"Łączyło nas coś na rodzaj spisku". Lukas Bärfuss o "Koali" w Trójce
Lukas Bärfuss był gościem audycji "Wszystkie Książki Świata" Michała Nogasia. Rozmowa, zarejestrowana podczas Festiwalu Literackiego "Przystanek Polska" w Zurychu, objętego patronatem Trójki, dotyczyła książki "Koala". To oparta na faktach opowieść, w której narrator próbuje zrozumieć przyczyny samobójczej śmierci swojego brata.
Lukas Bärfuss w Trójce.
Foto: screen/youtube.com/SRF Kultur Sternstunden
Lukas Bärfuss był gościem audycji "Wszystkie Książki Świata". W rozmowie z Michałem Nogasiem opowiadał o swojej książce "Koala", opartej na faktach historii, w której narrator próbuje zrozumieć przyczyny samobójczej śmierci brata. Rozmowa odbyła się podczas Festiwalu Literackiego Przystanek Polska w Zurychu, objętego patronatem Trójki - Programu 3 Polskiego Radia.
Lukas Bärfuss w Trójce. O "Koali"
Autor przyznaje, że impuls do napisania książki pojawił się niedługo po śmierci brata, w momencie, gdy ponownie natknął się na jego dawny przydomek.
- To było na południu Francji, w miasteczku Arboras. Była wiosna – chyba kwiecień, około godziny 15. Byłem tam z moim przyjacielem, poetą. Od samobójstwa mojego brata minęło ledwie kilka miesięcy. I to wtedy znowu natknąłem się na przydomek, który nosił w drużynie skautów – Koala. Wtedy zrozumiałem, że muszę ruszyć śladami tego zwierzęcia i przydomka. W nazwie kryje się znak. Można się wiele nauczyć dzięki nazwom, które nadajemy rzeczom. To sprawa niemal metafizyczna - mówi pisarz.
Bärfuss podkreśla, że jego własne doświadczenia w dużej mierze przenikają do tej historii, a relacja z bratem ,choć silna, była naznaczona odmiennymi życiowymi ścieżkami.
- Łączyło nas coś na rodzaj spisku. Mieliśmy bardzo skomplikowane dzieciństwo i trudną matkę. Władze odebrały jej mojego brata. Dorastał w domu swojego ojca, w burżuazyjnej rodzinie. Jego ojciec był chemikiem, miał dobrą pracę. Miał dwójkę przyrodniego rodzeństwa i o wiele lepsze warunki do życia niż ja. Ja zostałem z matką, której sytuacja społeczna była ciężka. Porzuciła mnie, kiedy miałem 16 lat. Odeszła. Żyłem na ulicy od 16. do 20. roku życia. Też byłem skautem, ale mój brat był starszy i chronił mnie w drużynie. Z drugiej strony mieliśmy inne wartości i cele życiowe. Ja chciałem wyrwać się z nędzy i małego miasteczka, mieć dobre życie, pieniądze (...) Nadal jestem trochę outsiderem, ale literatura zbliżyła mnie do społeczeństwa, do Szwajcarii. Byliśmy blisko, ale nie w codziennym życiu – tu nie mieliśmy wiele wspólnego. Ale wiedzieliśmy, że nasza emocjonalna więź jest bardzo silna - mówi pisarz.
Posłuchaj audycji w Trójce:
- Lukas Bärfuss - "Koala"
- Karina Sainz Borgo o dzisiejszej Wenezueli, o micie Antygony i o nadziei w... lustrze
"Olbrzymie poczucie winy"
Pisarz przyznaje, że książka była dla niego próbą zmierzenia się z trudnymi emocjami – gniewem, poczuciem winy i potrzebą zrozumienia.
- Tak, absolutnie. Myślę, że gdy kogoś tracisz, pojawia się olbrzymie poczucie winy. Nie da się powstrzymać natłoku myśli. To jest też część struktury tej książki, jeśli pozostaniesz na tej karuzeli, stanie się to niebezpieczne. Trzeba się z niej wydostać i pomyśleć o innych rzeczach. Za każdym razem, gdy do tego wracam, pojawia się u mnie wstyd i poczucie winy. Dzieje się to zwłaszcza, gdy myślę, jak dobrze mi się powodzi. Pojawia się pytanie – czemu jemu się to nie udało? Z drugiej strony mam w sobie dużo gniewu, bo traktuję to bardzo osobiście, jak akt przemocy. Wydaje mi się, że był on skierowany do mnie. Nie zostawił pożegnalnego listu czy notatki, ale jego samobójstwo było komunikatem i trzeba to rozszyfrować. A to jest niepokojące. Tymi uczuciami chciałem podzielić się ze wszystkimi, którzy kogoś stracili - mówi Lukas Bärfuss.
Całości rozmowy można posłuchać tutaj.
Czytaj także:
Mateusz Wysokiński