Bez aresztu dla prezydenta Częstochowy. Wiceminister wyjaśnia

Prezydent Częstochowy usłyszał zarzuty dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych. Prokuratura złożyła też wniosek o tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące, ale sąd go odrzucił. - W świetle tej wiedzy o zarzutach, która została przedstawiona, nie jest to taka sprawa, która jednoznacznie by przesądzała o możliwości zastosowania aresztu - powiedział w "Bez Uników" wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur. 

Bez aresztu dla prezydenta Częstochowy. Wiceminister wyjaśnia

Prezydent Częstochowy Krzysztof M. po posiedzeniu aresztowym w Sądzie Rejonowym Katowice-Wschód

Foto: PAP/Art Service

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Sąd nie uwzględnił wniosku o areszt dla prezydenta Częstochowy Krzysztofa M, któremu przedstawiono zarzuty korupcyjne
  • - W tej sprawie nie mamy zarzutu zorganizowanej grupy przestępczej - powiedział Dariusz Mazur
  • Ocenił, że nie jest to sprawa, która jednoznacznie by przesądzała o możliwości zastosowania aresztu

OGLĄDAJ. Dariusz Mazur w "Bez Uników"

Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie zgodził się na aresztowanie prezydenta Częstochowy Krzysztofa M., któremu Prokuratura Krajowa przedstawiła dwa zarzuty dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych. "Pierwszy dotyczy przyjęcia w latach 2018-2022, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, korzyści majątkowej w postaci gotówki w wysokości co najmniej 40 tys. zł., w zamian za wprowadzenie zmian w budżecie miasta pozwalających na realizację zamówienia publicznego z korzyścią dla ustalonego przedsiębiorcy realizującego to zamówienie" - podała PK. "Drugi zarzut związany jest z przyjmowaniem, w okresie od co najmniej września 2020 r. do co najmniej 31 października 2025 r., od wielu osób korzyści majątkowych w łącznej kwocie nie mniejszej niż 129 tys. zł" - czytamy w komunikacie. Zatrzymanie Krzysztofa M. ma związek ze śledztwem, w którym zarzuty usłyszało kilkanaście osób, w tym inni samorządowcy z Częstochowy.

Wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur w Programie 3 Polskiego Radia mówił, że nie zna akt sprawy, ale na podstawie swojego doświadczenia jako sędziego wyjaśnił, czym mógł kierować się sąd, wydając postanowienie. - W tej sprawie na przykład nie mamy zarzutu zorganizowanej grupy przestępczej - zwrócił uwagę. Tłumaczył, że kiedy jest grupa przestępcza, to jest ustawowe założenie, że ze względu na powiązania może dochodzić do matactwa. - Nie ma zarzutu, żeby to było przestępstwo dotyczące mienia znacznej czy wielkiej wartości - dodał Mazur, powołując się na komunikaty prokuratury. - W świetle tej wiedzy o zarzutach, która została przedstawiona, nie jest to taka sprawa, która jednoznacznie by przesądzała o możliwości zastosowania aresztu - stwierdził. 

Mogą być mocne dowody

Gość Trójki zaznaczył, że często w sprawach korupcyjnych, gdzie organy mają wiedzę, że dochodzi do kontaktów, stosowana jest technika polegająca na nagrywaniu rozmów telefonicznych. - Jeżeli tego rodzaju były dowody zabezpieczone, to być może uznano, że są one na tyle mocne, że nie ma tu obawy utrudniania postępowania - analizował. Zastrzegł, że to tylko dywagacje, gdyż nie posiada pełnej wiedzy o postępowaniu. Odnosząc się do komunikatów prokuratury w tej sprawie, Mazur wysnuł domniemanie, że skoro są dwa zarzuty, to pewnie jest kilkunastu "dawców", czyli osób podejrzewanych o popełnienie łapownictwa czynnego.

Pytany o doniesienia o kolejnych osobach zgłaszających się do prokuratury w tej sprawie, odpowiedział, że "tak wynika z publikacji medialnych". Wyjaśnił, że nie ma wiedzy, jak jest naprawdę, bo "Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma wiele wspólnego z prokuraturą". - Jest wspólny minister sprawiedliwości, prokurator generalny. Instytucjonalnie nie jesteśmy połączeni - podkreślił.

Najczęściej czytane

Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Filip Ciszewski