Andrzej Chyra o filmach konkursowych na BellaTOFIFEST: kino skierowane na siebie
Werdykt konkursowy tegorocznego MFF BellaTOFIFEST zostanie ogłoszony wieczorem w piątek (3 lipca). Tymczasem w audycji "Trójkowo, Filmowo" Ryszard Jaźwiński rozmawiał z zasiadającym w jury konkursu ON AIR Andrzejem Chyrą. Aktor oczywiście nie zdradził werdyktu, jednak podzielił się swoją refleksją na temat obejrzanych produkcji.
Andrzej Chyra
Foto: Cezary Piwowarski/PR
Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST w Toruniu od 2003 roku prezentuje kino autorskie, społecznie zaangażowane i odważne, w dużej mierze promujące twórców debiutujących oraz skupione wokół opowieści o człowieku. Festiwal od lat promuje europejskie produkcje wyłamujące się z konwencji gatunkowych i narracyjnych, wprowadzające świeże pomysły i burzące stereotypy. Szczególny nacisk kładzie na filmy podejmujące odważne, często trudne tematy, które prowokują do refleksji i dyskusji. To wydarzenie, które nie tylko honoruje mistrzów kina, ale otwiera przestrzeń dla tych twórczyń i twórców, którzy dopiero poszukują swojego miejsca w świecie filmu.
"To kino w większości skierowane na siebie"
Andrzej Chyra, jako członek jury w konkursie ON AIR, oczywiście obejrzał wszystkie 12 filmów, wśród których znalazła się również polska produkcja "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej". Co sądzi o tym, co zobaczył? - To jest reprezentacja pewnego momentu, pewnego czasu, pewnego pokolenia. Chociaż co rok te filmy potrafią być zupełnie różne i nagle z filmów, które opisują bardzo szeroko i różnorodnie świat, wchodzimy w produkcje, które są skierowane na samego twórcę, są wprost autotematyczną autoprezentacją. I tutaj właśnie mamy ewidentnie kino skierowane na siebie. Nie mówię, że wszystkie filmy: libański "Sad and Beautiful World" oraz "Hijra", koprodukcja Arabii Saudyjskiej i Anglii, opowiadają o świecie o Bliskim Wschodzie, który jest permanentnie stanie wojny i próbie znalezienia sposobu na funkcjonowanie i prowadzenia normalnego życia - mówi Trójkowy gość.
"Myślę, że czasami obraz jest zbyt uproszczony"
Generalnie jednak rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego wskazuje, że zdecydowana większość produkcji to opowieści o sobie. I nie jest to dobre. - Mam wrażenie jakby ci reżyserzy w tym opowiadaniu o sobie nie oglądali nawzajem swoich filmów. Że są tak zajęci, tak pochłonięci próbą zrealizowania filmu, że tracą perspektywę innych twórców. I w efekcie jest wiele filmów, które nie to, że są podobne, ale opowiadają o podobnych sprawach. I siłą rzeczy czasem miałem takie wrażenie, że oglądam jakby ten sam film, na ten sam temat, opowiadamy w podobny sposób, który zaczyna się od portretu bohatera… - tłumaczy. - I ja już wiem, gdzie ten film nas pociągnie: mogę się domyślać, że ten bohater jest osobą osamotnioną w swoim spotkaniu ze światem. Osamotniony i niezrozumiany: on nie rozumie pewnych zasad, ale też świat nie rozumie jego potrzeb, jego zagubienia (…) Jest bardzo dużo nieporozumień międzypokoleniowych, z tym, że to starsze, schodzące pokolenie jest najczęściej opisywane jako to, które nie rozumie, jest mało elastyczne, nie zgaduje oczekiwań tego młodszego pokolenia - opowiada.
- Myślę, że czasami ten obraz jest zbyt uproszczony. I w gruncie rzeczy nie wnosi nic nowego (…) Myślę, że warto zacząć rozszerzać to pole działania i tematy których dotykamy, bo na dłuższą metę to staje się nużące - dodaje.
"Wspólnota przeżycia kinowego jest bardzo ważna"
Andrzej Chyra zwraca też uwagę, że ci debiutujący twórcy jakby zapominali o widzu. Tymczasem chodzi o to, aby tego widza "zahaczyć", zainteresować. - W dzisiejszym świecie kino bez widza umiera. A kino musi żyć, bo to ono daje ten prawdziwy kontent filmowy i to, co później oglądamy w serialach i innych produkcjach, w gruncie rzeczy swoje źródło ma w kinie oglądanym w kinie - wskazuje. - Bo właśnie tam jest to najpełniejsze spotkanie z kinem: możliwość obejrzenia filmu w całości, co dla dzisiejszego widza niekoniecznie jest takie oczywiste, przeżycie go w takiej intymności. Intymności własnej, intymności z innymi ludźmi. To są ukryte emocje, ale do nas także coś dociera. Ta wspólnota przeżycia kinowego jest bardzo ważna - zapewnia.
- Więc życzę wszystkim, którzy byli na tym festiwalu i wszystkim, którzy w ogóle zaczynają, odwagi oraz może wyjścia z tego obowiązującego dziś paradygmatu w rozumieniu kina - stwierdza.
Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki