Sylwia Zientek: malarsko Mela Muter była daleka od wszelkich "izmów"
Mela Muter to jedna z najwybitniejszych polskich malarek. A jednak długi czas była artystką bardziej znaną w Paryżu, niż w Warszawie. Max Cegielski rozmawiał z Sylwią Zientek, autorką jej biografii.
Sylwia Zientek/ Foto: Damian Klamka/East News/East News
Mela Muter to pseudonim Marii Melani Mutermilch z domu Klingsland, wybitnej polskiej malarki pochodzenia żydowskiego. Jest uznawana za przedstawicielkę modernizmu i zaliczana do École de Paris, członkini Société Nationale des Beaux-Arts od 1912 roku. Zmarła w biedzie i zapomnieniu w roku 1967 w Paryżu.
Polecane audycje
Mela Muter: malarka w swoim stylu
Mela Muter dotarła do stolicy Francji na początku XX wieku. Od dwóch lat była mężatką, od roku matką. A mimo to właśnie w Paryżu rozkwitł jej talent malarski. Widać też, że wypracował swój styl, daleki od wszelkiego rodzaju "izmów". - Była na nie bardzo odporna. A trzeba powiedzieć, że w tamtych czasach w Paryżu co chwila powstawał nowy styl czy trendy. Jak nie surrealizm, to kubizm, abstrakcjonizm, formalizm - moglibyśmy wymieniać i wymieniać. Ona oczywiście miała jakieś wycieczki w różnych kierunkach: miała epizod kubistyczny, mogła pójść w kierunku abstrakcji. Widziałam jej jedną pracę abstrakcjonistyczną - wspaniałą! - i osobiście bardzo żałuję, że ktoś ją namówił, żeby dała sobie z tym spokój - mówi Sylwia Zientek, autorka książki "Mela Muter. Wierna sobie". - Jednak przez całe życie była wierna sobie i wypowiadała się własnym językiem malarskim, który miał to do siebie, że był bardzo ekspresyjny. Widać to szczególnie, kiedy się obcuje z jej malarstwem na żywo. I to brzmi jak truizm, ale żadne zdjęcie tego nie odda - zapewnia.
- Można powiedzieć, że to był taki styl postimpresjonistyczny, jednak inspirowany w dużej mierze malarstwem Paula Cezanne’a czy Paula Gaugoina. We Francji mówiono też o niej "siostra van Gogha" - dodaje.
Szokujące obrazy macierzyństwa
Malarstwo Meli Muter postrzegano jako malarstwo "męskie". Dlaczego? Ponieważ w tamtych czasach, czyli pod koniec XIX wieku i w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku uważano, że malarstwo "kobiece" jest delikatne, subtelne, a kolorystyka jasna. - Ona zrewolucjonizowała malarstwo macierzyństwa (…) Tymczasem jej obrazy mają przybrudzone barwy, a kobiety zmęczoną twarz. To nie jest wizerunek matki, która cieszy się ze swoich bąbelków. Wiać, że ta kobieta bardzo ciężko pracuje fizycznie, ledwo żyje, a tu ma jeszcze dzieci przyssane do piersi - opisuje rozmówczyni Maksa Cegielskiego. - Muter szokowała tymi obrazami anonimowych kobiet. Mężczyźni na jej obrazach, a malowała znane nazwiska - Ravel, Romain Rolland - siedzą, wypinają pierś, są świadomi swojego dorobku, mają jakiś atrybut: fajka, książka, gazeta… I myślę, że Mela miała ten sam problem, co Boznańska: kobiety z tzw. nazwiskiem bały się stawać przed jej sztalugami, ponieważ malowała bezlitośnie i nie można było u niej zamówić portretu, aby się upiększyć. One się bały, że wyjdą na tych obrazach oszpecone… - wskazuje.
Redakcja poleca
Źródło: Plik Tekstowy
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.