w taki sposób, żeby można było komuś przypisać winę - wyjaśnia Piotr Stanisławski i dodaje, że często trudno nam uznać pewne zdarzenia za dzieło przypadku. - Po prostu tak działają nasze mózgi. Łatwiej nam poradzić sobie psychicznie z jakimś wydarzeniem, jeśli znajdziemy konkretną przyczynę - przyznaje.
- Każda rzecz, która budzi emocje, może być wykorzystana do wyłączenia myślenia. Jeżeli uda się kogoś przestraszyć i w dodatku da mu się proste, ale emocjonujące rozwiązanie zagadki, to działa bardzo na wyobraźnię - tłumaczy.
- A ci, którzy głoszą teorie spiskowe, podają nam bardzo konkretne przyczyny i wskazują winnych. Zawsze gdzieś tam w tle jest rząd światowy, depopulacja, CIA, NSA - ktokolwiek. To generuje poczucie, że wiemy więcej, że zgłębiliśmy tajemnicę, że jesteśmy lepsi, inteligentniejsi, lepiej poinformowani od tych wszystkich, którzy podążają za tym owczym pędem i dają się nabrać na te rzeczy, które są pokazywane w telewizji – dodaje ekspert.
Magdalena Hejna