"Hamlet" po śląsku w katowickim Teatrze Śląskim. Premiera już 15 maja
W katowickim Teatrze Śląskim trwają przygotowania do premiery spektaklu "Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku". To pierwsza inscenizacja dramatu Szekspira w całości w języku śląskim. Reżyseruje Robert Talarczyk, przełożył Mirosław Syniawa.
Teatr Śląski "Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku", reż. Robert Talarczyk
Foto: mat. prasowe
"Hamlet" to nie tylko najbardziej znany dramat Szekspira, to zarazem bodaj najsłynniejsza sztuka teatralna na świecie. Napisany i wystawiony na przełomie XVI i XVII wieku od razu stał się przebojem. Pierwszego przekładu na język polski dokonał w roku 1797 Wojciech Bogusławski i, co ciekawe, tłumaczył nie z języka oryginału, ale z niemieckiego.
Przede wszystkim ciekawość sceniczna
Podczas konferencji prasowej zorganizowanej we foyer Teatru Śląskiego w Katowicach, reżyser spektaklu, Robert Talarczyk, zaznaczył, że decyzja o realizacji nie wynika z potrzeby podkreślania tożsamości, lecz z ciekawości scenicznej. - To nie jest żaden powód do jakiegoś wstydu ani dumy: gramy po śląsku i tyle. Uważam, że warto było zaryzykować i zaprosić do przekładu Mirka Syniawę, by sprawdzić, jak te słynne słowa zabrzmią w tym języku. To pierwsze całościowe tłumaczenie, więc wchodzimy na teren, który nie był wcześniej sprawdzony w praktyce scenicznej - tłumaczył.
Zwrócił uwagę, że spektakl nie rekonstruuje realiów regionalnych. Akcja - zgodnie z przekładem - toczy się w fikcyjnym "Dynemarku", który nie jest ani Danią, ani Śląskiem, choć może przywoływać skojarzenia z regionem. - To jakaś alternatywa, państwo, które istnieje w alternatywnej rzeczywistości. Śląskość jest obecna, ale przetworzona, nie dosłowna - podkreślił.
Hamlet - synek z bloku ze Śląska
W tytułowej roli wystąpi Paweł Kempa, który swoją interpretację opisuje jako proces "ciągłego niedookreślenia". - Ciągle szukam Hamleta i wydaje mi się, że do premiery będę go szukał. Nie wiem, czy odnalezienie go jest potrzebne, bo ciągłe poszukiwanie jest o wiele cenniejsze. Jawi się jako inteligentny, zwykły synek z bloku ze Śląska - powiedział aktor.
Kempa podkreślił, że język śląski wpływa nie tylko na brzmienie tekstu, ale też na sposób budowania emocji. Dodał także, że tłumaczenie Syniawy operuje śląszczyzną literacką, bardziej wysublimowaną niż codzienna mowa, co zbliża je do funkcji, jaką w oryginale pełni język elżbietański.
Czy ten tekst "zadziała" po śląsku?
Twórcy przyznają, że pracują w kontekście wyraźnego "zagęszczenia" inscenizacji "Hamleta" w Polsce. W ostatnich miesiącach powstaje kilka nowych realizacji, m.in. w Sosnowcu, Krakowie i Warszawie. - To ciekawa sytuacja, bo widzowie mogą porównywać różne odczytania tej samej historii. Nasza propozycja jest odrębna przez język, ale o jej wartości zdecyduje dopiero scena - wyjaśnił Talarczyk. I określił swój projekt jako "ryzyko artystyczne", którego efekt pozostaje otwarty do premiery. - Interesowało mnie przede wszystkim sprawdzenie, czy ten tekst "zadziała" po śląsku, czy emocje, sensy i rytm języka się obronią - wskazał.
Zespół nie ukrywa, że zainteresowanie premierą jest duże, co, jak zaznaczył reżyser, nie musi automatycznie przełożyć się na ocenę artystyczną. - Frekwencja i sprzedaż biletów to jedno, a to, czy spektakl "uniesie" tekst, okaże się dopiero w kontakcie z widzem - dodał.
mat. prasowe/PAP/Piotr Radecki