"Dziecko z pyłu" - historia setek tysięcy niechcianych dzieci wojny w Wietnamie
Pełnometrażowy dokument Weroniki Miliczewskiej "Dziecko z pyłu" to przejmująca opowieść o poszukiwaniu tożsamości i traumie z jaką zmagają się potomkowie amerykańskich żołnierzy stacjonujących w latach 60. i 70. w Wietnamie. Z reżyserką i operatorem Mikaelem Lipińskim w audycji "Trójkowo, Filmowo" rozmawiał Ryszard Jaźwiński.
W emocjonalnej podróży, gdzie uśmiech wkrada się przez łzy, bohater dokumentu "Dziecko z pyłu" oprócz ojca odnajduje coś jeszcze – siłę, by uwolnić się od traum przeszłości i zbudować nową przyszłość
Foto: materiały prom.
"Dziecko z pyłu" to film, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Potwierdzają to zdobyte już nagrody: Złoty Lajkonik i Złoty Róg na Krakowskim Festiwalu Filmowym, ale też liczne wyróżnienia zagraniczne.
Kim są wietnamskie "dzieci z pyłu"?
"Dzieci z pyłu" to są osoby, które same siebie tak określają. To dzieci ulicy, których tożsamość jest jak pył. Pył, który opadł po wojnie w Wietnamie…
- To są osoby które, zazwyczaj nie mogą odnaleźć swoich ojców. A w Wietnamie to ojciec definiuje tożsamość człowieka. Bez ojca jest nikim. A zwłaszcza z ojcem nieobecnym, ojcem, który sprawił, że oni zawsze wyglądali inaczej. Dlatego wytykano ich palcami, byli wyzywani, bici - tłumaczy reżyserka dokumentu "Dziecko z pyłu" Weronika Miliczewska. - To naznaczyło ich tożsamość, całe ich życie. Życie w wykluczeniu, często na marginesie, bez edukacji - mój bohater nie potrafi czytać ani pisać. A mimo to podejmuje karkołomne wyzwanie, aby odmienić swój los. I właśnie to uwarunkowanie kulturowe wynikające z tego, jak bardzo ważny jest ojciec, sprawia, że pierwszy raz w życiu chce tego ojca spotkać - opowiada.
Człowiek, który uniesie głosy setek tysięcy innych ludzi
Swojego bohatera autorka filmu szukała dwa lata. Co więcej, wcale nie była pewna, że chce robić ten film… - Ja ogólnie wierzę, że w dokumencie to filmy wybierają nas, a nie do końca my je wybieramy. Bo cały proces jest tak złożony, tak skomplikowany, że jeżeli poczuję w sercu taką odpowiedzialność, że skoro ta historia do mnie przyszła i jestem najlepszą osobą, która mogłaby tę historię opowiedzieć, zawsze sobie zadaje pytanie "dlaczego?". I w tym przypadku szalę przeważył bohater, Sang, czyli tytułowe "dziecko z pyłu" - tłumaczy rozmówczyni Ryszarda Jaźwińskiego. - Sang ujął mnie przede wszystkim swoją niesamowitą szczerością, prostotą emocji, ale jednocześnie złożoną, niesamowitą duchowością, która objawia się w codziennym życiu. Wiedziałam, że Sang może być osobą, która uniesie głosy setek tysięcy innych niechcianych dzieci wojny - wskazuje.
Wszystko jest oparte na zaufaniu i przyjaźni
Jednak same początki projektu były o wiele bardziej skomplikowane. - Na początku "zarzuciłam wędkę" poszukując bohatera, ale też to nie było tak, że za wszelką cenę. I nawiązałam kontakt z NGO, która poszukuje amerykańskich weteranów z Wietnamu właśnie dla tych niechcianych dzieci, które do tej pory ukrywają się w Wietnamie. Ten NGOs organizuje testy DNA, szmugluje je nielegalnie do Wietnamu (bo tam są zabronione), a później muszą je wywieźć w jakiś sposób. I trzymają je w bazie… - opowiada Trójkowa gościni. - Robią to z czystej pasji. Stoi za tym jeden człowiek, który kiedyś, 30 lat temu, był w Wietnamie. Wszedł w niewłaściwą uliczkę, ktoś mu przestawił nóż do gardła, a obronili go właśnie tzw. Amerasians. I przez całe życie chce spłacić ten dług: bezinteresownie pomaga odnajdując ich ojców. Wszystko w tym filmie jest oparte właśnie na zaufaniu i przyjaźni… - przyznaje.
Piotr Radecki