ADHD - schorzenie, które wystawia wysoki rachunek. Ale można z nim żyć

W ostatnich latach dużo mówi się o ADHD, czyli zespole nadpobudliwości ruchowej z deficytem uwagi. Jaki rachunek wystawia ADHD osobom, które żyją z tym zaburzeniem, czy rzeczywiście jest za dużo diagnoz w kierunku ADHD a także o wielu innych aspektach i sprawach z tym związanych, Max Cegielski w audycji "Plik Tekstowy" rozmawiał z Anetą Pawłowską-Krać, autorką książki "Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD".

ADHD - schorzenie, które wystawia wysoki rachunek. Ale można z nim żyć

Max Cegielski

Foto: Anna Hernik dla Polskiego Radia

ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ang: attention deficit hyperactivity disorder) jest zaburzeniem neurorozwojowym. Głównymi symptomami są chroniczne problemy z koncentracją, impulsywność oraz nadmierna aktywność, utrudniające codzienne funkcjonowanie. Choć diagnozowane w dzieciństwie, objawy często utrzymują się w dorosłości, przybierając formę wewnętrznego niepokoju i trudności z organizacją.

"Czyste" ADHD nie istnieje: najczęściej łączy się z depresją i stanami lękowymi

- Skrót ADHD pochodzi oczywiście od nazwy po angielsku, a po polsku oznacza "zespół nadpobudliwości ruchowej z deficytem uwagi". W zasadzie w tej bardzo długiej nazwie mieści się wiele. Nie wszystko, ale wiele: nadpobudliwość ruchowa, psychoruchowa, deficyt uwagi… Przy czym z tą uwagą nie jest tak prosto, bo nie oznacza to, że osoby z ADHD nie mogą się skupić - mogą, ale na tym, co jej interesuje. Rzeczy nudne, powtarzalne są przez nie niezwykle trudne do wykonania, często odkładane na później, czasami w nieskończoność - opowiada Aneta Pawłowską-Krać, autorka książki "Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD". - Sprawa nadpobudliwości też nie jest prosta, ponieważ nie każdy ją posiada, gdyż są różne rodzaje ADHD. Ale nawet u tych osób, u których występuje komponent nadpobudliwości, z wiekiem ona jest tłumiona. Bo dorastający, dorosły człowiek, żyjąc i obserwując otoczenie, uczy się po prostu, co jest akceptowalne a co nie. I uczy się hamować zachowania, które nie są akceptowalne. Oznacza to, że tłumi np. potrzebę wstania i przejścia się. Wszystko to, co dzieciak zrobił bez zahamowani, dorosły już tego nie robi, gdzieś to zamyka w sobie. I ta nadpobudliwość zamienia się w mikroruchy: takie drobne rzeczy jak rysowanie, stukanie, machanie nogą poruszanie stopą, kręcenie włosów. Jest mnóstwo takich rzeczy i trudno nad tym zapanować. Ale to jest bardzo ważne, ponieważ ta tłumiona nadruchliwość zamienia się w niepokój, lęk wewnętrzny - wyjaśnia.

- Jak mówią specjaliści, "czysty ADHD nie występuje w naturze": ono łączy się przynajmniej z dwoma lub trzema zaburzeniami wspóistniejącymi. I najczęściej są to depresja i stany lękowe - dodaje.


Aneta Pawłowską-Krać "Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD" Aneta Pawłowską-Krać "Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD"

Rachunek, który wystawia ADHD

Z biologicznego punktu widzenia, ADHD wynika z zaburzonej gospodarki neuroprzekaźnikami, a konkretnie dopaminą i adrenaliną. To powoduje, że u osób z ADHD inaczej działa układ nagrody. Oznacza to, że to, co człowiekowi bez tego zaburzenia nie sprawia kłopotu, albo nawet daje jakąś satysfakcję, dla osób z ADHD w ogóle nie wiąże się z żadnym poczuciem nagrody. Żeby ono wystąpiło. bodziec musi być znacznie silniejszy.

- Stąd pojawia się poszukiwanie silniejszych bodźców. To może być niebezpiecznie szybka jazda samochodem czy na motocyklu, wchodzenie w młodości na różne wysokie drzewa i oczywiście spadanie z nich. Stąd bierze się ta tendencja do urazów ciała. Również nałogi są pewną odpowiedzią na tę potrzebę: np. nikotyna też daje wyrzut dopaminy. Alkohol również, ale alkohol także wycisza gonitwę myśli i rozluźnia wewnętrzny niepokój. Jeżeli chodzi o osoby uzależnione, około 20 procent to są osoby z ADHD. Dużo - stwierdza rozmówczyni Maksa Cegielskiego.

