Nie marnujmy jedzenia - apeluje szef kuchni. - To jedyny grzech, w który wierzę - wyznaje
Wielki Czwartek uznawany jest już jako świąteczny okres wielkanocny. A Wielkanoc to czas, w którym spędzamy w kuchni zazwyczaj więcej czasu, wtedy też rośnie stres. Jak się z tym uporać, jak się cieszyć świętami w kuchni - mówi Aleksander Baron, szef kuchni specjalizujący się w historii kuchni polskiej.
Szef kuchni Aleksander Baron gościem Marty Malinowskiej w audycji "Tu Myśliwiecka 3/5/7"
Foto: domena publiczna/Dymekmarta/wikimedia
Aleksander Baron studiował rzeźbę i historię sztuki, a karierę kulinarną zaczął w dalekiej Szkocji. Po powrocie do Polski prowadził m.in. autorską restaurację „Solec 44” w Warszawie. Jest wielbicielem i popularyzatorem kiszonek o których napisał książkę „Kiszonki i fermentacje”, prowadzi warsztaty sensoryczne, zajmuje się również kuchnią staropolską.
Aleksander Baron: uwielbiam być podkuchennym mamy
Trójkowy gość jest szefem kuchni z 20-letnim doświadczeniem, chociaż z branżą gastronomiczną związany jest jeszcze dłużej. Na początku audycji „Tu Myśliwiecka 3/5/7” pojawiła się kwestia świątecznego gotowania w domu. Czy on w domu gotuje?
- Bywały takie święta, że potrafiłem nic nie pomóc mojej mamie czy babci. Po prostu trafić prosto z pracy na Wigilię czy Wielkanoc i… zasnąć przy stole, bo byłem tak przemęczony. To wliczone jest w ten zawód, że jest on dość ekstremalny. Jako szef kuchni dochodzi się do momentu, kiedy największą sztuką jest nie prowadzić dobrą restaurację, wydawać dobre posiłki, dania i odnosić sukces, tylko równoważyć to z życiem prywatnym - tłumaczy Aleksander Baron. - Uwielbiam przyjść do mamy i pomóc jej przed świętami. To jest piękny moment, kiedy z szefa kuchni robię się podkuchennym i wykonuję jej polecenia. Jest mi wtedy najlepiej na świecie - zdradza.
Tradycyjny domowy pasztet babci
W rozmowie z Martą Malinowską wyznaje, że święta w kuchni nigdy go nie przerażały. - Łatwo się to robi: siekanie, gotowanie, robienie pasztetu… Jutro będę robił pasztet z mamą: bardzo czekam na ten pasztet z przepisu mojej babci. Pasztet mięsny, który jak pamiętam, zawsze był u mnie w domu. Robiła go babcia, której już nie ma z nami, i teraz robi mama. A ja zawsze byłem tym, który był proszony, nawet jako dziecko, aby cenił ilość pieprzu, imbiru i gałki muszkatołowej - opowiada. - I to był też pasztet, który jako dziecko wykradałem nawet w Wigilię. Muszę się przyznać, że lubiłem zakraść się do kuchni i wyjeść ten pasztet, mimo że nie było mi wolno. I pewnie dlatego bardziej mi jeszcze smakował… - śmieje się.
Przygotować mniej jedzenia, ale za to lepiej, dokładniej
Jednak dla wielu osób, które nie zajmują się kuchnią, święta kojarzą się ze zwiększonym stresem. Przygotowania są dla nich obowiązkiem, a nie do końca przyjemnością. - Proszę sobie wyobrazić, że my w tej presji żyjemy na co dzień - wtedy będzie państwo lżej. Nasza praca opiera się nie na tym, aby nakarmić kilkanaście osób, ale są to setki osób. I te ilości różnią nas od domowych kucharzy czy gospodyń domowych, którzy też potrafią znakomicie gotować. Największą różnicą jest ten wolumen i planowanie różnych rzeczy. Odpowiedzialność za składniki, żeby nic się nie zamarynowało, by czegoś nie było, za dużo za mało… To jest nasza droga - mówi szef kuchni Aleksander Baron. - I nie żartując, chciałbym wszystkim doradzić, żeby zrobić tego jedzenia mniej, ale za to lepiej, może dokładniej. Nie musimy się zawsze objadać na święta - apeluje.
Szokujący brak świątecznej sałatki jarzynowej
Rozmówca Marty Malinowskiej zszokował ją wyznając, ze u nie go na święta nie ma sałatki jarzynowej. - Nie jem sałatki jarzynowej, wiec jej po prostu nie robię. Wiem, że mama ją zrobi na pewno, bo mama ją lubi, mój brat ją lubi, więc ta sałatka będzie. Ale kierujmy się swoim potrzebami, a nie tym że ma być ileś tam dań na stole, bo taka jest tradycja - apeluje. - Tradycja nakazuje, a może nowa tradycja powinna nakazywać, żebyśmy po prostu dobrze się czuli, dobrze odżywiali. I racjonalnie do tego podchodzili: żeby nie marnować jedzenia. To jeden z nielicznych grzechów, w które wierzę – przyznaje.
Piotr Radecki