"To się nie dzieje" - kameralny dramat trzech osób zamknięty w jednym mieszkaniu

"To się nie dzieje" to jedna z najciekawszych rodzinnych produkcji ostatnich miesięcy. Trzymający w napięciu thriller psychologiczny rozgrywający się tylko w jednym mieszkaniu jest udanym pełnometrażowym debiutem reżyserskim Artura Wyrzykowskiego.

"To się nie dzieje" - kameralny dramat trzech osób zamknięty w jednym mieszkaniu

Tomasz Schuchardt i Paulina Gałązka w filmie "To się nie dzieje naprawdę", reż. Artur Wyrzykowski

Foto: mat. prasowe

Bartek dowiaduje się, że jego syn Daniel jest sprawcą zabójstwa w szkole. Zaszokowany własnym czynem nastolatek przybiega do taty, więc mężczyzna ukrywa się z nim w mieszkaniu swojej partnerki, Mai. Równocześnie próbuje zorganizować auto, którym chce uciec z Danielem za granicę. Kiedy Maja próbuje go powstrzymać, staje się jego zakładniczką: wtedy wyznaje mu, że jest w ciąży. Bartek staje przed dylematem, które dziecko jest dla niego ważniejsze. Próbuje ogarnąć i zapanować na wszystkim, a jednocześnie dojrzewa do konfrontacji z prawdą o swoim synu i o sobie jako ojcu.


Jak być kochającym rodzicem w przerażającej sytuacji?

- Pierwszym impulsem do opowiedzenia tej historii była potrzeba zrobienia debiutu, który jest tani, kameralny. Więc od początku wiedziałem, że chcę zrobić historię która jest zamknięta w jednej przestrzeni między trzema postaciami. I długo szukałem konfliktu, który byłby angażujący dla publiczności i który mnie osobiście by ciekawił, o którym chciałbym opowiedzieć. I takim konfliktem właśnie jest sytuacja ojca, który dowiaduje się, że jego syn jest sprawcą zabójstwa w szkole - mówi reżyser dramatu "To się nie dzieje" Artur Wyrzykowski. - Ten film dzieje się w ciągu dwóch godzin od momentu, kiedy tata dowiaduje się, że syn popełnił straszną zbrodnię. I skupia się na reakcji rodzica, który kocha swoje dziecko, chce mu pomóc, ale to jest tak niewyobrażalna zbrodnia, że nie wiadomo czy syn zasługuje na drugą szansę... Czy zasługuje na to, by wyjechać z nim gdzieś i zachowywać się jakby nic się nie stało, czy jednak skazać go na 20 lat w więzieniu? A nie wiadomo czy nastolatek z problemami emocjonalnymi poradzi sobie w tym więzieniu… - tłumaczy.

- W jaki sposób być kochającym, odpowiedzialnym rodzicem w tak ekstremalnej, przerażającej sytuacji? To dylemat, dramat, którego nikomu nie życzę, ale który mnie bardzo interesuje - dodaje.


Niewinny wygląd z psychopatycznym rysem

W "To się nie dzieje" można usłyszeć głosy wielu aktorów, jednak na ekranie widać jedynie trzy osoby. Są to Tomasz Schuchard, Paulina Gałązka oraz młody aktor i raper Borys Otawa.

- Tomka zaprosiłem już na samym początku: wiedziałem, że to aktor, który idealnie pasuje do tej roli. Paulinę Gałązkę też znam dobrze, ponieważ robiłem z nią krótkometrażowy "Odgrzeb": bardzo ją cenię jako aktorkę. Ale chłopaka szukaliśmy długo: wiedziałem, że musi być to osoba, która ma jakieś doświadczenie przed kamerą. Testowaliśmy bardzo wielu młodych aktorów i znaleźliśmy Borysa Otawę dzięki pomocy reżyserki castingu Marty Olczak i sugestii Tomka Schucharda, który wypatrzył go dość wcześnie i namawiał mnie do niego. Miałem innego faworyta do tej roli, ale Tomek już na końcu powiedział "Spotkajmy się jeszcze z Borysem i zobaczymy" - opowiada rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego. – I podczas tego spotkania jasne stało się dla mnie, że Borys najlepiej pasuje do tej roli. Bo szukaliśmy chłopca, który łączy w sobie dwie bardzo ważne cechy: z jednej strony musi wyglądać, jak osoba niewinna, osoba której możemy współczuć, którą warto ratować i zasługuje na drugą szansę. A z drugiej strony musi mieć w sobie jakiś niepokój, jakiś mrok, psychopatyczny rys. I mam wrażenie, że Borys bardzo dobrze gra obie te twarze młodego bohatera - wskazuje.


Piotr Radecki