Quentin Tarantino znowu będzie reżyserował. Tym razem - w teatrze

Quentin Tarantino zdecydowanie nie jest zwykłym artystą i potrafi zaskakiwać swoimi pomysłami. Wciąż nie zdecydował, jaki będzie jego 10. i, jak zapowiada, ostatni film, który wyreżyseruje. Poczekamy na niego przynajmniej jeszcze dwa lata, bowiem teraz Quentin będzie reżyserował… na londyńskim West Endzie!  

Quentin Tarantino znowu będzie reżyserował. Tym razem - w teatrze

Quentin Tarantino będzie reżyserował na londyńskim West Endzie napisana przez siebie farsę

Foto: SAMEER AL-DOUMY/AFP/East News

Quentin Tarantino jest uznawany za jednego z najbardziej wpływowych reżyserów współczesnego kina. Jego filmy jak "Wściekłe psy", "Pulp Fiction" czy dwie części "Kill Billa" Weszły na stałe do historii kinematografii. Co ciekawe, nigdy nie dostał Oscara za reżyserię - odebrał za to dwie statuetki za scenariusz ("Pulp Fiction" i "Django"). Zapowiedział, że wyreżyseruje tylko 10 filmów w karierze. Oficjalnie ten, który nadejdzie, będzie właśnie tym ostatnim.


Quentin napisał sztukę, teraz będzie ją reżyserował

Latem zeszłego roku Tarantino zasugerował, że tymczasowo porzuca filmowanie na rzecz nowego projektu: pisana sztuki teatralnej. - Kto bogatemu artyście zabroni? - pomyślało wielu, uważając, że to kolejny kaprys niekonwencjonalnego reżysera. Tymczasem - niespodzianka! Quentin rzeczywiście napisał sztukę: - To absolutnie moja następna rzecz. Zaczniemy nad nią pracować w styczniu… Prawdopodobnie zajmie mi to półtora do dwóch lat życia - powiedział jakiś czas temu. Jednak mamy już marzec, a prace jeszcze nie ruszyły.

Twórca "Nienawistnej siódemki" od pewnego czasu mieszka ze swoją żoną, Daniellą Pick, w Izraelu, ale sporo czasu spędza w Londynie. Ostatnio widziano go na widowni "W samo południe" na West Endzie. Podobno sprawdza przestrzenie teatralne o różnej wielkości i typie, planując inscenizację. Wg portalu World of Reel ten aspekt ma kluczowe znaczenie dla produkcji, a plotki głoszą, że w jednej ze scen aktor może zjeżdżać na scenę po linie.

Opadające spodnie zamiast krwawych pojedynków

No dobrze, ale o czym jest ta sztuka Tarantino? To sceniczna adaptacja któregoś z jego filmów: "Wściekłych psów", "Jackie Brown" czy może musicalowa wersja "Pulp Fiction"? Nic z tych rzeczy! Prawda jest dziwniejsza niż fikcja, bo Quentin zawitał w rejony baaaardzo odległe od jego ponurych i krwawych filmów: napisał klasyczną, staromodną brytyjską farsę! Tu nie ma strzelanin, pojedynków na miecze samurajskie i odcinania kończyn - jest za to slapstickowy humor: opadające spodnie, pomyłki tożsamości i takie tam. Pamiętacie "Arszenik i stare koronki"? To coś podobnego, tylko o wiele mniej wyrafinowane.


Jakby tego było mało, podobno Tarantino rozmawia z hollywoodzkimi gwiazdami, w sprawie ich udziału w tym przedstawieniu. To odważne posunięcie biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość z nich, jak Leonardo DiCaprio czy Brad Pitt, nie ma żadnego doświadczenia scenicznego. Chyba, że sięgnąłby po np. Bradleya Coopera, który dekadę temu zagrał w "Człowieku słoniu" na West Endzie. Tak, czy inaczej zapowiada się ciekawie i, miejmy nadzieję, wesoło.


Piotr Radecki