Tribeca Festival. Premiera "Jak nakarmić dyktatora" wg książki Witolda Szabłowskiego
Oparty na książce Witolda Szabłowskiego dokumentalny film "Jak nakarmić dyktatora" w reżyserii Andrew Needa, będzie miał światowa premierę w środę, 10 czerwca, na prestiżowym festiwalu filmowym Tribeca w Nowym Jorku. Polski dziennikarz jest również scenarzystą i koproducentem filmu.
Witold Szabłowski
Foto: PAP/Piotr Nowak
Wydana po raz pierwszy w 2019 roku książka "Kucharze dyktatorów" stała się międzynarodowym bestsellerem i do dziś doczekała się około 30. tłumaczeń. Zachwyciła nie tylko wielbicieli non-fiction: zdobyła m.in. Gourmand World Cookbook Award. I jako pierwsza polska książka reporterska została sprzedana do Hollywood.
Dekadencka i przerażająca historia od kuchni
Witold Szabłowski, dziennikarz i reportażysta, laureat Nagrody Dziennikarskiej Parlamentu Europejskiego, przez osiem lat podróżował po świecie, by spotkać się i porozmawiać z tymi, którzy karmili największych dyktatorów, najbardziej bezwzględnych przywódców współczesnego świata. To jedyny reporter na świecie, który wsłuchał się w historie kucharzy aż dziesięciu dyktatorów: od Saddama Husajna, przez Fidela Castro, Kim Dzong Ila, po Wojciecha Jaruzelskiego i Muammara Kaddafiego. Pytał ich, co jedli ich mocodawcy w kluczowych momentach swoich rządów. Tak powstali "Kucharze dyktatorów" - osobliwy mariaż reportażu z książką kucharską.
- To w jakimś stopniu nawiązuje do Hannah Arendt i jej banalności zła. Codzienne rzeczy, które kochamy - tak, jak np. jedzenie - w kontekście dyktatury mogą nabrać zupełnie innego wymiaru - mówi Andrew Neel, amerykański reżyser, który postanowił przenieść historię Szabłowskiego na ekran. I stworzył 95-minutowy dokument "Jak nakarmić dyktatora" strukturą przypominający menu degustacyjne, w którym porcje dekadenckiego kulinarnego przepychu przeplatają się z otrzeźwiającymi porcjami przerażających zbrodni. To historia widziana od kuchni. Dosłownie.
Oliwki pod linijkę, trup żony w bagażniku
Bohaterów filmu jest pięcioro. Podróżujemy więc przez cały świat: od Korei Północnej, przez Kambodżę, Irak, Ugandę, aż po Chile. Diety dyktatorów różniły się (co oczywiste), jednak apetyt był taki sam. Kim Dzong Il kochał pizzę pepperoni. Saddam Husajn nie mógł żyć bez grillowanego karpia (co zresztą przyczyniło się do jego schwytania). Idi Amin był w stanie podobno pochłonąć całego pieczonego kozła. A zarazem twierdził, że zjedzenie czyjegoś serca chroni przed nawiedzaniem przez jego ducha...
Podobnie jak menu, ocena przeszłości jest bardzo zróżnicowana. Słynny pizzaiolo Ermanno Furlanis wspomina terror pieczenia dla Kim Dzong Ila: życie pod nadzorem, paszport pod strażą, aparatczyk wpadający do kuchni, żeby sprawdzić, czy oliwki na ulubionej pizzy dyktatora są rozmieszczone w równych odstępach.
Udręczony Ugandyjczyk Charles Otonde Odera, kucharz Idiego Amina, opowiada o błyskawicznej drodze awansu: jednego dnia biedny wieśniak, który w ciągu kilku dni jeździ mercedesem i gotuje dla ośmiu żon. Swój wybór zaczął kwestionować dopiero wtedy, kiedy w bagażniku samochodu znaleziono zwłoki drugiej żony Amina (podobno została zabita za zdradę). - Zacząłem tęsknić za moją dawną, niską pensją. Ale przynajmniej moje serce było spokojne - mówi w filmie.
Wierność ponad wszystko
Lojalność pozostałych jest niepokojąca. Coco Pacheco, kucharz Pinocheta, nazywany przez Neela "chilijskim Emerilem Lagasse" [znany amerykański kucharz - przyp. red.], trzyma pod szkłem czapkę swojego szefa i wznosi toasty przy jego pustym nakryciu. - Był jak rodzina: nigdy nie rozmawialiśmy o polityce. Dużo się przy nim śmiałem - wspomina. A temat dziesiątek tysięcy zabitych i torturowanych przez reżim Pinocheta kwituje krótko: - Musiał wydawać rozkazy, których nie chciał wydawać. Takie jest życie.
Keo Samoun, kucharka Pol Pota, wciąż odwiedza jego zaniedbany grób i rozkłada na nim jego ulubione ryby, owoce i ryż. Robi to dla człowieka, którego wciąż traktuje niemal jak boga: to on zaaranżował jej małżeństwo, zapłacił za ślub i wydał ją za mąż. I nie potrafi go połączyć z osobą architekta ludobójstwa, które pochłonęło 1,5-3 miliony mieszkańców Kambodży. - Chociaż popełnił błędy, nie wszystko mogło być złe - mówi ze łzami w oczach, kiedy jeden z tłumaczy podważa jej poglądy, wspominając własne doświadczenia bicia i torturowania przez Czerwonych Khmerów.
Były szef kuchni Saddama Husajna jest podobnie lojalny, nazywając "ojcem Iraku" prezydenta, który użył broni chemicznej przeciwko własnemu narodowi. Ponieważ boi się wrogów dyktatora mówi pod pseudonimem, jego głos został zmieniony komputerowo, a na ekranie pojawia się jako czarna sylwetka. - Jedną z rzeczy, które naprawdę mi się podobały, był pomysł, że był po prostu czarną dziurą. Moim zdaniem, w pewnym sensie Saddam wykluczył go ze świata - mówi reżyser.
Charles Otonde Odera, kucharz Idiego Amina To był tylko świetny interes?
Film Andrew Neela opiera się na nieprzyjemnie uwierającej tezie: że ludzie pomagają tworzyć dyktatorów równie skutecznie, co ich obalać. A kucharze podtrzymujący reżimy to po prostu kolejni, którzy dali się w to wciągnąć. - Wszyscy chcą zapomnieć o rzeczach, nawet o ludziach, którzy przez to przeszli. To jest okropny spadek, jaki pozostawia po sobie dyktatura: ludzie brutalnie traktowani przez reżim, żyjący obok ludzi, którzy na tym skorzystali - stwierdza. - Kucharz Saddama co roku dostawał samochód. Zdanie "to był świetny interes" napędza, jak myślę, cały świat. Podobnie, jak zdanie "to był tylko biznes" - wskazuje.
Na końcu Neel przyznaje, że myślał o włączeniu do dokumentu jeszcze jednej postaci. Znalazł kucharza, który gotował dla Donalda Trumpa, zanim ten wygrał wybory prezydenckie. Po zwycięstwie kucharz przestał odbierać telefony. - Pewnie się bał o swoją pracę. Pewnie miał świetny interes - podsumowuje reżyser.
Witold Szabłowski "Kucharze dyktatorów" Piotr Radecki