"12 000 dni…" - o grafice do okładki podcastu opowiada dr hab. Weronika Siupka
Skała, żmija, wieloryb, przeszkoda wyłaniająca się z otchłani morza - okładka podcastu "12 000 dni: katastrofa promu Jan Heweliusz" budziła różne skojarzenia. Co na niej jest - wyjaśnia 5. odcinek audioserialu. O tym, jak dzieło znanej artystki trafiło na okładkę podcastu - rozmawiamy z autorką grafiki dr hab. Weroniką Siupką, graficzką Julią Budniok oraz współautorką podcastu Anną Dudzińską.
Weronika Siupka w pracowni.
Foto: Arkadiusz Ławrywianiec/ Mat. własne artystki
Dr hab. Weronika Siupka jest kierowniczką Katedry Projektowania Graficznego na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Specjalizuje się w technice druku wklęsłego, zwanej akwafortą. Jej prace znane są na całym świecie. Otrzymała wiele nagród i wyróżnień.
Posłuchaj audycji Trójki:
Jak powstaje akwaforta?
Technika wklęsłodruku została wynaleziona na przełomie XV i XVI wieku. Pozwala na uzyskanie prac o dużej głębi i miękkiej kresce. Posługiwali się nią m.in. Albrecht Durer, Rembrandt, Francisco Goya.
Artystka tworzy swoje dzieła na matrycy miedzianej. W pierwszej kolejności blaszka polerowana jest na lustro, następnie pokrywana werniksem, który zabezpiecza jej powierzchnię. Na tak przygotowanym podłożu wykonuje się precyzyjny rysunek. Dalej matryca wkładana jest do kwasu azotowego, który ją wytrawia. Takich kąpieli, podobnie jak uzupełnień rysunku, może być wiele. Gdy matryca jest gotowa, w powstałe zagłębienia wciera się farbę, a jej nadmiar usuwa. To one są elementem drukującym. Ostatnim etapem jest wykonanie odbitek, przy pomocy prasy.
- Prasa jest konieczna, gdyż musi być docisk. Potrzebny jest też dobrej jakości papier czerpany z pulpy bawełnianej. Wszystkie te elementy warsztatowe, są niezwykle istotne. Akwaforta nazywana jest królową technik - tłumaczy Weronika Siupka.
Przygotowanie jednej pracy zajmuje artystce od dwóch do sześciu miesięcy. - Ten zapis graficzny przypomina budowanie melodii, opowieści - narasta. To trwa. Tym bardziej, że wszystko wykonuję ręcznie, zmieniając długości trawienia - od szarości po czernie, zachowując biele, jeżeli są potrzebne. I to rzeczywiście wymaga czasu - przyznaje.
Zaskakujące zbiegi okoliczności
- Zależało nam na tym, aby okładka do podcastu była wyjątkowa, dająca do myślenia. Chcieliśmy uniknąć myślenia odtwórczego, powielania schematycznych rozwiązań - podkreśla Anna Dudzińska, która razem z Michałem Matusem przygotowała podcast. - Zadzwoniłam więc do swojej koleżanki Weroniki Siupki - profesor na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, niezwykłej artystki i mówię: tak bardzo chciałabym, aby to była inna okładka - opowiada dziennikarka. - Miałam jednak świadomość, że Weronika nie tworzy swoich prac z dnia na dzień. To proces - zaznacza. - Nagle w czasie rozmowy Weronika powiedziała: słuchaj, a ja właśnie kończę kamień. On będzie idealny - wspomina. - Z wrażenia zaniemówiłam. Chwilę wcześniej wróciliśmy z Michałem ze Szwecji i wiedziałam już, że ten ostatni odcinek będzie się nazywał kamień, ale nie mówiłam o tym Weronice. Nie sposób tego wytłumaczyć, jak ktoś, kto "przedstawiał" śląskie kamienice, podziemia, nagle wśród swoich prac ma kamień, który wygląda jak statek, kręci się po falach i jednocześnie kamień jest końcem tej historii. To się nie zdarza - przyznaje Anna Dudzińska. - Ta grafika powstała dużo wcześniej, zupełnie niezależnie, nie na potrzeby podcastu. Jednak w jakiś magiczny sposób idealnie do niego pasowała - podkreśla.
