"Inne wymiary naszego istnienia". David Szalay o książce "Ciało"
David Szalay był gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". W rozmowie pojawiły się wątki dotyczące powstawania książki, jej głównej idei oraz momentu, w którym autor po raz pierwszy naprawdę poznał stworzoną przez siebie postać Istvána.
David Szalay w Trójce.
Foto: Kirsty Wigglesworth/Associated Press/East News
David Szalay był gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". W rozmowie z Trójką autor opowiedział o powieści "Ciało" - historii mężczyzny pozostającego w konflikcie intrapersonalnym, wyobcowanego z życia, nad którym nie panuje, i nieprzystającego do ról, które musi odgrywać. To właśnie za tę książkę pisarz otrzymał Nagrodę Bookera w 2025 roku.
"Tytuł faktycznie stanowił wyzwanie"
Jak przyznaje autor, jednym z największych wyzwań związanych z książką okazało się jej tłumaczenie. Szczególnie trudne było oddanie sensu tytułu i stojącego za nim założenia powieści.
- Tytuł faktycznie stanowił wyzwanie przy tłumaczeniu na różne języki. Ponieważ w wielu z nich określenia na ciało i mięso brzmią tak samo. Po angielsku mamy na przykład dwa odrębne słowa. Angielski tytuł książki to "Flesh", a nie "Meat". Gdyby brzmiał „Meat”, miałby trochę inny wydźwięk. Oddanie tego niuansu stanowiło trudność dla tłumaczy, szczególnie na język niemiecki, język włoski czy język niderlandzki. Pojawiło się wiele różnych rozwiązań. W niemieckim wydaniu zdecydowano się na zupełnie inny tytuł - mówi autor.
Szalay podkreśla, że polski tytuł "Ciało" dobrze oddaje podstawowy temat powieści. Jednocześnie angielskie słowo "Flesh" niesie ze sobą dodatkowe znaczenia i skojarzenia, które były dla niego istotne.
- Pod względem koncepcyjnym "Flesh" i "Body" są do siebie bardzo zbliżone. Oba pojęcia odnoszą się do fizyczności istnienia. Książka nie dotyczy jednak wyłącznie fizyczności i nie chciałbym, żeby ktokolwiek w ten sposób ją odbierał. Niemniej od niej się zaczyna, traktując ją jako podstawę wszystkich innych aspektów naszego życia. Angielski tytuł "Flesh" miał to w pewnym sensie oddać. Poza tym jest to słowo w angielskim, które ma zupełnie różne konotacje. Jedna z nich jest dość dosadna i wulgarna. Kojarzy się z pornografią, horrorem czy czymś tandetnym. Ten aspekt tyczy się samego słowa, ale także książki. Poza tym "Flesh" ma konotacje biblijne i wielokrotnie pojawia się w Biblii. (...) To ten aspekt tytułu, który przenosi nas poza sferę czysto fizyczną i wprowadza nas w ideę przekraczania cielesności. Sugeruje, że poza cielesnością mogą istnieć inne wymiary naszego istnienia. O tym również opowiada ta książka – mówi autor.
Pisarz przyznaje, że pracując nad książką, wychodził od bardzo konkretnej idei. Chciał opowiedzieć o cielesności jako podstawowym fakcie ludzkiego istnienia, z którego wynikają kolejne doświadczenia.
- Kiedy zaczynałem pisać tę książkę, miałem pewien pomysł. Była to jedna z kluczowych koncepcji dla całej powieści, a zarazem coś, w co po prostu głęboko wierzę w kontekście życia w ogóle. Fakt, że jesteśmy fizycznymi, żywymi ciałami, jest najważniejszą i najbardziej podstawową prawdą o naszej egzystencji. Wszystko inne w naszym życiu jest na tym w jakiś sposób zbudowane bądź z tego wynika. Chciałem napisać książkę, która przyjmowałaby to spostrzeżenie za zasadę przewodnią. Myślę, że traktujemy to jako coś tak oczywistego, że tracimy to z oczu – opowiada gość Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata".
Posłuchaj audycji w Trójce:
"Nie zawsze pierwszy rozdział powstaje na początku"
Laureat Nagrody Bookera za 2025 rok opowiadał również o samym procesie tworzenia powieści. Jak przyznał, początkowo nie wiedział jeszcze, czy pisze pierwszy rozdział większej całości, czy osobne opowiadanie.
- Powiedziałbym, że nie zawsze pierwszy rozdział powieści powstaje na początku. Ale w przypadku tej książki tak było. W pierwszym rozdziale książki 15-letni István zostaje uwiedziony przez starszą kobietę, z którą wdaje się w katastrofalny w skutkach związek. Wtedy właśnie poznałem Istvána. Kiedy pisałem ten fragment, nie byłem pewien, czy piszę pierwszy rozdział powieści, czy oddzielne opowiadanie. (...) Na pewno nie miałem pewności, że będzie to pierwszy rozdział książki. To właśnie w tamtym momencie poznałem tę postać. Pomyślałem sobie, że gdy ten tekst będzie już gotowy i przybierze ostateczną formę, stanie się naprawdę wciągającym początkiem. Zacząłem się zastanawiać, jak można by go było rozwinąć w dłuższą formę, i wtedy zacząłem myśleć o życiu Istvána w znacznie szerszym kontekście - mówi autor.
Między pisarzem a głównym bohaterem można znaleźć pewne podobieństwo. Obaj funkcjonują w różnych miejscach i krajach, choć w przypadku Istvána ten ruch ma zupełnie inny charakter i wynika z innych doświadczeń.
- W moim własnym życiu dzieje się coś podobnego, jednak wygląda to inaczej niż w przypadku Istvána. Dużo podróżowałem i z różnych powodów mieszkałem w innych krajach. Czasem wynikało to z przypadku, a czasem z bardzo świadomych decyzji. To w ogóle znak naszych czasów - mówi autor.
Całości rozmowy możesz posłuchać w TYM miejscu.
Mateusz Wysokiński