Włodzimierz Kowalewski - "Excentrycy"
Kolejna nasza propozycja powieści w wersji dźwiękowej jest o tyle niezwykła, że po raz pierwszy sięgamy po powieść, która może być już znana, gdyż była opublikowana w 2007 roku, ale niebawem (październik/listopad) ukaże się jej II wydanie i tym razem będzie jej towarzyszył film. Scenariusz "Excentryków" napisał sam autor, a film wyreżyserował Janusz Majewski.
Do lektury zaprosiliśmy parę aktorów średniego pokolenia: Edytę Jungowską i Marcina Przybylskiego
Foto: K. Goleniewska/ PR3
Premiera kinowa filmu zaplanowana jest na początek 2016 roku, ale… znalazł się on już w konkursie 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni, gdzie otrzymał Srebrne Lwy. Wojciech Pszoniak grający ekscentrycznego stroiciela fortepianów został nagrodzony za rolę drugoplanową.
"Wszystkie nazwiska i fakty zmyśliłem. Tylko Ciechocinek jest prawdziwy" informuje Włodzimierz Kowalewski. Prawdziwa jest także muzyka – jeden z głównych bohaterów książki, co nie stanowi częstego przypadku w historii naszej literatury pięknej. Jazz – swing nie są tu jedynie atrakcyjnym tłem opowieści. Muzyka jest obiektem miłości bohaterów. Jeden z nich – główny – Fabian – by realizować swoją pasję (nie tylko zawód) musiał opuścić Polskę, do której powraca, kiedy granie jazzu/swingu stało się tu możliwe (z jaką tkliwością traktuje on puzon!). Pozostali "muzycy" zmuszeni byli porzucić na lata swoje instrumenty. Pojawienie się przybysza z Anglii podsyca tęsknotę nie tylko za muzyką, także za Zachodem.
Jest więc rok 1957 (odwilż swoje zrobiła), znajdujemy się w modnym uzdrowisku po sezonie (pobudzająca wyobraźnię figura, patrz: "Drwal" i letnisko Witkowskiego). Uzdrowisko jest do tego "zdegradowane" (tu – swoje zrobił czas minionej epoki, która nastała tuż po wojnie), choć kuracjusze w sezonie wciąż do niego przybywają. Zabiedzeni są mieszkańcy, zrujnowane pensjonaty i brzydkie sanatoria. Ciechocinek, bo o to miasto chodzi, jest wszak pełen powabu i tajemnicy. Jego mieszkańcy – sportretowani zabawnie, wzruszająco, groteskowo.
Mamy zatem powieść tradycyjną. Biorąc pod uwagę to, jakich operacji dokonuje się "na organizmie" literatury, możemy z ulgą powiedzieć – staroświecką. Z góry przepraszamy jednak za język, jakim posługuje się jedna z bohaterek – Bayerowa. "Poezja wulgaryzmu" charakteryzuje, co od dawna wiadomo, nie tylko poczynania autorów młodszego pokolenia (Włodzimierz Kowalewski – rocznik 56).
Powieść o muzyce kusi radio, ale też stanowi pułapkę. Wojciech Kościelniak, który zrealizował właśnie w Teatrze Muzycznym w Gdyni "Złego" Tyrmanda (także o latach 50) powiedział, że nie mógł był wraz z kompozytorem Piotrem Dziubkiem sięgnąć po muzykę, jaką z Tyrmandem kojarzymy - czyli po jazz, nie tylko dlatego, że musical rządzi się swoimi prawami, ale także dlatego, że nie można z tego typu adaptacji scenicznej uczynić skansenu. To ważna przestroga dla nas. W jakim stopniu uda nam się z niej skorzystać? Spróbujemy sięgnąć po kompozycje Jacka Grudnia, jazz/swing traktując jedynie jako źródło cytatów. Użycie innej niż jazzowa muzyki – mamy nadzieję – pozwoli nam przenieść opowieść w nieco inny wymiar.
Do lektury zaprosiliśmy parę aktorów średniego pokolenia: Edytę Jungowską i Marcina Przybylskiego (jednego z najbardziej muzykalnych naszych aktorów).
Zapraszamy.
Od poniedziałku do piątku – ok. 11.50.
Baszka Marcinik oraz Renata Szewczak, Janusz Deblessem, Mateusz Patyk i Wojciech Dorosz.
Książkę opublikowało i wraz z Trójką "serial" wyprodukowało - Wydawnictwo Marginesy.