Czy Polska to kraj dla starych ludzi? Sytuacja w DPS. Rozmowa w Trójce

Rzadko myślimy o starości i o tym, co wtedy. Być może niektóry z nas trafią do Domów Pomocy Społecznej. Dla kogo są DPS i co jest ich bolączką – w "Klubie Trójki" rozmawiała Paulina Wilk. Gośćmi audycji byli Jędrzej Dudkiewicz – autor książki "Inny dom. Ludzie, system i granice wsparcia w polskich DPS" oraz Bartosz Tarnowski – aktywista na rzecz osób z niepełnosprawnościami, członek Instytutu Niezależnego życia.

Czy Polska to kraj dla starych ludzi? Sytuacja w DPS. Rozmowa w Trójce

Z jakimi problemami mierzą się Domy Pomocy Społecznej?

Foto: Dawid Wolski/East News

- W DPS mogą przebywać osoby młodsze i starsze, osoby z niepełnosprawnościami i osoby z chorobami psychicznymi - wymienia Jędrzej Dudkiewicz. Wszystko zależy od profilu domu. Zdarza się jednak, że w jednym miejscu mieszają się przedstawiciele różnych grup, co rodzi dodatkowe problemy.

Gdy rodzina staje pod ścianą

- Osoby, które trafiają do DPS zazwyczaj trafiają tam w momencie, gdy ich najbliżsi przestają już sobie radzić z opieką i szukają rozwiązań, które mogłyby w jakikolwiek sposób ich wspomóc - podkreśla Jędrzej Dudkiewicz i dodaje - DPS są jedną z niewielu odpowiedzi systemowych. Na tym też polega problem. Nie ma wielkiego wyboru.

Zdaniem Bartosza Tarnowskiego często sytuacja kryzysowa, która zmusza członków rodziny do takiej a nie innej decyzji, jest też sytuacją kryzysową dla samego pacjenta. - Taka osoba zostaje wyrwana z lokalnego środowiska, rzeczywistości którą zna, do miejsca którego sama sobie nie wybrała, mającego określoną rutynę, często dla takiej osoby obcą - zauważa aktywista. Zdarza się, że stan takiej osoby po przeniesieniu do DPS się pogarsza. Często jednak DPS to jedyne rozwiązanie.

- W swojej książce przytaczam przykład rodziny, w której tata zachorował psychicznie. Był coraz bardziej nieprzewidywalny, co sprawiało że wszyscy członkowie rodziny żyli w ogromnym stresie. Doprowadził nawet do wybuchu gazu w domu - opowiada Jędrzej Dudkiewicz. Rodzina długo borykała się z problemem sama. Ktoś w końcu zasugerował, że rozwiązaniem może być DPS. I rzeczywiście. Pacjent otrzymał odpowiednie wsparcie i leczenie, został otoczony opieką. Mniej więcej pół roku mieszka w domu, resztę czasu spędza w DPS.  - Czuje się o wiele lepiej, co bardzo poprawiło komfort życia wszystkich - zaznacza publicysta.

DPS to drugi dom

Domy Pomocy Społecznej wbrew obiegowej opinii krążącej na ich temat mogą być drugim domem. - Rozmawiałem z osobami, które nie tylko czuły się tam dobrze, ale także trafiły tam z własnej woli. Głównie były to osoby starsze - opowiada Jędrzej Dudkiewicz. Zwraca uwagę także na to, że osoby starsze często nie mają bliskich, ani znajomych - ponieważ odeszli. Są zmęczeni samotnością, a taki dom daje perspektywę bycia wśród ludzi. 

- Jedna Pani wprost powiedziała mi, że DPS uratował jej życie, bo dostała w nim odpowiednie leczenie, co poprawiło jej stan zdrowia - mówi publicysta. Dodaje jednak, że są to jednostkowe historie. - Możemy wylosować naprawdę fatalnie - potwierdza Bartosz Tarnowski. - Miejsce w DPS często jest wynikiem jakiegoś farta, a nie naszej zasługi czy działania - przyznaje.

Bolączki DPS i potencjalne rozwiązania

Zdarza się, że DPS staje się miejscem, w którym zarówno pacjenci jak i ich rodziny po raz pierwszy otrzymują wsparcie chociaż - jak podkreśla Bartosz Tarnowski - wiele z tego wsparcia moglibyśmy otrzymać na niższym szczeblu. - Czy to poprzez dochodzącą opiekę, osobistego asystenta osoby z niepełnosprawnością, czy choćby w formie pomocy środowiskowej, mieszkań wspomaganych - wymienia. Jego zdaniem jednak za mało wkładamy energii w to, aby to wsparcie działało przede wszystkim na poziomie lokalnym.

Warto pamiętać, że nie wszystkie osoby potrzebują całodobowej pomocy. Sprawna opieka środowiskowa lub opieka wytchnieniowa pomogłaby rozwiązać wiele problemów rodzin, a także odciążyć DPS.

- Z danych GUS za 2024 wynika, że Państwowych DPS jest ponad dziewięćset i są dosyć równomiernie rozłożone na terenie kraju - mówi Jędrzej Dudkiewicz. Na obszarach wiejskich dłużej czeka się jednak na zwolnienie miejsca. - To jest bardzo trudna sytuacja, bo to oznacza, ze do momentu otrzymania miejsca, ludzie zostają pozostawieni sami sobie - zaznacza publicysta.

System opiekuńczy czy niewolniczy?

- Bardzo często państwo traktuje rodzinę, jako docelowe miejsce wsparcia, czyniąc ją niemal niewolniczym systemem opiekuńczym - stwierdza Bartosz Tarnowski. Jego zdaniem ma to negatywny wpływ na więzi. - Pokażę to na swoim przykładzie. Jestem osobą z niepełnosprawnością. Poruszam się na wózku. Moja mama nie jest ani pielęgniarką, ani lekarką, ani psycholożką, ani logopedą. Mój tata nie jest pedagogiem, ani urologiem - a to wszystko są kompetencje, które nagle takim rodzinom stają się potrzebne - podkreśla. Dodaje także, że taka sytuacja sprawia, że więzi rodzinne zostają sprowadzone do konieczności zapewnienia tego wsparcia. - Pomieszanie tych ról jest dużym obciążeniem psychicznym - zwraca uwagę aktywista.

To o czym powinniśmy pamiętać - zdaniem Jędrzeja Dudkiewicza to to, że rola opiekunki w rodzinie w zdecydowanej większości spada na kobiety. Jednocześnie dzieci rodzą się coraz później. - Coraz częściej trzeba więc połączyć wychowanie dzieci z opieką nad rodzicami. Jednocześnie nie postrzegamy pracy opiekuńczej jako pracy - dodaje. Feminizacja zawodu to - wg publicysty - także problem DPS, który z kolei przekłada się na niskie wynagrodzenia.

Więcej na temat sytuacji Domów Opieki Społecznej w Polsce w audycji Pauliny Wilk w "Klubie Trójki".

Magdalena Hejna