Pozytywna samoocena to klucz do szczęścia - mówi nam dr hab. Katarzyna Popiołek
13 lutego obchodzimy Dzień Kochania Siebie. Na czym dokładnie polega to święto? Czy wystarczy spojrzeć w lustro i z błyskiem w oku wyznać sobie miłość? Zdecydowanie nie. O tym, jak wspierać siebie mądrze i jak skutecznie budować pozytywną samoocenę, rozmawiamy z dr hab. Katarzyną Popiołek, psycholożką społeczną, profesor na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS.
Dr hab. Katarzyna Popiołek
Foto: Mat. Uniwersytetu SWPS
- Zwrot "kocham cię" wiążemy z reguły z wyjściem poza siebie i krąg własnych spraw. Opuszczeniem miejsca, gdzie interesujemy się tylko sobą, zwróceniem się ku czemuś innemu, objęciem kogoś naszymi uczuciami - tłumaczy dr hab. Katarzyna Popiołek i podkreśla, że te słowa wypowiedziane do samego siebie mogą budzić negatywne skojarzenia i niekoniecznie być odbierane jako wiarygodne. - Nieco inny wydźwięk w tym kontekście ma: jestem fajna, czy też lubię cię - wyjaśnia specjalistka.
Posłuchaj audycji Trójki:
Powiedz sobie "tak"
Kluczem do sukcesu w życiu - zdaniem psycholożki - jest pozytywny stosunek do samego siebie i pozytywna samoocena. - Ona jest niezwykle istotna - zaznacza profesor Uniwersytetu SWPS.
- Z badań wynika, że robimy bardzo dużo, aby utrzymać swoją samoocenę. Wynika też, że większość z nas ocenia siebie dobrze - mówi ekspertka i dodaje, że negatywna samoocena niekoniecznie polega od razu na nielubieniu siebie. - Bardziej na tym, że raz widzę siebie tak a raz tak. Na pewnej krańcowości. Huśtawce. W dobrym nastroju uważam, że jestem świetna, doskonała. Widzę wszystko w różowych barwach. Innym razem świat tonie w czerni. Ludzie są źli, wydarzenia układają się fatalnie a ja jestem beznadziejna - tłumaczy. - Im szybsze wahnięcia tej huśtawki, tym większe ryzyko, że zrobi się nam w końcu niedobrze, bo ta niestabilność jest bardzo męcząca. Żyjemy w stanie ciągłej niepewności - stwierdza.
- Natomiast prawdziwie negatywna samoocena to tragedia. Ma ogromną moc. Działa jak samospełniająca się przepowiednia. Determinuje nasze życie - zaznacza psycholożka.
Jak wskazują badania, nie ma znaczenia trafność i adekwatność naszej samooceny, jeśli jest ona pozytywna. - Nawet nierealistyczna, wysoka samoocena, pozwala osiągać cele. Mobilizuje nas do działania, do sięgania wyżej - podkreśla specjalistka i jednocześnie przypomina, że dobre mniemanie o sobie nie jest czymś co się sumuje. - To nie jest tak, że mam zgrabne biodra, jestem dobra z matmy i świetna w tamtym, ale mam zeza. Tylko raczej mówię sobie: może to i to mogłoby być lepiej, może to i to źle zrobiłam, ale ogólnie fajna ze mnie dziewczyna - wyjaśnia ekspertka.
- Byłoby dobrze, abyśmy starali się wzmacniać dobre myślenie o sobie: jestem ciekawa, umiem sobie z wieloma rzeczami poradzić, jestem sprawcza - mówi dr hab. Katarzyna Popiołek. - To jest bardzo ważne, bo człowiek swoją samoocenę opiera głównie na swojej sprawczości, na tym co potrafi, na swoich kompetencjach. Oczywiście relacje z innymi też są istotne, ale jednak to sprawczość pozwala nam być bardziej ekspansywnym - dodaje psycholożka.
Gdzie leży pies pogrzebany
- Gdy próbujemy oceniać własną wartość, bardzo dużą rolę odgrywa uznanie ze strony innych ludzi. Sęk jednak w tym, że my nie wiemy, co ci ludzie naprawdę o nas myślą - mówi ekspertka. - Opieramy się na tym, co my uważamy, że oni o nas myślą - tłumaczy. - Czyli to, jak oni - według nas - nas widzą, w dużej mierze zależy od tego, jak my sami widzimy siebie. Dlatego tak ważne jest, abyśmy dobrze siebie oceniali - zaznacza.
- Jeżeli ja sam siebie źle odbieram, to każdy uśmiech drugiej osoby wezmę za złośliwość, próbę pochwały za pochlebstwo. Będę widzieć to w negatywny sposób. Jeśli mam wysokie poczucie własnej wartości, oceniam siebie pozytywnie, tak też odbieram sygnały od świata - mówi dr hab. Katarzyna Popiołek. - To takie zamknięte koło. Moją wartość opieram na ocenach innych, a to jak widzę oceny innych, opieram na własnej wartości - podkreśla.
Budowanie poczucia własnej wartości nie sprowadza się więc do patrzenia w lustro i mówienia sobie czułych słów. Bardziej polega na akceptacji siebie jako zbioru różnych cech i doświadczeń. Samoświadomości, dania sobie prawa do bycia niedoskonałym.
