Na planie nie może być zbyt wesoło, zbyt miło - mówi reżyser Łukasz Karwowski

Łukasz Karwowski obecnie pracuje równolegle nad dwoma tytułami: "Prawda" i "My". I o tym drugim w audycji "Trójkowo Filmowo" rozmawiał z nim Ryszard Jaźwiński.

Na planie nie może być zbyt wesoło, zbyt miło - mówi reżyser Łukasz Karwowski

Łukasz Karwowski

Foto: PAP/Paweł Supernak

Łukasz Karwowski najpierw skończył polonistykę, a później - reżyserię. Debiutował dobrze przyjętym "Listopadem" (1992), później były m.in. "Południe - Północ" (2006) ale także głośny "Kac Wawa" (2011). Ostatnio nakręcił dramaty "Jedna dusza" (2023) i "Dwie siostry" (2024).


Trzy pokolenia kobiet odbudowuje relacje  

"My", podobnie jak większość poprzednich filmów Karwowskiego, to historia rodzinna. Tym razem na pierwszym planie są kobiety. - To historia 17-letniej dziewczyny, kobiety 39-letniej i kobiety 58-letniej: córki, matki i babci. To są trzy kobiety, które nie widziały się przez 13 lat, ponieważ matka siedziała w więzieniu - opowiada o swoim filmie reżyser. - Ta rodzina się rozpadła. Teraz się spotykają i próbują w taki wakacyjny sposób nad morzem odzyskać ten stracony czas, odbudować te relacje. Spróbować sobie wybaczyć różne rzeczy, podejść do siebie jakoś tak empatycznie. Na początku to się nie układa, ale jednak z czasem ta ich miłość i więź, ta relacja między córką, mamą, a babcią się odbudowuje - zdradza.

- Nie ma happy endu, bo to nie jest hollywoodzki słodki film. On jest pełen różnych trudnych miejsc, ale chciałbym żeby miał lekkość i dawał nadzieję - dodaje.


Na planie konieczne jest twórcze napięcie

Zdjęcia do "My" kręcone były latem 2025 roku nad Bałtykiem. I to nie były bynajmniej wakacje. - Praca na planie dla reżysera, a jestem też scenarzystą, to wielkie napięcie. Praca na planie wymaga wielkiego skupienia: to są problemy, które trzeba rozwiązywać. Nawet się zastanawiałem i rozmawiałem o tym z moimi współpracownikami, że na planie nie może być zbyt wesoło, za miło. Oczywiście nie może być okropnie, nie może być jakiegoś napięcia nie do wytrzymania. Musi być rodzaj napięcia twórczego, i to nie takiego małego. Pamiętam, a mam już za sobą setki dni zdjęciowych, że każdy dzień kiedy było jakoś tak wesoło, wspaniale i super, niestety nie był udany. Potem, jak się oglądało te materiały na stole montażowym, to one już takie świetne nie były - tłumaczy rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego. - Na szczęście to były pojedyncze dni. Zawsze, kiedy widzę taką sytuację, doprowadzam się do pionu, żeby się skupić, żeby na planie było napięcie. Żeby nie było wakacyjne i żeby tę pracę, bardzo trudną dla wszystkich, zrobić jednak jak najlepiej - wskazuje.

Zdjęcia, które czekały 13 lat

Główne role grają Małgorzata Gorol, Małgorzata Chajewska oraz córka reżysera, Mia. W w filmie pojawia się też jego syn Roch. Co ciekawe, reżyser pierwsze ujęcia do tego filmu nagrał przed wielu laty. - 13 lat temu miałem już go w głowie. A małe wtedy dzieci zagrały - przyznaje Łukasz Karwowski.

"My" to tytuł roboczy filmu. Czy pozostanie, tego nie wiadomo. - Mi się podoba, ale dystrybutor ma bardzo duży wpływ na tytuł. Ja to świetnie rozumiem, bo to nie są filmy łatwe do dystrybucji. Zresztą dystrybutor, Kino Świat, zawsze nas wspierał i rozumiał nasze pomysły. Tak więc ten prawdziwy tytuł dopiero poznamy - stwierdza reżyser.

Premiera filmu planowana jest prawdopodobnie jeszcze w tym roku.



Piotr Radecki