Irena Szewińska przesuwała granice tego, co wydawało się niemożliwe

29 czerwca przypada 8. rocznica śmierci Ireny Szewińskiej, jednej z najwybitniejszych lekkoatletek w historii. Dziewczyna odkryta podczas szkolnych zawodów, wyrosła na olimpijską multimedalistkę i jedyną sportowczynię, która ustanawiała rekordy świata na 100, 200 i 400 metrów. Dziś przypomnimy bohaterkę, która trwale zmieniła historię sportu, nie tylko kobiecego.

Irena Szewińska przesuwała granice tego, co wydawało się niemożliwe

Irena Szewińska (1970 r.)

Foto: archiwum CAF/PAP

Jej dzieje to historia kobiety, która przez blisko 20 lat zmuszała świat do zmiany wyobrażeń o tym, co potrafi sportsmenka. Kiedy miała 18 lat pojechała na Igrzyska Olimpijskie do Tokio. Wróciła z trzema medalami, złotym w sztafecie 4x100 metrów oraz dwoma srebrnymi, w biegu na 200 metrów i w skoku w dal.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Nierealne wyniki 15-letniej Ireny 

Nagle cała Polska znała nazwisko Kirszenstein. Jeszcze nie Szewińska. A przecież wszystko zaczęło się kilka lat wcześniej od szkolnego sprawdzianu. Podczas biegu na 60 metrów nauczycielka wychowania fizycznego spojrzała na stoper i uznała, że musiał się zepsuć. Wynik 15-letniej Ireny wydawał się niemożliwy. Kazała jej więc pobiec jeszcze raz. Stoper działał bez zarzutu.

W ten sposób odkryto największy talent w historii polskiej lekkoatletki. To był moment szczególny. Polska Rzeczpospolita Ludowa potrzebowała sukcesów i sportowcy stawali się bohaterami zbiorowej wyobraźni. Ale nawet wśród nich młoda lekkoatletka wyróżniała się. Nie specjalizowała się w jednej
konkurencji. Skakała w dal, biegała na 100 metrów, 200, później 400. Za każdym razem należała do najlepszych na świecie. Do dziś pozostaje jedyną lekkoatletką w historii, która ustanowiła rekordy świata na 100, 200 i 400 metrów. 31 lat i wciąż najlepsza lekkoatletka świata na 200 i 400 metrów.

Trudna droga do olimpijskich medali 

Jej droga nie była jednak prostą historią o nieustannych zwycięstwach. Urodziła się w 1946 roku w Leningradzie, dokąd wojna rzuciła jej rodziców. Ojciec był warszawiakiem, matka pochodziła z Kijowa. Rodzina miała żydowskie korzenie. Rok później wrócili do Polski i zamieszkali w Warszawie. To tutaj zaczęła biegać.

Początkowo bardziej dlatego, że sprawiało jej to radość, a nie z powodu marzeń o olimpijskich medalach. W latach 60. świat sportu był jednak inny niż dziś.
Kobiety słyszały, że są zbyt delikatne na wyczynowy wysiłek, a jeszcze niedawno lekarze przekonywali, że intensywne bieganie może zaszkodzić ich zdrowiu i odebrać im szansę na macierzyństwo. Na igrzyskach kobiecych konkurencji było znacznie mniej niż męskich. Każda zawodniczka musiała nieustannie udowadniać, że w ogóle ma prawo być na stadionie.

Powrót do wyczynowego sportu po urodzeniu dziecka 

A potem zrobiła coś jeszcze ważniejszego. W 1970 roku urodziła syna Andrzeja i wróciła do sportu. Dzisiaj powrót do wyczynowego sportu po urodzeniu dziecka nikogo już nie dziwi, ale wtedy wiele osób uważało, że ciąża oznacza koniec kariery. Szewińska przez wiele miesięcy nie mogła bowiem normalnie trenować, wróciła jednak na bieżnię i zdobyła kolejne medale. A potem podjęła decyzję, która wydawała się jeszcze bardziej ryzykowna. Zmieniła konkurencję. Zrezygnowała z dystansu, na którym była światową gwiazdą i zaczęła biegać na 400 metrów. Zupełnie inny wysiłek, inna taktyka, inne rywalki. W 1974 roku jako pierwsza kobieta w historii zeszła poniżej 50 sekund na tym dystansie. Dwa lata później podczas Igrzysk Olimpijskich w Montrealu zdobyła złoty medal i ustanowiła rekord świata. To właśnie ta umiejętność ciągłego zaczynania od nowa wydaje się dziś najbardziej niezwykła w historii Ireny Szewińskiej.

Każdym treningiem przesuwała granice niemożliwego

Po zakończeniu kariery nie zniknęła ze sportu, kierowała Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki, została członkinią Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i przez kolejne lata pracowała na rzecz sportu już nie na bieżni, ale przy negocjacyjnych stołach.

Dziś łatwo zachwycać się liczbami. Siedem medali olimpijskich, trzy złote, dziesięć medali Mistrzostw Europy, rekordy świata, ale może ważniejsze jest coś innego. Irena Szewińska należała do pokolenia kobiet, które wiele o równości nie mówiły. Po prostu codziennie ją "wybiegiwały". Każdym treningiem, każdym startem i każdym rekordem przesuwały granice tego, co wydawało się możliwe.