"Miałem szczęście do wybitnych muzyków". Wojciech Waglewski w Trójce
Wojciech Waglewski odwiedził Piotra Metza w audycji "Lista osobista". Lider Voo Voo opowiedział o albumie "1986", zawierającym archiwalne nagrania zespołu, wydanym przez Agencję Muzyczną Polskiego Rad
Wojciech Waglewski był gościem audycji "Lista Osobista"./ Foto: East News/Kamil Gozdan/East News
Omówienie
Wojciech Waglewski był gościem Piotra Metza w audycji "Lista Osobista"
Lider Voo Voo opowiadał o płycie "1986" wydanej przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia
W rozmowie muzyk opowiadał o brzmieniu i początkach twórczości zespołu
Archiwalne nagrania Voo Voo z 1986 roku doczekały się wydania na płycie. Album"1986", przygotowany przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia, przypomina początki działalności jednej z najbardziej charakterystycznych grup polskiej sceny muzycznej. O pracy nad wydawnictwem, znakomitych muzykach tworzących zespół i jego zmieniającym się brzmieniu opowiedział Wojciech Waglewski, który był gościem Piotra Metza w radiowej Trójce.
Polecane podcasty
"Miałem szczęście do wybitnych muzyków"
Przygotowanie albumu "1986" stało się dla Wojciecha Waglewskiego okazją do ponownego spotkania z muzyką sprzed czterech dekad. Lider Voo Voo sam ułożył kolejność utworów i, jak przyznał, był pozytywnie zaskoczony poziomem wykonania archiwalnych nagrań. Szczególnie docenił umiejętności instrumentalistów, z którymi wówczas współpracował.
- Fajna, fajna. Zdziwiłem się, nie mogę tak mówić, zdziwiłem się, że tak dobrze graliśmy. (...) Miałem szczęście do wybitnych muzyków, grali wszyscy świetnie, nie wszyscy rozumieli, co grają, tak jak mi Andrzej Ryszka opowiadał po latach. Graliśmy dosyć dziwnie jak na rockandrollową muzykę. (...) Podróżowaliśmy po innych skalach, rozszerzaliśmy troszkę tę harmonię, troszkę tę skalę. Ja grałem dość charakterystycznie wtedy, miałem taką swoją stylówę, którą lubię. Ale nie wracałbym do niej - mówi Waglewski.
Zdaniem muzyka nagrania z 1986 roku pokazują, jak dużą rolę w twórczości Voo Voo odgrywał warsztat wykonawców. Waglewski przywołał też postać Wojciecha Przybylskiego, realizatora dźwięku, który uważał, że nawet najbardziej zaawansowane rozwiązania techniczne nie zastąpią umiejętności muzyków.
- Słychać, że umiemy grać, co jest ważne. Bo jednak umiejętności... Kiedyś Wojtek Przybylski, który nie nagrywał tej płyty zresztą, on był takim realizatorem starej daty, tak to nazwijmy. (...) Wojtek był bardzo przeciwnikiem takich zachwytów związanych z postępem w realizacji nagrań, że można coś tam zastosować, jakieś pluginy, że można coś pobudować, że można na gitarze znaleźć ulubioną barwę gitary. Wojtek uważał, że nie zrobi niczego więcej, niż zrobi sam muzyk. Jego obowiązkiem, psim obowiązkiem, jest przekazanie umiejętności muzyków - opowiada lider Voo Voo.
Polecane audycje
"Nagrywaliśmy płyty, które miały być antidotum w stosunku do poprzedniej"
Rozmowa stała się również okazją do wspomnień o kolejnych etapach działalności Voo Voo. Waglewski wyjaśnił, że zespół świadomie poszukiwał nowych rozwiązań brzmieniowych, a następne albumy często stanowiły przeciwieństwo poprzednich. Przykładem była "Sno-powiązałka", która miała zabrzmieć bardziej naturalnie i ciepło.
- "Sno-powiązałka" miała w założeniu brzmieć ciepło, naturalnie. Była nagrywana chyba na Wawrzyszewie. (...) Myślenie o graniu się zmieniło. Ten „1986” to jest taki mocny sound. (...) Myśmy też swoją drogą nagrywali, nagrywali płyty, które były antidotum w stosunku do poprzedniej. Pierwsza była mocno taka technicznie brzmiąca, w związku z tym "Snopo" było nagrane bliżej człowieka, tak z tymi płytami postępowaliśmy - mówi muzyk.
Myśmy też swoją drogą nagrywali, nagrywali płyty, które były antidotum w stosunku do poprzedniej. Pierwsza była mocno taka technicznie brzmiąca, w związku z tym "Snopo" było nagrane bliżej człowieka, tak z tymi płytami postępowaliśmy
Lider Voo Voo opowiedział także o swoim wpływie na artystyczny kierunek zespołu. Przyznał, że początkowo to przede wszystkim jego pomysły kształtowały muzykę grupy. Z czasem ważnym partnerem twórczym stał się dla niego Mateusz Pospieszalski.
- Voo Voo było od początku do końca zaprogramowane bardzo silnie przeze mnie. Zwłaszcza ta pierwsza płyta. Tam jeszcze nie ma Mateusza (Pospieszalskiego – przyp. red.). Bo później z Mateuszem znalazłem taką bardzo bliską więź, co słychać na "1986" - opowiada muzyk.
Na zakończenie rozmowy pojawił się temat konstrukcji albumu. Piotr Metz zwrócił uwagę, że nagrania pochodzą z dwóch sesji – lutowej i październikowej z 1986 roku - i zapytał, dlaczego nie zostały rozdzielone na osobne strony wydawnictwa. Okazało się, że sam Waglewski nie pamiętał, iż materiał zarejestrowano w dwóch terminach.
- Nie przyszło mi to do głowy. Ja się dzisiaj dowiedziałem, że to w trakcie dwóch sesji, ja myślałem, że to w trakcie jednej sesji. (...) Gdybym miał tę wiedzę wcześniej, pomyślałbym – opowiada gość Piotra Metza.
Polecane artykuły
Źródło: Lista Osobista
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Autor
Redaktor
W Polskim Radiu od 2025 roku, przedtem w "Super Expressie". Na portalu Trójki zajmuję się głównie opisywaniem świata muzyki - od gitarowych brzmień klasyków rocka i metalu, po elektroniczne beaty i rapowane wersy. Miłośnik podróży, kina, literatury, popkultury, sztuki i piłki nożnej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.