Również dla artystki było to zaskoczenie. - Ania się wzruszyła, a mnie aż przeszły ciarki, bo właśnie byłam na etapie pierwszych wydruków z drugiej matrycy kamienia. Ten kamień, zupełnie spontanicznie, nas połączył - wspomina Weronika Siupka.
To miejsce, ten czas
- Tworzenie grafiki to proces na granicy zauroczenia i miłości, która trwa od dwóch miesięcy do pół roku. Niezależnie od tego, co jest obiektem moich zainteresowań, mam do niego bardzo emocjonalny stosunek. Jeśli mogę zobaczyć go ponownie, odwiedzam go. Jeśli nie - wykonuję pełną dokumentację rysunkową, fotograficzną. Chcę dowiedzieć się o nim jak najwięcej - opowiada i przyznaje, że prace nad swoim kamieniem zaczęła mniej więcej wtedy, gdy Anna Dudzińska i Michał Matus zaczęli zbierać materiały do podcastu. - Nie lubię tego słowa, ale jest w tym rodzaj magii. To jest w ogóle przedziwne, w jaki sposób sztuka potrafi czasem wyprzedzić wydarzenia lepsze lub gorsze - przyznaje i opowiada historię swojego kamienia.
- Byłam w jury międzynarodowego konkursu graficznego w Hiszpanii. Na plaży, obok hotelu, leżał wielki moloch. Wyglądał, jak surrealistyczna bryła. Zaczął ze mną rezonować - mówi. - Nie tylko był olbrzymi i wyglądał imponująco. Był jeszcze pęknięty na pół, miał więc w sobie pewien rodzaj dramatyzmu, poruszenia. Już nie mówiąc o tym, że jego struktura to zapis pewnego życia, które się na nim odbywa, zapis natury. Chciałam go przedstawić w swojej grafice - mówi i dodaje, że niósł ze sobą także uniwersalną symbolikę. Kamień jako fundament, pamięć, trwałość, ale też jako ciężar, przeszkoda, ból, doświadczenie.
Weronika Siupka, LapisII. Akwaforta, która została wykorzystana na okładce podcastu " 12 000 dni..."
Okładka podcastu "12000 dni: katastrofa promu Jan Heweliusz" Zabawa w skojarzenia
Obróbką grafiki Weroniki Siupki zajęła się Julia Budniok. To ona zaprojektowała okładkę podcastu: nietuzinkową, nieoczywistą, skłaniającą do refleksji. - Na tym polega czar sztuki, że podlega pewnym interpretacjom. Julia Budniok wprowadziła kolor, wykadrowała kamień i przedstawiła tylko jego część. Ten zabieg dobrze się sprawdził. To było także zgodne z moją idee fixe, jeśli chodzi o grafikę, aby ten plakat niósł ze sobą coś jeszcze - emocje, które mogą być odkrywane w trakcie patrzenia, żeby nie dawał widzowi wszystkiego na talerz i nie był zerojedynkowym obrazem historii - mówi artystka.
- Ten kadr został wybrany ze względów kompozycyjnych. Zależało nam na tym, aby móc dodać pozostałe elementy graficzne, które na okładce powinny się znaleźć, jak chociażby liternictwo - mówi Julia Budniok. - Chcieliśmy także dodać kolor, który nie będzie konkurował z grafiką. Dlatego zdecydowaliśmy się na subtelny niebieski, symbolizujący morze - wyjaśnia.
Ostatecznie powstała praca, która dała podstawowej grafice nowe życie. Nowy obraz o zupełnie niepodległej naturze.
Rozmawiała Magdalena Hejna