Na zaproszenie @ZelenskyyUa w najbliższych dniach będę w Kijowie. W tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama.
— Donald Tusk (@donaldtusk) February 2, 2026
Tusk odwiedzi Kijów. Przydacz: nie informował prezydenta o swoich planach
Donald Tusk zapowiedział, że wybiera się z wizytą do Kijowa. - Nic o tym nie wiadomo, aby premier informował pana prezydenta o swoich planach wyjazdowych. Natomiast pan premier ma tutaj absolutnie prawo do tego, aby wizytować kraje tak ważne, jakim jest Ukraina - powiedział prezydencki minister Marcin Przydacz w radiowej Trójce.
Prezydencki minister Marcin Przydacz w Trójce
Foto: YT/Trójka
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Marcin Przydacz przekazał, że Donald Tusk nie poinformował prezydenta o planowanym wyjeździe do Ukrainy. Przyznał, że nie wie, o jakich sprawach zamierza w Kijowie rozmawiać premier
- Prezydecki minister uważa, że Donald Tusk powinien poruszyć w Kijowie temat współpracy gospodarczej z Ukrainą i kwestie historyczne, bo tego Polacy oczekują
- Przydacz skrytykował też postawę rządu, który - jak stwierdził - unika wyrażenia jednoznacznej opinii ws. przystąpienia Polski do Rady Pokoju lub odrzucenia zaproszenia
OGLĄDAJ. Marcin Przydacz (Kancelaria Prezydenta) gościem Sylwii Białek
Premier Donald Tusk poinformował w poniedziałek wieczorem, że na zaproszenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego odwiedzi w najbliższych dniach Kijów. "W tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama" - podkreślił premier we wpisie na platformie X.
"Nie otrzymaliśmy z Kancelarii Premiera ani jednej notatki"
- Nie widzimy w tym nic złego, że pan premier się do Kijowa uda. Ważne, żeby też podnosić te sprawy, które są istotne z punktu widzenia naszego interesu - powiedział Marcin Przydacz. Wskazał, że liczy na to, że poza kluczowymi sprawami związanymi z bezpieczeństwem oraz wsparcia Ukrainy, zwłaszcza w tym trudnym czasie zimy, kiedy Rosja niszczy infrastrukturę energetyczną tego kraju, premier Tusk będzie też rozmawiał o innych kwestiach. - Śladem efektów rozmów pana prezydenta z Warszawy, czy później z Wilna, będzie podnosił też tematy współpracy gospodarczej Polski z Ukrainą i tematy historyczne, które są istotne dla Polaków. Bo przecież Polacy tego oczekują - stwierdził.
Przydacz przyznał jednak, że nie wie o czym premier będzie rozmawiał. - I obawiam się, że też się nie dowiemy po tej wizycie, bo od pół roku, od czasu, kiedy pan prezydent Nawrocki jest na urzędzie, nie otrzymaliśmy z Kancelarii Premiera ani jednej notatki z rozmów pana premiera - stwierdził.
Gość Trójki przekonywał, że ze strony Pałacu Prezydenckiego jest wola współpracy z rządem. - Jesteśmy zawsze gotowi, otwarci i skorzy do tego, żeby starać się współpracować w kluczowych sprawach, np. w sprawach natury bezpieczeństwa czy w ramach polityki międzynarodowej. Bo tutaj interes Rzeczypospolitej jest jasny - Rosja jest zagrożeniem. Są inne też zagrożenia, pochodzące chociażby z cyberprzestrzeni, działania hybrydowe z różnych kierunków. Więc trzeba tutaj są współpracować - powiedział.
Rada Pokoju. "Rząd nabrał wody w usta"
Przydacz został też zapytany o Radę Pokoju i o to, czy rząd konsultował się w tej sprawie z prezydentem. - Były telefony wykonywane, aczkolwiek konia z rzędem temu, kto odpowie na pytanie, jakie jest stanowisko rządu w tej sprawie? Czy rząd uważa, że powinniśmy wejść do Rady Pokoju, czy nie? - odpowiedział. Przydacz zaznaczył, że chociaż rząd stale podkreśla, że to on prowadzi politykę zagraniczną, to jednak w sprawie Rady Pokoju unika wydania jednoznacznej opinii. - Zrobiono unik po to, żeby pozostawić pana prezydenta z tym tematem samodzielnie. I oczywiście pan prezydent sobie doskonale poradził w rozmowie z prezydentem Trumpem. Natomiast teraz stoi przed nami pytanie, czy wchodzimy, czy nie? - powiedział. Przydacz tłumaczył, że "prezydent przedstawił Amerykanom następujące stanowisko, że dla nas relacje ze Stanami Zjednoczonymi, jako gwarantem bezpieczeństwa, są bardzo ważne". - W związku z tym, jeśli Amerykanie oczekują jakiegoś zaangażowania, jesteśmy otwarci i gotowi. Natomiast na pewno nie będziemy płacić 1 miliarda dolarów. Nie ma takiego w ogóle oczekiwania ze strony Amerykanów, to trzeba przeciąć, bo narosło bardzo dużo dezinformacji - przyznał.
Gość Trójki wyjaśnił, że zaproszenie do przystąpienia do Rady Pokoju jest na trzy lata i w tym okresie żadnej opłaty się nie wnosi. - Po trzech latach gospodarz, czyli prezydent Trump, może podjąć decyzję o przedłużeniu tego mandatu. Ale za trzy lata to naprawdę dużo się może jeszcze zmienić i wydarzyć w polityce międzynarodowej. Więc my uważamy, że rząd przynajmniej powinien się w tej sprawie wypowiedzieć, a rząd nabrał wody w usta i uważa, że tematu nie ma - ocenił.
- Orban w aktach Epsteina. Ujawniono SMS-y
- Kijów, Charków i inne miasta w ogniu. Rosyjskie rakiety uderzyły o świcie
- Pierwsza konferencja Pełczyńskiej-Nałęcz. Zwróciła się do rywalki z wyborów
Źródło: Trójka
Prowadząca: Sylwia Białek
Opracowanie: Paweł Michalak