Nowy głos austriackiej literatury. Julia Jost we "Wszystkich książkach świata"
We "Wszystkich książkach świata" Michał Nogaś rozmawiał z Julią Jost, autorką książki "Tam, gdzie najostrzejszy kieł Karawanków szczerzy się ku niebu". - Starałam się pokazać, jak pragnienie awansu klasowego, odpowiednia polityka i pieniądze wpływają na zachowanie ludzi, wychowanie dzieci, uczucia i sposób traktowania innych - mówiła Jost o swojej debiutanckiej powieści.
Julia Jost o swojej debiutanckiej powieści we "Wszystkich książkach świata"
Foto: Rafaela Pröll/Wydawnictwo Cyranka
Michał Nogaś w swojej audycji "Wszystkie książki świata" rozmawiał z Julią Jost - austriacką pisarką i reżyserką teatralną. Jej rodaczka, noblistka Elfriede Jelinek, po lekturze debiutu Jost - powieści "Tam, gdzie najostrzejszy kieł Karawanków szczerzy się ku niebu" - napisała tak: "Jost wyleje wam na głowę kubeł zimnej wody, żebyście wracali do domu przemoczeni do suchej nitki. Ta radosna zjadliwość może prowadzić do poprawy świata albo prosto do gospody z piwem. Można wypróbować obie opcje". Powieść opublikowało Wydawnictwo Cyranka, a przełożyła ją na polski Zofia Sucharska.
Posłuchaj audycji Trójki:
- Ayşegül Savaş, autorka "Antropologów" we "Wszystkich książkach świata"
- Paweł Sołtys o książce "Monolok" w "Pliku tekstowym"
Julia Jost we "Wszystkich książkach świata"
Powieść Jost przenosi czytelników do lat 90. na dalekie południe Austrii - do Karyntii, z której pochodzi autorka książki. Narratorka ukrywa się pod ciężarówką, obserwując ludzi kręcących się po podwórzu. Ma jedenaście lat i właśnie gra w chowanego ze swoją przyjaciółką, Lucą, w której jest zakochana. Będzie musiała się z nią pożegnać, bo jej matka realizuje właśnie marzenie o ucieczce z dusznej prowincji do miasta. Dziewczynka chowa się i patrzy. Wsłuchuje się w tajemnicze historie, opowiada. Dzięki niej poznajemy absurdalny i niebezpieczny, patriarchalny świat, miejsce, w którym na zakrystii dzieją się bardzo złe rzeczy, gdzie prawdziwa miłość jest zakazana, i gdzie wciąż wyraźnie słychać echa nazizmu.
Jak rozumieć ten wyjątkowo długi tytuł? - Jest to prawdopodobnie najdłuższy tytuł w historii książek w języku niemieckim, a nawet w Niemczech niektórzy nie wiedzą, czym są Karawanki. To pasmo górskie w Alpach na pograniczu Słowenii i Austrii. Właśnie tam dorastałam - w Karyntii. Ostry kieł jest zarówno symbolem tych gór, wyglądających niczym ostre zęby, jak i ludzi, którzy tam mieszkają. To nieco pejoratywne określenie - ci ludzie są tak samo ostrzy jak górskie szczyty, lubią szczerzyć zęby - mówiła pisarka. - Tytuł ma dać czytelnikowi poczucie, że akcja rozgrywa się w niezwykłej scenerii, a ludzie tacy nie są - dodała.
- W Karyntii, gdzie dorastałam, domy stoją bardzo daleko od siebie. Nasi sąsiedzi mieszkali trzy kilometry od nas. Jest tam wiele wysokich gór, w każdej dolinie jest jezioro i jest tam bardzo pięknie. Ludzie mówią bardzo surowym dialektem, w każdej dolinie nieco innym. Nie ma mieszczaństwa, żyją tam głównie rolnicy. Akcja książki rozgrywa się pod koniec lat 80. i na początku 90. Bardzo interesowało mnie to, jak rozwijał się wtedy prawicowy populizm - opowiadała Jost w rozmowie z Michałem Nogasiem.
Julia Jost pochodzi z Karyntii, a w czasie, gdy rozgrywa się akcja powieści, była w wieku głównej bohaterki. Czy ta książka jest autobiograficzna? - Często o tym myślałam, bo wiele osób zadaje mi to pytanie, a nie jest łatwo na nie odpowiedzieć. Kiedy się kłamie, to najlepiej kłamać bardzo blisko faktów, blisko rzeczywistych wydarzeń. Myślę, że to nieźle opisuje związek między moją biografią a tą powieścią. W książce dochodzi do tragedii. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale ta tragedia tak naprawdę nigdy nie miała miejsca. Oczywiście miałam przyjaciół, ale ta konkretna biografia jest zmyślona. Powiedziałabym, że nie ma to znaczenia, bo kiedy rozmawiamy o własnej przeszłości, to zawsze ją trochę wymyślamy. Dlatego też powieść nie ma struktury przyczynowo-skutkowej, a jej akcja rozgrywa się w różnych okresach. Jedna część dzieje się w połowie lat 80., kolejna na początku lat 90. i tak dalej. Właśnie tak działa nasza pamięć - mówiła pisarka.
- W tej powieści przeniosłam się z powrotem do dzieciństwa. Opowiedziałam tę historię z perspektywy dziecka i przez filtr moich własnych emocji. Powiedziałabym, że jest w tej książce wiele elementów z mojej biografii, ale czasem to te fikcyjne zdarzenia są bliższe mojej prawdziwej historii niż zdarzenia, które naprawdę miały miejsce - opowiadała Jost.
Julia Jost: ważne dla mnie było to, żeby opowiedzieć o brutalności
W książce Jost opisuje brutalność zwykłego życia w Karyntii. - Jeśli chodzi o narratorkę, to jest osobą bardzo energiczną i nie cierpi, ale ważne było dla mnie, żeby opowiedzieć o tej brutalności, wzajemnym traktowaniu się przez ludzi czy ojcu, który bije swoje dzieci. Ten ojciec płacze na końcu, choć nie wiemy dokładnie, jakie emocje mu towarzyszą - mówiła autorka powieści.
- Bardzo ważne było dla mnie pokazanie, że ci agresywni ludzie są bardzo biedni i zranieni. Nie powinno to jednak nigdy usprawiedliwiać agresywnego zachowania. Jestem przekonana, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla agresji w stosunku do dzieci, jest ona niedopuszczalna.
Rzeczywistość jednak jest taka, że ci ludzie bardzo cierpią i dlatego tak się zachowują. Nie potrafią tego ubrać w słowa. Być może właśnie dlatego zaczęłam pisać z perspektywy dziecka, bo czułam tę ubogość języka. Tym ludziom brakuje słownictwa i nie uczą się, jak przełożyć swoje uczucia na słowa, żeby coś zmienić i poczuć ulgę. W mojej książce brak języka i komunikacji jest zdecydowanie jednym z głównych powodów brutalności - opowiadała.
- Karyntia to piękna kraina, ale ludzie czują się trochę niedoceniani i to również jest tematem książki. Opisywana przeze mnie rodzina naprawdę pragnie wejść do wyższej klasy społecznej. Starałam się pokazać, jak pragnienie awansu klasowego, odpowiednia polityka i pieniądze wpływają na zachowanie ludzi, wychowanie dzieci, uczucia i sposób traktowania innych - dodała pisarka.
Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy, którą można znaleźć TUTAJ.
Ewelina Kołaczek