- Ja doceniam siebie. Wiem, że mogę za coś siebie w swoich oczach pochwalić, z czegoś być zadowolona, z czegoś dumna. A jeśli coś jest nie tak - to sobie mówię, dobrze. Ludzie nie są doskonali i nie muszą być. Oczywiście, gdy coś mogę poprawić, to to poprawiam - podkreśla specjalistka i dodaje, że ważne jest zbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa oparte o własne doświadczenie. - Czyli: moje życie pokazuje, że bardzo wiele razy radziłam sobie z wieloma sprawami. A gdy sobie nie radziłam, coś się zmieniało i znów sobie radziłam - wyjaśnia ekspertka. - Tylko to wymaga właśnie, abyśmy nie poddawali się takim nastrojom, że wszystko nagle jest czarne i że nic dobrego nas już nie czeka. Każdy z nas ma gorsze chwile i warto wtedy pamiętać, że potrafimy sobie z nimi poradzić - podkreśla psycholożka.
Społeczna wartość singli
Są osoby, które uzależniają swoją wartość od tego, czy są w relacji czy też nie. - Obecnie psychologowie wycofują się z myślenia, że nie można mieć dobrego życia w pojedynkę. Można - tylko zależy, jak ta pojedynka wygląda. Czy okopujemy się w swojej twierdzy, do której nikomu nie dajemy dostępu czy też nie żyjąc na co dzień z kimś blisko, wychodzimy do ludzi i coś na ich rzecz robimy - mówi dr hab. Katarzyna Popiołek.
- Nie cenimy sobie singli. To się bierze z patriarchatu. Na domu studenta "Nawojka" w latach 70-tych wisiał ogromny plakat z hasłem: "Co z tytułu, co z dyplomu, kiedy chłopa nie ma w domu". Pamiętam go do dziś, ponieważ pokazywał, do czego nas wepchnął patriarchat. Nadal kobieta bez mężczyzny ma połowę wartości - mówi profesor. W podobnej sytuacji są samotni mężczyźni. - Jakbyśmy bez tej drugiej osoby byli nic niewarci. A przecież żyjemy coraz dłużej. Nie sposób oczekiwać, że będziemy mieć jeden związek przez całe życie, albo że po zakończeniu jednego, od razu wejdziemy w kolejny. Trudno jest też patrzeć na życie wyłącznie przez pryzmat bycia w relacji - podkreśla specjalistka.
- Patriarchat wrósł w kobiety bardzo silnie i nadal ma się dobrze - przyznaje psycholożka i dodaje, że kobiety często patrzą na siebie poprzez role, które wypełniają. - Nie jest im łatwo pogodzić to myślenie z myśleniem o sobie jako jednostce - dodaje.
Bywa, że zmianom społecznym sprzeciwiają się nasze mamy i babcie - te same które wychowały swoich synów w przekonaniu, że należy im się godna obsługa, bo są głową rodziny. - Na szczęście widać światełko w tunelu. Mężczyźni chętniej zajmują się dziećmi, dzielą obowiązki domowe. Dużo jednak pracy przed nami. Rzeczy, które tak silnie wrosły w tożsamość człowieka, są bardzo trudno usuwalne - stwierdza.
Z badań wynika, że kobiety w trwałych związkach mają się gorzej niż mężczyźni. Częściej m.in. dotyka je depresja niż kobiety niezamężne. W tym kontekście zmiany społeczne wydają się konieczne.
Pierwszy krok do zaprzyjaźnienia się ze sobą
Co możemy zrobić, aby wzmacniać siebie? - Po pierwsze szukać tego, co lubimy w sobie, co nam się podoba, co umiemy robić - wymienia dr hab. Katarzyna Popiołek. - Dobrze jest przypomnieć sobie za co nas pochwalono, doceniono - dodaje. - A przede wszystkim być dla siebie wyrozumiałym, nie katować się bez przerwy, że wszystko co robię, robię źle. Nie wyolbrzymiać porażek i doceniać sukcesy. Nauczyć się pozytywnie patrzeć na swoje życie i relacje z innymi - tłumaczy.
- Warto przyswoić sobie taką racjonalną zasadę, że prawda - jeśli chodzi o ocenę własnej osoby - najczęściej leży pośrodku. Czyli, że coś jest pozytywnego i coś negatywnego, a nie jest tak, że tylko to albo to - podkreśla ekspertka. - Pamiętajmy, że z reguły częściej utrwalają nam się w pamięci złe rzeczy, bo człowiek jest tak zaprogramowany poznawczo, że bardziej jest wyczulony na negatywne doświadczenia, gdyż te są potencjalnie groźne - zaznacza.
- Weźmy też poprawkę, że gdy już otworzymy szufladę z jakimś negatywnym wspomnieniem, to z tej szuflady wysypie mi się cały wór trudnych emocji. W takiej sytuacji warto ją zamknąć i spróbować otworzyć szufladę, w której mamy pozytywne wspomnienia - podkreśla specjalistka.
- Dobrze jest także sprawdzić, jakie okulary aktualnie mamy na sobie. Bo często nosimy różowe bądź czarne. A można rozważyć włożenie takich, które pozwalają bardziej realistycznie widzieć świat - śmieje się psycholożka.
- Nie bójmy się też prosić o pomoc. Umiejętność znalezienia wsparcia i skorzystania ze wsparcia jest niezwykle ważna - dodaje.
Elementem dbania o siebie jest też zdrowy egoizm. Wykształcenie umiejętności nazywania własnych potrzeb i stawiania granic, zaprzestania poświęcania się dla innych. Mówienia "nie" bez poczucia winy. Zadbania o swoje emocje, odpoczynek, zdrowie.
Dzień Kochania Siebie obchodzimy w wigilię Walentynek. W założeniach miał on promować troskę o siebie, propagować rozwój wewnętrzny. Złośliwi uważają, że to święto wymyślone przez singli, jako alternatywa dla osób samotnych. A może to doskonały punkt wyjścia do zrozumienia, że bez świadomości siebie, lubienia siebie, uznania swojej wartości, trudno jest stworzyć satysfakcjonującą relację, także z samym sobą?
Rozmawiała Magdalena Hejna