Nawrocki rozmawiał z Trumpem? Przydacz: naciskaliśmy na Amerykanów

W ostatnich dniach przetoczyła się dyskusja dotycząca obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Renata Grochal zapytała wprost Marcina Przydacza, czy Karol Nawrocki osobiście rozmawiał z Donaldem Trumpem w tej sprawie. - Prezydent Trump przeciął tę sprawę swoim komunikatem - wyjaśnił szef Biura Polityki Międzynarodowej w "Bez Uników".

 Nawrocki rozmawiał z Trumpem? Przydacz: naciskaliśmy na Amerykanów

Marcin Przydacz

Foto: PR3

OGLĄDAJ. Marcin Przydacz gościem Renaty Grochal

13 maja Pentagon ogłosił decyzję o anulowaniu planowej rotacji 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski, a blisko tydzień później prezydent USA Donald Trump cofnął tę decyzję i ogłosił wysłanie do Polski "dodatkowych 5 tys. amerykańskich żołnierzy". 

Marcin Przydacz pytany był w "Bez Uników" jak należy interpretować słowa prezydenta USA i ilu amerykańskich żołnierzy trafi do Polski. Czy do obecnych 10 tys. dołączy 5 tys., czy jednak, zgodnie z komunikatem Penatgonu, należy jeszcze 4 tys. odjąć? - Powinniśmy wszyscy o to walczyć, aby po pierwsze ta brygada rotowana, która jeszcze nie dopłynęła, dopłynęła - powiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Dodał, że trzeba też powoływać się na słowa Trumpa, że ma to być "additional", czyli dodatkowe 5 tys. - Naszym celem powinno być 15 tys. - stwierdził. - Jako scenariusz minimalny, możemy przyjąć, że nawet 11 tysięcy to już będzie zwiększenie tysiąc - uzupełnił. 

Wskazał, że w Pentagonie trwają rozmowy i prace planistyczne, gdzie i jakie siły amerykańskie zostaną rozlokowane. - Dzisiaj jest kluczowy moment, w którym trzeba Pentagon, Biały Dom, Narodową Radę Bezpieczeństwa, Departament Stanu przekonywać, aby te siły po pierwsze były zwiększone w Polsce, a po drugie, aby zmieniła się rotacyjność na obecność stałą - dodał. Jak tłumaczył, wtedy nie będzie co pół roku niepewności "czy przypłyną, czy nie przypłyną". - Jak będą na stałe, to będziemy na pewno wszyscy mieli większe poczucie bezpieczeństwa - ocenił.

Wskazał, że do stałej obecności konieczne jest zapewnienie infrastruktury, a tym się już prezydent i jego doradcy nie zajmą. Tłumaczył, że chodzi o kwestie zakwaterowania, baz, gdzie wojskowi mają być rozlokowani, szkół dla ich dzieci. Przydacz wyraził przekonanie, że MON będzie na tym zależało i dołoży w tym zakresie wszelkich starań.

Przypomniał, że w Poznaniu na stałe funkcjonuje dowództwo V korpusu i to udało się załatwić za poprzednich rządów. - Tylko że to dowództwo dowodzi wojskami, które są dzisiaj w Niemczech, więc naturalną konsekwencją byłoby jednak podciągnięcie tych wojsk do stałej obecności w Polsce - stwierdził. Wyjaśnił, że "nam zależy na tym, żeby po prostu w Europie było więcej wojsk" i nie kosztem Niemiec. - Natomiast jeśli prezydent Trump miałby zdecydować o wycofaniu z Niemiec tych wojsk i rozlokowaniu ich gdzieś poza Europą albo w Stanach Zjednoczonych, no to jasne jest, że lepiej by było, gdyby oni trafili do do Polski - argumentował. - Prawdopodobnie ta decyzja dotycząca ograniczenia obecności amerykańskiej w Niemczech i tak już zapadła - przyznał. 


Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Filip Ciszewski