Ponad 80 procent osób nie wie, że ma ADHD

Niektórzy, np. Susan O’Sullivan w książce "Wiek diagnozy", sugerują, że jest za dużo diagnoz ADHD. Dość popularne są również opinie, że jest to "choroba cywilizacyjna".

- Twierdzenie, że ADHD wybuchło dziś, bo taką mamy cywilizację, to jest mylenie pojęć. Objawy ADHD mogą się nakładać na skutki tego, co dzisiaj nazywamy przebodźcowaniem mediami społecznościowymi. Jednak to, że komuś skraca się czas uwagi, bo ciągle bombarduje się niebieskim światłem i szybkimi treściami z telefonu, to nie jest ADHD. Może oczywiście być tak, że potem już trudniej się skupić na tekście, bo potrzebujemy silniejszych bodźców, ale to jest cywilizacyjne i nie należy mylić z tego z ADHD. Bo ADHD to jest coś, z czym człowiek się rodzi, a nie nabył, bo siedzi ciągle na komórce, albo zaczął grać i teraz dużo gra. ADHD jest zaburzeniem neurorozwojowym. Oznacza to, że człowiek się z tym rodzi, towarzyszy mu to całe życie, rozwija się mniej lub bardziej w zależności od warunków i te warunki też mają wpływ na to, jak to zaburzenie się rozwija. A te objawy będą silniejsze lub słabsze - tłumaczy Trójkowa gościni.

Opowiada też o tym, to wygląda na całym świecie. Okazuje się, że odsetek osób z ADHD jest wszędzie podobny i wynosi 3-5 procent. Oznacza to, że w Polsce, przyjmując tylko tę wartość niższą, żyje ok. 920 tys. osób z tym zaburzeniem. Jednak ile jest zdiagnozowanych i o tym wie? Właściwym jedynym sposobem dowiedzenia się tego, jest sprawdzenie ile zostało realizowanych recept. - Okazało się, że w 2025 roku leki wykupiło 134 tys. osób. To oznacza około 14 procent wszystkich potencjalnie mających ADHD w Polsce. Czyli 86 procent nie wie że ma ADHD i się nie leczy! - oblicza.

Leczenie ADHD tylko dla zamożnych?

I tu pojawia się problem najważniejszy: rola pieniędzy w diagnozowaniu i leczeniu osób z ADHD. Teoretycznie każdy w Polsce ma dostęp do bezpłatnej służby zdrowia. Ale jedna z historii opisana w książce "Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD" wskazuje, że ludzie, którzy mają więcej pieniędzy, łatwiej się zdiagnozują i skuteczniej się mogą się leczyć. - Wszystko kosztuje. Zrobienie diagnozy ADHD jest możliwe na NFZ, ale jest niezwykle trudne z wielu powodów. I dlatego większość diagnoz odbywa się w sektorze prywatnym. No i to musi kosztować, bo wiemy że wizyta u psychologa czy psychiatry kosztuje setki złotych. Trzeba to pomnożyć przez liczbę spotkań, gdyż takie diagnozy to ileś spotkań, nie jedno. Przeprowadzenie wywiadu diagnostycznego trwa przynajmniej półtorej godziny, a biorąc pod uwagę jeszcze wywiad bazowy, to będzie kolejny czas. I nie każdego na to stać. A to dopiero początek - wskazuje Aneta Pawłowską-Krać. - Leczenie, mówię o farmakoterapii w takiej bazowej, najbardziej popularnej formie, nie jest zbyt drogie: ok. 100 zł miesięcznie. Ale takie bardziej nowoczesne leki, które niedawno weszły do Polski to już są setki złotych miesięcznie. Psychoterapia również słono kosztuje, a dostanie się na psychoterapię na NFZ jest niezwykle trudne. Możliwe, ale wiadomo, jak jest… - przyznaje.

- Więc w którymś momencie może się pojawić hasło, że ogarnięcie tego tematu jest tylko dla ludzi zamożnych. Z drugiej strony, jeżeli przez ADHD ktoś nie może utrzymać żadnej pracy, bo go wyrzucają, bo rezygnują z niego, bo sam nie wytrzymuje i odchodzi, to podjęcie próby przynajmniej ogarnięcia tego tematu, może sprawić, że będzie miał więcej pieniędzy, bo będzie miał pracę - dodaje.

Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.


Piotr Radecki